• Wpisów:215
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 20:47
  • Licznik odwiedzin:21 136 / 1790 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Trochę mnie poniosło z tym rozdziałem... Za błędy przepraszam, nie mogę już patrzeć na ten tekst.

Niepokonani: "Iskra topiąca lód"

W pałacu królowej jak co rano panował gwar. Służba doprowadzała komnaty do porządku i przygotowała wykwintne potrawy dla mieszkańców. Luksusem życia w Królestwie Demonów Nocy był fakt, że mogli cieszyć się egzotycznymi, boskimi daniami bez uszczerbku na zdrowiu. Tylko życie na zewnątrz zmuszało do wiedzenia drapieżnego stylu życia i czerpania energii ze spożywania ludzkiego mięsa.
Hayden przeciskał się między biegającymi we wszystkie strony demonami niższej rangi. Wysoko nad głową trzymał talerz z parującą potrawą i butelkę wykwintnego wina podprowadzonego ze spiżarni. Lawirował między służbą warcząc na każdego kto tylko się o niego otarł. Odetchnął z ulgą dopiero, gdy dotarł do rzeźbionych drzwi i przekręcił klucz w zamku.
Wszedł do środka i postawił jedzenie na stoliku.
- Ile masz zamiar tak leżeć? - westchnął spoglądając na łóżko.
Mroczek spojrzał na niego zirytowany i ziewnął przeciągle. Po chwili wstał i zeskoczył z pościeli, gdy leżąca na nim dziewczyna przekręciła się. Czarne lekko falowane włosy zmieniły się w wronie gniazdo, które opadało na szmaragdowe zmęczone oczy.
- A co mam zrobić? - pełen irytacji głos brzmiał jak u nadąsanej dziewczynki - Za cholerę wyjść stąd się nie da.
- Jak ma się chody to wszystko jest możliwe - chłopak uniósł klucz, którym otworzył drzwi.
Holly zmrużyła oczy patrząc na niego z uwagą.
- Co ty znowu kombinujesz? - wyciągnęła rękę po przedmiot, ale Hayden odsunął się.
- Chyba nie myślisz, że pozwolę ci wyjść byś terroryzowała mieszkańców w poszukiwaniu psychopaty i mordercy. Matka by mnie na pal nabiła - przewrócił oczami.
- Więc po co tu przylazłeś?
- Odwiedzić moją nienormalną siostrę, może? - prychnął sarkastycznie jasnowłosy - Nudzę się. Marco lata za tą rudą, Christa jak zwykle pracuje, a moja reputacja tu wciąż jest marna. Naprawdę nie mam z kim pogadać.
- Jestem twoją ostatnią deską ratunku? - Holly odwróciła się na brzuch - Czuję się zaskoczona.
- Hej! - Hayden usiadł obok na łóżku - Ale masz humor dzisiaj.
- Wybacz jakoś atmosfera mnie nie nastraja do gadania o głupotach - skupiła wzrok na czymś nad jego głową - Wiesz coś na temat Nicka?
- Tylko tyle, że zwołają Radę by podjąć decyzję. Coś na kształt rozprawy sądowej, tylko bez oskarżonego, bo się go boją.
- Jak myślisz jaką decyzję podejmą?
- Nie spodziewaj się nawet niczego dobrego. Po tym przedstawieniu jakie zrobił ten twój kochaś, to dziwię się, że w ogóle chcą się nad tym zastanawiać.
- Przedstawienie - Holly pokazała ostre zęby - Chyba to logiczne, że chciał zabić nadludzi. Sama też bym się nimi tak zajęła.
Chłopak spojrzał na nią.
- Nikt ci nie powiedział o…?
Dziewczyna skierowała swój wzrok na brata.
- Nie powiedział o czym?
- Nick jakby trochę niemal zabił pierwszego rycerza królowej, tego jak mu tam, Imrisa - strzelił palcami - Aż chciałbym to zobaczyć.
Holly usiadła na pościeli gwałtownie.
- Co? Nie mów, że walczył z ludźmi matki - zmarszczyła brwi - Więc do dlatego kazała mi się wynosić. Chciała go zabić!
- Nie, jak na razie żyje, spokojnie. Ale nie dużo mu zostało jak będzie tak szaleć - Hayden pokręcił głową - No, ale nie przyszedłem tu biadolić. Zobacz co ci przyniosłem - poderwał się i podniósł porcelanowy talerz.- Najlepsze przysmaki jakie tylko są!
- Coś dodałeś do nich - Holly nie wierzyła w jego dobroć.
- Auć, to boli - Hayden wystawił język - Nie mogę być uprzejmym starszym bratem?
- Starszym? Nie możesz być ode mnie straszy, bliźniaku.
- Ale jestem - prawie białe włosy zasłoniły jego zielone oko uwydatniając demoniczne rysy. Złapał butelkę wina i wyjął nóż.
- Poważnie? - dziewczyna westchnęła, gdy wbił go w korek i sprawnie wykręcił - Masz wprawę.
- A i owszem. Gust też dobry - napił się trochę i podał butelkę siostrze - Proszę.
Holly przytknęła butelkę do ust. Zimne wino spłynęło do jej gardła pobudzając kubki smakowe. Lekko cierpki smak rozgrzał jej krew.
- Pycha - pokiwała głową z uznaniem i oddała wino Haydenowi, który troskliwie się nim zajął. Spróbowała biało - różowego owocu z talerza. Smakował niebiańsko, aż westchnęła z zachwytu.
- Więc to tak smakuje normalne jedzenie? - spytała biorąc kolejny kęs.
- Ta, ale to jeszcze nic. Mają tu lepsze smaki niż w najbogatszych miastach ludzi. Żyć, nie umierać - zwinął jej z talerza dużą czarną jagodę.
Po chwili butelka była pusta. Chłopak zniesmaczony kopnął ją nogą.
- Wina zawsze jest za mało - mruknął nadąsany - Przyniosę coś lepszego. Nie ruszaj się stąd.
Wybiegł szybko i popędził do królewskiej kuchni. Wbiegł do niej i od razu schował się pod stołem, gdy niemal trafił na demonicznego kucharza. Nie chciał skończyć jako potrawka więc przeczekał, aż odejdzie i dopiero wtedy otworzył szafkę z zapasami.
Rozejrzał się po półkach.
- Wino, wino, gdzie jest wino? - mamrotał przetrząsając zakurzone butelki. W końcu udało mu się złapać dwulitrowe szkło o pięknej rubinowej zawartości. Uśmiechnął się usatysfakcjonowany.
Gdy wrócił zauważył, że Holly opróżniła cały talerz.
- No dłużej się nie dało - skwitowała jego spóźnienie głaszcząc pomrukujący czarny kłębek.
- Oj zamknij się . Przyszedłem tu z dobrego serca, a ty już na mnie warczysz - prychnął.
- Jeśli myślisz, że z tego powodu będę milsza, to jesteś w błędzie - odparł, ale poklepała pościel obok siebie - Siadaj, braciszku.
- Chciałbym wierzyć, że zapraszasz mnie, a nie wykwintny trunek, ale jak to się mówi nadzieja matką głupich. Proszę - odkorkował butlę i nawet nie kosztując podał bliźniaczce.
Holly podsunęła nos do gwintu i oczy niemal uciekły jej w tył głowy. Zamrugała lekko zdziwiona jakby sam zapach doprowadził ją niemal do utraty przytomności.
- To na pewno wino? - w jej głosie zabrzmiała niepewność.
Hayden spojrzał na nią jak na kretynkę.
- Myślisz, ze czytać nie umiem? Dobre czerwone winno. Nie wybrzydzaj
Dziewczyna wzruszyła tylko ramionami i pociągnęła spory łyk. W oczach stanęły jej łzy.
- Mocne - odezwała się dziwnie zduszonym głosem, ale gdy brat chciał jej zabrać wino odtrąciła jego rękę - Ale bardzo smaczne - zabrała się za opróżnianie butelki.
Tymczasem Mroczek obudził się i zeskoczył z jej kolan by przewędrować na Hayden i tam ułożyć się do ponownego snu. Pochrapując dziwacznie zaczął miarowo zagłębiać pazury w jego udzie, a im mocniej szarpał nimi skórę, tym głośniej muczał. Sprawiało mu to wyraźną przyjemność.
- Koci sadysta - mruknął gładząc lśniące onyksowe futerko - Ej zabierz go - odwrócił się do Holly i szczęka mu opadła - Sama?
Patrzył jak jego siostra z niemal wrodzoną wprawą pochłania olbrzymie ilości wina w rekordowo krótkim czasie. Wyrwał jej butelkę, gdy była już w połowie.
- Stop, zostaw trochę mi - oponował, gdy wyciągnęła ręce z miną nieszczęśliwego szczeniaka.
- Daj - zamachała rękami, ale nie przysunęła się bliżej. Jej spojrzenie było dziwnie mętne i nieprzytomne.
Hayden patrząc na nią z ukosa spróbował trunku.
- Ugh - zakrztusił się czując niemożliwy ból w piersi. Wypuścił butelkę z dłoni pozwalając by zawartość rozlała się na łóżko. Miał wrażenie że serce zaraz wyskoczy mu z piersi i umrze na zawał. Po chwili jednak pieczenie zelżało i mógł niemal normalnie oddychać.
- Co to jest? - wyzipał i sięgnął po butelkę. Spojrzał na etykietkę.
- Czerwone wino 18%? Ja im dam osiemnaście procent - warknął chłopak przecierając oczy - Chyba osiemdziesiąt jeden jak już. Przekręcił etykietę by przeczytać co pisze z tyłu. Jednak pociągnął za mocno i kawałek papieru oderwał się odsłaniając drugi napis.
- "Everclear". Toż to wódka. Sądząc po smaku czegoś tu dodali - odwrócił się do Holly - Ale pomyłka! Ktoś chciał sobie zachować to dla siebie.
- Da - dziewczyna zaczęła się kołysać - Dobra.
- Ja pierdolę w sztok się upiłaś w ciągu kwadransa? Chyba rekord pobiłaś - poczuł lekki niepokój. Jak matka się o tym dowie to go ukatrupi - Dobrze się czujesz?
- Ocywiście… jezyk mi strentwiał - jego siostra wysunęła koniec języka i zezowała próbując na niego spojrzeć - O nie, nie ma go - zawołała spanikowana.
- Mam przerąbane - Hayden spojrzał na etykietkę wódki. Jak byk pisało 95%. Sam nigdy nie pił czegoś równie ostrego, a walkiria pochłonęła niemal litr - Ty chyba od tego nie umrzesz co nie? - zawołał potrząsając nią.
Skupiła na nim wzrok na chwilę.
- Nawet se nie upilam. Jestem zupełnie trzeźwa.
- To wstań - rozkazał zły na nią i na siebie - pokaż jak się nie upiłaś.
- A prosę - zwlekła się z pościeli i stanęła na równych nogach - Widzis - posłała mu triumfujące spojrzenie, gdy nagle wygięła się i poleciała na ścianę - Cholera warknęła całkiem wyraźnie - Ta ściana się rusza.
- Nie kochana. Wina akurat nie leży po stronie biednego pomieszczenia. Upiłaś się - powtórzył.
Holly tupnęła nogą.
- Stem przytona - zrobiła kilka chwiejnych kroków zanim siła grawitacji odepchnęła ją z powrotem na ścianę. Oparła się o nią i osunęła na podłogę.
- He he świat jest zakręcony - położyła się na wznak i zaczęła chichotać jak szalona.
- Kurwa jak z małym dzieckiem - Hayden przyklęknął przy bliźniaczce, która cieszyła się do sufitu. - Chodź chyba musisz się położyć.
- Przeciesz leże - wysepleniła oburzonym tonem i złapała go za włosy - Hayden - szepnęła, a jej oczy wypełniły się łzami.
- Słucham - westchnął nie mogąc poradzić sobie z nią.
- Ja się boję, braciszku - powiedziała wolno starając się dokładnie wyartykułować słowa - Oni go zabiją, a ja wtedy umrę. Ja nie chcę umierać - zaczęła szlochać.
Chłopak podniósł ją do pozycji siedzącej i walcząc ze sobą po chwili przytulił.
- Uspokój się. Nikt nie umrze - skłamał doskonale wiedząc, że i tak nie będzie pamiętać jego słów. - Nie zrobią ifrytowi krzywdy, nie martw się. Jest bezpieczny.
- Serio? - wielkie błagalne oczy spojrzały na niego z rozbrajającą ufnością.
- Oczywiście - uśmiechnął się wesoło, czując jak wściekłość mrozi mu serce. Dlaczego przyszło im żyć w takim świecie, który nie miał dla nikogo litości? Dlaczego dobroć karana jest okrucieństwem, a sprawiedliwość to tylko puste, bezwartościowe słowo? Okrutny pozbawiony ciepła świat. Jak to szaleństwo się dalej potoczy?

Przebudzenie przypominało koszmar. Gdy tylko ifryt otworzył oczy zalała go fala oszołomienia, po którym nadeszły poszczególne odczucia. W pierwszej chwili zdał sobie sprawę, że nie widzi, że dziwne zaklęcie wciąż trwa. Gdy spróbował się poruszyć poczuł dojmujący ból ramion i pieczenie nadgarstków z których spływała lodowata ciecz. Próbował opuścić ręce, ale brzęk łańcuchów skutecznie ostudził jego zapał. Westchnął ciężko i natychmiast tego pożałował czując dojmujący ból żeber. Ramiona skute nad jego głową drżały z napięcia i drętwiały od zimna które powodowało niemal tężenie krwi w żyłach. Gdziekolwiek się znajdował było to najbardziej mroźne miejsce w jakim kiedykolwiek przebywać. Poszarpane nogawice nie chroniły go przed przemrożeniem.
Po pierwszy nie najlepszym wrażeniu doszedł do wniosku, że jego sytuacja nie przedstawia się najlepiej. Oślepiony, potwornie wycieńczony i pozbawiony swoich nowych piekielnych umiejętności, mógł równie dobrze położyć głowę pod topór kata. Cokolwiek by nie zrobił przeczuwał widmo zbliżającego się końca.
I miał wrażenie, że nawet Holly go z tego nie wyciągnie.
Oczywiście o ile by chciała to zrobić. Przypomniał sobie kolejne dni, kiedy na jej twarzy malował się smutek, który niezbyt dokładnie zasłaniał odrazę i strach. Patrzyła na niego jak na obcego, jakby nie rozpoznawała go. Czy aż tak się zmienił?
Parsknął śmiechem, który zdecydowanie był nie na miejscu. Zabrało mu się za analizowanie psychologicznego punktu widzenia swojej własnej osoby. Może to już objaw narcyzmu? Nagły atak wesołości przypłacił bólem w klatce piersiowej, który starł z jego twarzy uśmiech i uniemożliwił normalny oddech. Zacisnął zęby próbując nie jęczeć, gdy żebra otarły się o siebie. Nie przypominał sobie, żeby walcząc oberwał aż tak mocno, by się połamać.
Skrzywił się. Ktokolwiek go tak poturbował zostanie potraktowany jak nadludzie. Gdy użył swojego ognia na nich dopiero wtedy dostrzegł ich olbrzymi potencjał. Kiedy walczyli pod Rise, by uwolnić Holly mógł się przyjrzeć niesamowitym zdolnościom regeneracyjny nadludzi. Uleczali się kilkanaście razy szybciej niż demony i w przeciwieństwie do nich, odcięcie głowy nie gwarantowało śmierci. Ale gdy użył błękitne płomienie zauważył różnicę. Wżerały się głęboko w ciało iszcząc je równomiernie. Regeneracja nie przebiegała wtedy tak szybko. Nie zdążył ich zabić, ale miał wrażenie, że gdyby mu nie przeszkodzili zmieniłby ich w zwęglone kości, które rozsypywałby się przy najlżejszym dotknięciu. Żałował, że nie zdążył tego zrobić. Może wtedy wymazałby z pamięci obraz srebrnookiego Ruddiego, błagającego o litość. Nie czuł współczucia, ale ten widok wciąż wracał i nie dawał spokoju. Pokazywał jego nowe gorsze wcielenie.
Z całej siły szarpnął łańcuch i zawył z bólu i wściekłość, gdy metal zdarł z jego nadgarstków skórę. Nie chciał czekać na to, aż go zabiją jak zwykłego potwora. Nie mógł czekać spokojnie na śmierć.
Przypomniał sobie jak uwolnił się z więzienia łowców i zalał go zimny pot. O nie, nigdy więcej nie będzie w stanie tak się okaleczyć. Musiał być jakiś inny sposób by zdjąć te pęta. Gdyby tylko jeszcze cokolwiek widział….
Podkulił nogi uwieszając się na poranionych rękach i podparł bosymi stopami ścianę. Powoli odciągnął się i oparł nogami na wysokości rąk. Miał nadzieję, że nie spadnie na twarz..
Odbił się z całej siły od ściany i szarpnął łańcuchem. Satysfakcjonujący dźwięk zerwanego metalu, stłumiło głośne uderzenie w podłogę. Powietrze uleciało z jego płuc i przekręcił się na bok rzężąc jak umierający na raka płuc.
- Do cholery jasnej - wysyczał, gdy połamane żebra wbiły się głębiej w ciało. Pierwsza próba wstania zakończyła się fiaskiem. Poślizgnął się w kałuży własnej krwi, która sączyła się z piersi. Niemal zaśmiał się, ale ciepła posoka wypełniająca usta zdusiła dźwięk. Dźwignął się na nogi podpierając ściany. Krok za krokiem przeszedł pomieszczenie szukając wyjścia. Natrafił na wyrwę w murze i dotknął zimnego metalu. To musiały być drzwi. Ku swej irytacji nie znalazł klamki, ani nawet dziury na klucz. Za to metal tchnął czymś złowróżbnym jakby posiadał swą własną energię. Ifryt oparł się o nie całym ciałem i pchnął. Bez efektu.
Stracił nie tylko wzrok, ale i siłę.
Zaskoczony i przerażony odsunął się od metalu, który pochłonął resztki jego energii. Osunął się na kolana, a okowy otaczające jego ręce zadźwięczały ponuro. Zdawało mu się, że zimna posadka robi się jeszcze chłodniejsza. Palce rąk i nóg zaczęły boleć i coraz bardziej drętwieć jakby krążenie zatrzymywało się w nim. Niemal zaczął się dusić, czując ucisk w piersi.
Nigdy nie miał klaustrofobii, ale też nigdy niewidomy i zamknięty w tak zimnym i wilgotnym miejscu.
- Okey - mruknął do samego siebie - Nie panikuj, nie panikuj, nie panikuj…..
Jednak z każdą chwilą miał wrażenie, że ściany przysuwają się do siebie coraz bardziej, a woda kapiąca z sufitu ma zapach krwi.
Potrząsnął głową i zaśmiał się z własnej głupoty.
- Bardzo sprytne, demony - uśmiechnął się - Ale te iluzje nie robią na mnie wrażenia.
To było wręcz oczywiste. W końcu znajdował się w Królestwie którego demony mamiły sny i wywoływały upiorne obrazy. Nie trudno im było za pewne wedrzeć się do głowy osłabionego ifryta i przekazać ponure myśli.
Jak na zawołanie pomieszczenie jakby się rozkurczyło i powietrze lekko ociepliło. Nick oparł się o ścianę i wykończony psychicznie zamknął oczy.
Chwila błogiego snu nie trwała długo. Mocny kopniak jaki wylądował na jego twarzy boleśnie wrócił go do okrutnej świadomości.
- Wstawaj - czyjś ponury głos huknął nad jego uchem.
Mężczyzna skrzywił się rozeźlony.
- Dajcie mi cholerny spokój. Czy w końcu mogę się wyspać? - syknął i poczuł jak ostre gwoździe wbite w podeszwę buta jego napastnika zagłębiają się w jego plecach.
Ifryt warknął wściekle i chwiejnie podniósł na nogi. Odwrócił się w stronę, jak przypuszczał, dręczyciela i nie zastanawiając się wymierzył cios.
Jego pięść gruchnęła w szczękę demona. Nick zignorował potworny ból dłoni, którą wymierzył cios i przymierzył się do kolejnego. Słyszał jak jego przeciwnik klnie i pluje krwią. Żałował, ze nie ma w sobie tyle energii by zmiażdżyć mu twarz. Jednak następny jego zamach został odparowany, a kopnięcie w brzuch posłało go na ziemię.
- Oszczędź sobie - jego przeciwnik był spokojny i opanowany. Atak ifryta nie wyprowadził o z równowagi.
"Lepiej umrzeć niż poddać się…" Kto to mu powiedział? Ach tak Holly, kiedy po raz pierwszy pokazała mu swe prawdziwe oblicze walcząc z łowcą. Tylko, że wtedy ich wrogiem byli ludzie, a teraz jego największym przeciwnikiem był cały świat.
- Nigdy - wstał z godnością, ale nie zaatakował.
Nie zgadzał się teraz z jej słowami. Już raz umarł, teraz chciał żyć. Teraz miał powód, a była nim złośliwa kłótliwa istotka, której powierzył swoją duszę.
- Hardy jesteś, albo głupi - usłyszał tubalny głos - Czy to może wilcza duma we krwi?
Nick nie miał zamiaru odpowiadać. Nie było już w nim niczego z wilka, który cenił honor i miał zasady. Będąc istotą płomieni nie potrzebował już tego.
- Wiesz, że nad twoim gardłem wisi już topór? Opanuj się lepiej, bo członkowie Rady chcą cię przesłuchać. Może uda się jeszcze to odkręcić.
Ifryt odsunął się.
- Najpierw atakujecie mnie choć nic złego nie zrobiłem. Potem oślepiacie mnie i odbieracie moc - wyliczał - A teraz zamykacie w jakichś lochach, bo więzieniem tego nazwać nie można. Jak na mój gust ta Rada odrobinę zbyt nerwowo reaguje.
- Musisz zrozumieć jak niebezpieczną mocą dysponujesz. Dopiero się jej uczysz, a my już wdzieliśmy kiedyś ifryta. Ostrożność to nie nerwowość.
- Skończ proszę z tą pseudo psychologiczną gadką i mów do mnie jak do normalnego - przerwał mu Nick
- Kwestia twojej normalności jest dyskusyjna - mruknął demon - Zbieraj się idziesz ze mną.
- Gdzie i po co? - doświadczenie nauczyło go, że przy takich informacjach trzeba znać szczegóły.
- Mówiłem już Rada chcę znać twoje motywy i związek z tymi nadludźmi. To może ci pomóc wykaraskać się z tej sytuacji.
- Po co mi te dobre rady? Zapewne tak jak większość liczysz na moją śmierć.
- Nie obchodzi mnie czy żyjesz, czy nie. Dopóki masz poparcie królowej obowiązkiem moich i reszty jej rycerzy, jest zadbać, by wszystko przebiegło po jej myśli. Wątpię czy ktoś kto wychowywał się w mieście ludzi wie, ale tutaj dobro całego Królestwa przekłada się nad swoją dumę.
- Ta - jakby w ogóle ifryta to obchodziło - Mogę mieć to już z głowy?
- Jasne - demon był najwidoczniej zirytowany brakiem zainteresowania ze strony Nicka. - Zaprowadzę cię.
Na szczęście daleko iść nie musieli, bo ifryt zastanawiał się jak dałby radę na ślepo pokonać jakiekolwiek schody. Został wprowadzony do pomieszczenia, w którym było znacznie cieplej i o wiele suszej niż w jego wcześniejszym miejscu pobytu. Został posadzony na zwykłym krześle, które po twardym kamieniu wydawało się cudownie miękkie.
- Nie ruszaj się. Zaraz przybędą - przykazał mu demon, który go przyprowadził - Nie kłam - dodał i wyszedł trzaskając drzwiami.
Nick osunął się na krześle nie wiedząc za bardzo czego będą od niego chcieli. Dreszcze wywołane zimnem powoli ustępowały, choć kończyny wciąż były na wpół bezwładne i słabe jak u dziecka. Nie miał ochoty rozmawiać z nikim w takim stanie, gdy był półnagi, zakrwawiony i beznadziejnie bezbronny. Gdy usłyszał ponownie dźwięk przesuwanych drzwi wyprostował się jak struna i skupił na wyostrzeniu zmysłów. Szelest szat denerwował go podobnie jak zapach czegoś na kształt kadzidła, który rozniósł się po pomieszczeniu z chwilą ich wkroczenia. Miał nadzieję, że to nie żaden narkotyk, który miał go otumanić. Choć to było nie na miejscu zaczął wspominać jak kiedyś spróbował wraz z znajomymi czegoś co nazywało się "'Luxoria". Po tym jak urwał mu się film i miał częściową amnezję zdecydował trzymać się jak najdalej od drag.
- Taka marność winna okazać szacunek wyższym od siebie - usłyszał głos sędziwej kobiet.
- O przepraszam - Nick udał zaskoczenie - Nie widziałem, że weszliście, bo jakby nie patrzeć zostałem oślepiony.
- Cóż to za bezczelna kreatura. Chyba to nie jest kwestią do dyskusji co powinniśmy z nim zrobić - dobiegł go kolejny oburzony głos.
- Powinniśmy wysłuchać co ma do powiedzenia - odezwał się ktoś inny.
- Państwo wybaczy, ale czy można by nie wyłączać mnie z tej rozmowy? Podobno to ona mnie dotyczy - ifryt niemal poniósł się mając wielką ochotę zwiać. Jednak miał przeczucie, że jak tylko będzie celował w drzwi bliżej zapozna się ze ścianą. Nie ufał już swojej intuicji.
Jak przeczuwał zarobił pięścią w nos tak mocno, że odchylił się do tyłu.
- Zamknij się i nie odzywaj niepytany.
Nick złapał się za krwawiącą część twarzy i zaśmiał.
- Nie no moja siostra mnie mocniej uderzyła w wieku pięciu lat. Oj słabo…
- To szaleniec. Przemiana doprowadziła go do obłędu. Trzeba to zniszczyć zanim się rozwinie.
- Mówicie o mnie, czy o obłędzie. Precyzować zamiary, proszę.
- Drugi raz, chcesz? No nie no, niereformowalny on jest - jęknął ktoś.
Mężczyzna zaczął się śmiać.
- Decydujcie się czy chcecie ze mną gadać. Spieszy mi się trochę.
- Nicolas jak ty się zachowujesz? - dobiegł go kolejny głos dochodzący od strony drzwi. Dziwnie znajomy, ciepły ton wywołujący przyjemne wspomnienia chwili bezpieczeństwa.
- Ktoś ty? - wstał ignorując szemranie reszty. Jeśli się go bali to ich problem - Jak ci na imię?
- Znasz moje imię, kochanie - serdeczny śmiech różnił się od reszty głosów - Pamiętasz Mirandę?
- Miranda - powtórzył Nick, a w pamięci pojawił mu się obraz siwowłosej starej tygrysicy - Babcia! - wydusił z siebie. Chciał do niej podejść, ale bał się zrobić chodź krok, by nie zrobić kobiecie krzywdy.

Miranda patrzyła na młodego mężczyznę, który stał niepewnie jak źrebię. Jej stare serce zalała fala miłości i czułości. Niemal nie poznała go, tak zmienił się od kiedy przybył wraz z Holly do jej domu.
Odwróciła się do zebranych członków rady, którzy patrzyli na nich z dziwnymi minami. Najwidoczniej Nick nie traktował tu obecnych najlepiej.
- Pozwolicie bym najpierw porozmawiała z nim na osobności? - spytała kierując swój wzrok na białooką wiedźmę, która pełniła tu najwyższą funkcję. Stara demonica zastanawiała się chwilę, ale skinęła głową.
- W porządku Mirando. Twoja pomoc jest nam niezbędna - skinęła głową na resztę i wyszli zamykając drzwi.
Miranda podeszła do Nicka, który stał w milczeniu wodząc niewidzącym spojrzeniem po ścianach. Zauważyła z bólem serca jak bardzo zmieniło się jego oblicze. Postarzał się choć widać było to tylko po wyrazie oczu i grymasie ust, który mówił, że dużo przecierpiał. Chwyciła jego zimną dłoń i niemal zmusiła by usiadł.
- Ja… nie rozumiem. Co tu robisz? - głos ifryta był nieobecny, ale spokojny. Zniknął złośliwy ton i aroganckie odzywki.
- Służę Jej Wysokości, mój chłopcze - usiadła na miękkiej kanapie obok - I jak tylko dowiedziałam się, że moja kochana parka tu jest musiałam się z wami zobaczyć. Nick, ale się urządziłeś. Słyszałam, że grożą ci śmiercią - wydusiła z siebie zrozpaczona. Myśl o tym, że jego tak krótkie życie może się tak tragicznie skończyć ściskała jej gardło.
- Sam jestem sobie winny - westchnął ciężko ifryt i przetarł zmęczone oczy - widziałaś się może z Holly, babciu?
- Nie, jeszcze nie. Najpierw muszę pomóc tobie.
- Nie ma co mi pomagać. Jestem stracony, ja i moja dusza. Lepiej się do tego nie mieszaj, narobisz sobie kłopotów.
- Co to za myślenie? - Miranda niemal miała ochotę trzepnąć go po blond czuprynie - W takim wieku już być pesymistą. Myślisz o śmierci i się jej nie boisz. A co na to Holly? Nie zastanawiałeś się jak ona może to wszystko przeżywać?
- Holly patrzyła na mnie ze strachem, gdy chciałem zabić nadludzi. Lepiej dla niej będzie kiedy usunę się stąd. Odzyskała rodzinę, ma przyjaciół. Po co jej robić problemy?
Tygrysica nie wytrzymała i zdzieliła go z całej siły po głowie. Sądząc po zaskoczonej minie, nie tego się spodziewał.
- Ależ czasami jesteś egoistyczny. Ona wyciągnęła cię z szponów śmierci i zapłaciła za to wysoką cenę. Jeśli umrzesz to będzie żyć w świadomości, że to z jej winy. Wiesz jak to jest utracić bliskich, Nick. A dla Holly jesteś droższą istotą niż ktokolwiek inny. Pomyśl o niej - zakończyła łagodniejszym tonem niż zaczęła.
Twarz ifryta zbladła, a ręce zacisnęły się na poręczach krzesła. Słowa starej kobiety musiały wywrzeć na nim wrażenie, bo przez dłuższą chwilę siedział w milczeniu marszcząc czoło. Po chwili westchnął jak człowiek, który pozbywa się ciężaru z serca.
- Jestem skończonym debilem - stwierdził szczerze, a Miranda uśmiechnęła się.
Z czułością patrzyła jak twarz ifryta rozpogadza się, na ustach pojawia delikatny, prawdziwy uśmiech. Była szczęśliwa widząc jak zaczyna się ożywiać, a otaczający go kokon niechęci i wzgardy słabnie.
- Przyznanie się do błędu to początek jego naprawy - odparła nie kryjąc dumy.
  • awatar Seiti: Pijana Holly XD Hayden jaki uroczy...O-O
  • awatar Promykuu ;3: Jakie długie >.< Spk, przeczytałam całe. Ja też piszę, zapraszam do czytania ;)
  • awatar Kowalski, opcje!: @Lisa Angels: To prawda. Nie zauważyłam żadnych błędów.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Prace Mariusza Kędzierskiego, artysty, który urodził się bez w pełni wykształconych rąk.




Prawda, że piękne?
I nasunęło mi się pytanie czy właściwie ja się staram rysować? Brakuje mi do tego cierpliwości i za bardzo mnie to irytuje ( niestety ) Jednak po przeczytaniu o ów wyżej wymienionym autorze pomyślałam, że może warto spróbować wkładać więcej energii w to co się robi. Czy to rysowanie, czy pisanie. Pan Kędzierski jest wybitnym przykładem tego, że ograniczenia są tylko w głowie. Bo w końcu jak to się mówi, nie ma rzeczy niemożliwych
 

 
Nick


Nie wyszedł tak jak powinien, ale najbardziej zbliżony jest do mojego wyobrażenia.
Przepraszam, że może być niewyraźny długo rozcierałam ołówek i niektóre rysy wyszły zbyt miękko ( a bałam się potem poprawić )
Obiecałam kiedyś, że postaram się wstawiać postacie z opowiadania więc niedługo wyskrobię Holly i Haydena
  • awatar Vena.: Ma piękne rysy twarzy *.*
  • awatar Promykuu ;3: Świetne... Ja też bym tak chciała rysować >.< Jak chcesz to obejrzyj mam wstawione rysunki na blogu
  • awatar Zorena: Cudowny rysunek! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Przepraszam, że daję wam taki chłam, ale wena mnie opuściła kompletnie.

Niepokonani: "Triumf szaleństwa"

Ifryt spowity w płomienie podszedł do niej bliżej. Mieniące się spojrzenie wyrażało kocie samozadowolenie.
- Co ty wyprawiasz? - Holly cofnęła się kilka kroków, chwiejąc na złamanym obcasie. W tej chwili zaczęła szczerze żałować, że zignorowała ostrzeżenie matki. Wyraz twarzy Nicka zachęcał tylko do ucieczki.
- Pozbywam się ścierwa - blondyn nonszalancko wzruszył ramionami.
- Ścier…. - dziewczyna przesunęła wzrok na drgające spazmatycznie ciała. Pomimo siły jaką Nick włożył w ich unicestwienie, te dalej uparcie trzymały się życia. Choć zwęglone tkanki odpadały od kości, nie powstrzymywało to ich przed próbami wstania.
- Nick - usłyszała błagalny skowyt - Wysłuchaj nas.
Ifryt nawet się nie odwrócił. Lekko osmolona ręka drgnęła, gdy na nowo wybuchły płomienie tłumiąc błaganie. Nawet się nie odwrócił by spojrzeć na skatowane ofiary. Jego dzikie spojrzenie wwiercało się w dziewczynę.
- Co się z tobą dzieje Nicolas? - Holly zerknęła na gruzy. Nawet kawałka pogiętego metalu by się bronić. Próbowała odczytać intencje mężczyzny, ale jego umysł osłaniały żelazne bramy.
Promienny uśmiechu wyłonił się spod maski rozjaśniając zmęczone oblicze.
- Czy to nie, niesamowite? - na puszkach palców zalśniły iskierki - To coś ma nieograniczoną moc. Daj rękę - wyciągnął do niej dłoń - Nie sparzę cię.
- Odsuń się od niej! - Holly podskoczyła i ledwo zdążyła się odwrócić, gdy mignęła jej przed oczami srebrnowłosa kobieta dzierżąca białą włócznie. Christa wymierzyła diamentowy grot w gardło zaskoczonego Nicka.
- Nawet kroku! - warknęła demonica, a jej szkarłatno- czarne oczy ciskały błyskawice - Oderwę ci głowę jeśli dotkniesz moją córkę.
Holly westchnęła i rozluźniła się. Dopiero po chwili zauważyła, że niczym cienie z mgły pojawiła się straż królowej.
- Wow, Spokojnie - Nick nie przejął się bardzo wymierzoną w niego bronią. Mrugnął łobuzersko do Holly.
- Ekipa ratunkowa przybyła, ale ratować nie tego co trzeba. Niech Wasza Wysokość odłoży broń.
Christa odrzuciła srebrzystą grzywę. Choć była niższa niż ifryt emanowała mocą bardziej skoncentrowaną niż on. I zapewne lepiej nad nią panowała.
- Nie chcę ci zrobić krzywdy, ale jeśli mnie zmusisz zabiję. Jak śmiesz wzniecać ogień i grozić moi ludziom?
Ifryt warknął gardłowo, a jego spojrzenie omiotło wszystkich zebranych.
- Twoi ludzie? Zgodzę się z połową. Groziłem tylko ludziom, czy raczej nadludziom, którzy nie wiadomo jakim cudem dostali się do doskonale strzeżonego Królestwa i łazili po nim jak po swoim terenie.
Holly rzuciła spojrzenie w zwęglone ciała. Choć przed chwilą była pewna, że ów ich właściciele są na pewno już martwi, musiała zmienić zdanie. Nieznaczne ruchy kończyn nie były agonalnymi drgawkami. One żyły.
Ominęła swoją matkę i Nicka i podeszła do bliższego ciała odwracając je na plecy. Skrzywiła się, gdy zwęglone tkanki przyczepiły się jej do rąk.
- Dziecko co ty robisz? - dobiegł ją surowy głos Christy, ale zignorowała ją. Widziała doskonale jak klatka piersiowa rannego unosi się ciężko. Podniosła rękę i z całej siły trzasnęła to coś w zmasakrowaną głowę. Efekt był taki jak przewidziała. Regenerujące się powieki uniosły powoli ukazując srebrne oczy.
Usłyszała za plecami szepty demonów i ktoś szarpnął ją za ramię odciągając od nadczłowieka. Eld spojrzał na nią wściekły.
- Zgłupiałaś? Do wroga się nie podchodzi, nie znając jego zamiarów.
- Nick zadbał o to by już żadnych nie mieli - po pierwszym szoku poczuła ekscytację - Prawda, Nick?
Ifryt przerwał zażartą dyskusję z królową i spojrzał na nią krzywo.
- Nie mieszaj się, mała - mruknął i znowu zaczął wykładać jakieś argumenty Chriście.
- Jak milo być ignorowaną - walkiria przewróciła oczami i zerknęła na czarnoskrzydłego Imrisa, który przeciskał się między demonami. Jego krucze pióra pochłaniały światło odbijały je w zupełnie innych barwach. Rycerz królowej skinął jej głową i przyklęknął obok nadludzi. Długie lotki zmiatały pył z gruzu, gdy nachylał się nad ciałami. Aura Imrisa była ciężka i tak przepełniona godnością, że dziewczyna nie śmiała przerwać demonowi zanim nie wstał i nie odwrócił się do niej.
- Czy o tacy jak oni więzili cię? - spytał cicho podchodząc bliżej. Holly poczuła się przy nim jak mysz stojąca obok kota. Chciała czmychnąć zanim zdecydowałby się, czy ją zabić.
- Tak - odparła zamiast tego i zanim ugryzła się w język wypaliła - Dlaczego mnie straszysz?
Cień uśmiechu przemknął przez poważne oblicz złotookiego demona.
- Nie straszę, walkirio. Ciemność nagina się do moich potrzeb i osłania przed innymi ukazując obrazy i myśli, których się obawiają. Przydatna umiejętność.
- Niesamowite - westchnęła dziewczyna, ale zaraz wzdrygnęła, gdy nawiedził ją obraz umierającego wilka - I przerażające - dodała pośpiesznie.
- Wasza wysokość? - rycerz zawołał nad głową Holly - Co mamy z nimi zrobić? Na razie są nieszkodliwi, ale potem będą kłopoty.
Christa spojrzała przelotnie na Imrisa.
- Zabrać ich do pieczary - machnęła na swych poddanych - Byle szybko.
- Trzeba ich unicestwić - wysyczał Nick zapominając o szacunku dla władczyni. - Spopielić, tak ze resztki rozniesie wiatr.
- Nie - odparła królowa tonem nie znoszącym sprzeciwu - Skoro tu są posłużą jako źródło informacji. Nie dasz rady ich zniszczyć swym ogniem, nawet jako jego uosobienie. Prędzej zniszczyłbyś miasto.
- Hej - Holly niemal podskoczyła zdenerwowana - Myślisz, że oni cokolwiek powiedzą? Zbyt szybko się uzdrawiają, nawet tortury nic im nie zrobią.
W oczach jej matki zalśniły iskierki rozbawienia.
- Nie przejmuj się. Kto jak kto, ale twój brat ma dużą wprawę w znęcaniu się nad ludźmi. On się tym zajmie.
- Ha - Nick uśmiechnął się - Czyli koniec sprawy. Padam na twarz, ale przydałaby się jakaś nowa kwatera. Troszkę mnie tu poniosło - wyszczerzył się jak za dawnych czasów, a jego rysy odmłodniały.
- Owszem - Christa okiwała poważnie głową - Odpoczniesz wkrótce - westchnęła głęboko - W więziennej celi.
Ifryt uniósł brew lekko zaskoczony.
- Że co, proszę?
Imris stanął u boku swej pani i spojrzał z nieskrywaną wzgardą na Nicka.
- Rada Demonów wydała na ciebie nakaz zatrzymania. Dopóki nie podejmiemy decyzji możesz czuć się więźniem.
- Jakiej decyzji? - Holly splotła ręce na piersi. Miała wrażenie, że zaraz wariuje od tych wszystkich niedomówień. Czy ktokolwiek mógł tu powiedzieć coś raz, a sensownie?
- Czy możemy pozwolić istocie płomienia żyć - odparł spokojnie czarnowłosy demon.
Nick zaśmiał się wesoło.
- Przynosisz mi pecha diablico - odwrócił się do Holly - Miło było, ale się skończyło. Żegnam. - płomienie ogarnęły jego ciało, ale w tym momencie jakaś starowinka wyszła zza budynku.
- Zaklinam cię - odezwała się zaskakująco donośnym głosem - Nie uciekniesz nigdzie, złośliwy duchu.
Ifryt zrobił zaskoczoną minę, gdy błękitne płomyki zniknęły tak szybko jak się pojawiły.
- Co to za czary? - zacisnął pięści i cofnął się kilka kroków. Holly zobaczyła, że jego oczy utraciły blask i są po prostu błękitne. Staruszka jakimś sposobem stłumiła jego wewnętrzny ogień.
- Co to ma znaczyć? - Holly warknęła patrząc na matkę. Hayden mówił, że jest po ich stronie, a nie Rady. Dlaczego więc teraz wydała wyrok na Nicka?
- Jest niebezpieczny. Wróć do pałacu, córeczko - odpowiedziała łagodnym tonem.
- Wszyscy dziś oszaleli - syknęła Holly - Nie wrócę. Chcę porozmawiać z Nickiem i siłą mnie stąd nie zabierzesz - tupnęła nogą jak dziecko.
- Eldzie - Christa westchnęła i machnęła na zielonoskórego demona.
- Wybacz Holly - zanim zdążyła zrobić unik jej przyjaciel chwycił ją w pasie i wzbił się w powietrze.
- Ej - wrzasnęła próbując się oswobodzić - Zdrajca!
- Przepraszam - Eld niemal wyjęczał - Nie chcesz na to patrzeć, wierz mi.
Jego słowa zmroziły serce walkirii.

Nick kątem oka zerknął na Elda, który siłą odciągał jego ukochaną i uśmiechnął się z aprobatą. Przeniósł spojrzenie na starą upiorzycę, która uniemożliwiła mu ucieczkę. Musiał ją zabić. Nie przejął się tym bardziej niż gdyby miał zabić owada.
- Szkoda mi cię, babciu - westchnął i wyprostował obolałe ramię na które spadł wcześniej gruz - Ale jak to się mówi, cel uświęca środki - rzucił się w jej stronę.
Czarnoskrzydły demon zastąpił mu drogę dzierżąc w ręce ostrze, ale Nick po prostu go wyminął i wyciągnął ręce by sięgnąć wątłej szyi czarownicy.
Całkowicie białe oczy skierowały się na jego twarz.
- Na moje żądanie, ciemność niech się stanie - wykrzyknęła starucha i nagle wszystko spowił aksamitny mrok.
Ifryt potknął się i padł jak długi nie widząc kompletnie niczego. Zamrugał, ale nic nie mógł dostrzec.
- Coś ty mi zrobiła? - podniósł się wściekły i wymierzył cios pięścią w miejsce gdzie stała demonica. Jednak napotkał tylko pustkę - Co u licha?
- Nicolas zachowaj racjonalny umysł - usłyszał odległy głos Christy - Uspokój się.
Ifryt odwrócił się w stronę dźwięku i pstryknął palcami. Jednak płomienie nie usłuchały go. Były czymś przytłumione.
- Nic nie wskórasz. Zadbałam o to by mieć alternatywę w razie takiej sytuacji. Nie jesteś pierwszą istotą płomienia. Znamy sposoby by poskromić ogień.
Dzika furia stłumiła słowa królowej. Nick niemal wrzasnął z frustracji.
- Nie chcę być pod wasz rozkaz - przerwał jej - Nie zmusisz mnie!
Świst stali przeciął powietrze i płaz miecza trafił w szczękę ifryta.
- Ty bezczelna miernoto - głos czarnoskrzydłego zabrzmiał jak grzmot - Nie obrazisz już więcej mojej pani.
Krew napływała do ust Nicka i spływała po szyi, jednak nie otarł jej. Gdy usłyszał jak spada na niego kolejny cios skulił się w ostatniej chwili i gdy ostrze przemknęło nad jego głową wymierzył kopniaka jego właścicielowi.
Uśmiech satysfakcji wypełzł na oblicze mężczyzny, gdy usłyszał wręcz przecudowny dźwięk łamanych żeber. Miecz uderzył go w plecy i upadł za nim, gdy Imirs z zduszonym okrzykiem legł na ziemi. Nick szybko podniósł ostrze i przyszpilił demona do ziemi. Wstał opierając się ciężarem na klindze tak, że broń wbiła się niemal po rękojeść w ciało czarnoskrzydłego demona.
- Zaczyna mi się to podobać - mruknął pod nosem i strząsnął krople krwi z palców.

Christa patrzyła nie mogąc uwierzyć, że jej najwspanialszy wojownik padł tak szybko jak mucha. Nie spodziewała się, że ifryt pozbawiony wzroku poradzi sobie z Imrisem. Nie doceniła wrodzonego sprytu mężczyzny.
- Nick - odezwała się modulując głosem tak by ukryć cień obawy - Zastanów się. Zaraz przybędą moi ludzie. Z nimi sobie już nie poradzisz.
- Czyżby? - kpiący głos zstąpił niegdyś życzliwy ton. Grymas złości wykrzywił rysy twarzy tworząc szpetną maskę.
Królowa podziękowała w duchu, że jej córka nie widzi oblicza tak drogiej jej istoty. Wiedziała, że Holly nie zniosła by tego widoku świadoma, że przyczyniła się do tego.
- Płomień wypalił piętno w jego duszy - jej wierna wiedźma podeszła bezszelestnie - Jeśli chcesz odzyskać wzrok musisz zapanować nad gniewem - staruszka dodała głośniej, kierując swe słowa do ifryta.
- Pieprz się. Wyrwę ci oczy ropucho - strużka krwi zaznaczyła ścieżkę na jego piersi, gdy zaśmiał się rozbawiony perspektywą okaleczenia demonicy.
Christa poczuła smutek widząc jak poważne niegdyś oczy lśnią fanatyczną żądzą mordu. Chciała pomóc Nickowi, choćby ze względu na swoją córkę, ale nie wiedziała jak. W starych księgach było zapisane tylko jak pokonać i zabić ifryty. O możliwości uwolnienia się od ognia mowy nie było.
Królowa odwróciła wzrok widząc jak czarny kształt skrada się po dachu niezauważony przez Nicka.
- Pomogę ci Nick - odezwała się głośno, gdy ten odwrócił głowę jakby wietrząc zagrożenie.
Spojrzał na nią zaskoczony, a wtedy niczym cień spadł na ziemię czarnoskóry demon o długich białych kłach. Ifryt nie zdążył odwrócić głowy, gdy łańcuch oplótł jego szyję tłumiąc odpowiedź. Zgiął się wpół próbując oswobodzić, a wtedy trzymający go demon szarpnął mocniej wykręcając jego głowę.
Christa skrzywiła się słysząc okropny trzask, a stara wiedźma zaczęła recytować pradawne formułki.
Jasne włosy opadły na niebieskie oczy w których malowało się zdziwienie.
- Samaru, odsuń się - królowa spojrzała na swojego niesamowitego strażnika, który puścił łańcuch i odsunął się.
Ifryt runął na ziemię jak marionetka. Samaru doprowadził do paraliżu kończyn przerywając kręgi szyjne, a zaklęcia wiedźmy osłabiły zdolności regeneracyjne do minimum.
Czarnoskóry demon podszedł do ciała Imrisa i wyszarpnął ostrze. Powieki demona zatrzepotały ukazując złote oczy płonące wściekłością.
- Pani - wyszeptał zbyt osłabiony by moc choćby usiąść.
- W porządku - Christa odetchnęła i podeszła do swego wiernego rycerza kładąc mu rękę na ramieniu - Wybacz, że musisz cierpieć.
Imris burknął coś pod nosem.
- Nie doceniłem szaleńca - podniósł się sam do pozycji siedzącej i spojrzał na obezwładnionego ifryta, którego przybyli na miejsce strażnicy skuwali w żelazne okowy. Tylko to mogło go zatrzymać - Jak tylko się ocknie zapłaci za to.
- Nawiasem mówiąc o szaleńcach - zaczął Eld podchodząc do władczyni - Co powiesz swojej córce? Bo szczere mówiąc nie była zadowolona jak ją zostawiłem.
- O kurwa - wyrwało się dostojnej demonicy.
  • awatar Zorena: Christa niby taka idealna mamusia, która chce dla córki dobrze a jednak nie zawahała się zrobić krzywdy jej ukochanemu, nie lubię jej.
  • awatar Lisa Angels: Agh! Wstretne demony! Jak oni smiali to zrobić mojemu Nickowi! Niech icj spopielina wiór!
  • awatar Kowalski, opcje!: Jaki chłam? chodź, przeczytaj sobie moje, to dopiero można nazwać chłamem (mam tu na myśli dzisiejszy rozdział).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Niepokonani: "Przeszłość kluczem do przyszłości" cz. II

- Kopę lat co nie? - Ruddie uśmiechnął się przyjaźnie do Nicka. Na jego twarzy malowało się zdziwienie, ale to nie zamaskowało nowego dziwnego wyrazu w oczach i psychicznego wyczerpania - Widzisz ja żyję? - dodał i wzruszył ramionami przezwyciężając potworny ból poparzonego ciała.
Jak na znak twarz wilka wykrzywiła się w parodii uśmiechu. Błękitny ogień objął ciało Ruddiego niemal unosząc je do góry i ciskając o ścianę. Płomienie wżerały się w ciało uniemożliwiając regenerację. Gdy tylko oślepiające światło zniknęło chłopak osunął się na kolana niezdolny dłużej stać.
- Czemu Nick? - wymamrotał czując jak kąciki ust pękają mu, a swąd palonego ciała dławi oddech. Łzy ciekły z oczu tylko potęgując cierpienie.
Jego stary przyjaciel zmrużył oczy. Śledził uważnie jego towarzysza, który również oberwał, ale mimo to stał wyprostowany.
- Kimkolwiek jesteś mam zamiar cię zabić - powiedział i dopiero po chwili dzieciak zrozumiał, że to było skierowane do niego. Choć ciało zaczynało się już po chwili regenerować to nic nie mogło stłumić goryczy jaka zalała młode serce.
- Bądź rozsądny - usłyszał głos Setha, który stał niewzruszony niczym skała - Nie przyszliśmy tu nikogo zabijać.
Lodowaty błękit oczu zalśnił dziko, odcinając się od opalonej skóry.
- Oczywiście, wy nie zabijacie - syknął - Tylko doprowadziliście do obłędu moją dziewczynę, a według królowej eksperymentowaliście na demonach.
Ruddie wychwycił tylko jedno.
- Jaka dziewczyna?
Wzrok pełen pogardy uciszył go szybko.
- Ta, która z przyjemnością by cię zabiła i pożarła. Hm - Nick pstryknął palcami -Wiem! Zostawię cię przy życiu, by mogła się zabawić.
Ruddie poczuł w gardle gulę. Co się stało jego przyjacielowi, że jest taki… bezwzględny?
- Dlaczego jesteś taki okrutny? - spytał płaczliwie nie mogąc się powstrzymać od pociągania nosem. Nie chciał wyjść na mazgaja, ale nie mógł zapanować nad szlochem, który wstrząsał jego ciałem.
- Bo tak można przeżyć - pasma blond włosów zaczęły się unosić wokół twarzy jakby unoszone niewyczuwalnym podmuchem powierza. Nick uśmiechnął się dziko unosząc wysoko ręce.
Seth warknął gardłowo i rzucił się na niego wyciągając spod płaszcza nóż.
- Nie rób tego! - zawył, ale w tym momencie wilk wykonał nieznaczny gest nadgarstkami. Powietrze eksplodowało wokół Ruddiego, a potem zapadła ciemność.

Holly szukając Elda przez przypadek natknęła się, czy raczej potknęła o brata, który zatrzymał ją zręcznie podstawiając nogę.
- Dokąd idziesz, siostra? - spojrzał pytająco i złapał za ramię zanim upadła na tyłek.
- Co ty, kretynie robisz? - mruknęła pod nosem dziewczyna i odsunęła od swojego bliźniaka - Idę do znajomego.
- Nudzę się. Mogę iść z tobą? - srebrzyste włosy opadły na proszące oczy szczeniaka.
- Idź się szlajać z tym swoim chłoptasiem - prychnęła walkiria.
Hayden roześmiał się.
- No, a co zazdrościsz? A propos wiesz, że chcą ukatrupić tego twojego lubego. Coś nie podoba się Radzie…
- Że co? Czemu ja nic o tym nie wiem?
- Bo każdy wie, że byś szajby dostała. Podsłuchałem co mówili o Nicku. Zastanawiają się jak do tego doszło.
- Mama nie powiedziała im, że zginął? - Holly zmarszczyła brwi. Dlaczego Christa nie powiedziała o tym swoim ludziom? Przecież jako pierwsza poznała prawdę.
- Najwidoczniej miała ku temu powody. Pal licho co siedzi w jej głowie - warknął pogardliwie chłopak.
- No wiesz… - zaczęła potworzyca, chcąc bronić matki, ale Hayden syknął.
- Nawet nie zaczynaj gadać, że to wszystko to nie jej wina. Bo to kłamstwo. Przez nią mamy tak popieprzone życie. Za krótko z nią przebywałaś by zobaczyć jaka jest nasza wielka władczyni. Ma serce z kamienia i wszystko co robi, to dla własnych celów.
- No proszę - Holly uniosła brew - To chyba dziedziczne.
Brat westchnął.
- No proszę cię…..
Przerwał mu Eld, który zgrabnie wylądował obok wzniecając tuman kurzu.
- O szukałam cię - ucieszyła się Holly.
Demon mrugnął łobuzersko.
- A ja ciebie, Holly. Mam parę rzeczy, które mogły by cię zainteresować.
- Serio? - zaciekawiła się dziewczyna -A co to takiego?
Zielono skóry zerknął kątem oka na Haydena, który nieznacznie się od nich odsunął, ale wciąż przysłuchiwał rozmowie.
- Czy twój brat wie, czym ty…. - zaczął, a jasnowłosy westchnął ciężko.
- Głupi nie jestem. Oko się jej zmieniło - wskazał na swoje czarno- szkarłatne - Moja siostra to walkiria, wiem od mamci.
- No to w porządku. Wraz z Annabeth znaleźliśmy parę książek, które mogłyby cię zainteresować. O walkiriach - dodał z błyskiem w oku.
Holly otworzyła oczy ze zdumienia.
- Naprawdę? - mogła się teraz dowiedzieć wszystkiego na temat tego czym się stała i jaką moc miała - Jesteś cudowny dziękuję - uścisnęła zaskoczonego Elda, ale zaraz go puściła słysząc zbulwersowane buczenie.
- No proszę ktoś jest zazdrosny - zaśmiał się demon i pochylił, by wziąć na ręce puchatą, czarną kuleczkę.
- Mroczek? Zgubiłam go zaraz, gdy wyszłam od Nicka - zawołała Holly wyciągając ręce po swego zwierzaka. Kociak wyrwał się Eldowi i wskoczył na ramię dziewczyny wbijając pazury w skórę.
- Kociak? - malec został porwany z swego wygodnego miejsca i znalazł się na rękach Haydena - Śliczniusi - zapiał z zachwytu i niemal podskoczył z radości tarmosząc kota. Mroczek był najwidoczniej zbyt oszołomiony by się wyrwać bo tylko siedział z głupią miną pozwalając chłopakowi na wszystko.
Holly i Eld wymienili zdziwione spojrzenia
- Ja nie chcę wnikać w jego psychikę - demon machnął ręką na Haydena, który wciąż znęcał się nad stworzeniem.
- On jest mój - Holly wyciągnęła ręce do brata, ale ten odsunął się robiąc nadąsaną minę.
- No zobacz jak mnie uwielbia. Daj mi się nim zająć i idź czytać te głupie książki siostrzyczko.
Walkiria musiała się poddać.
- Jak zrobisz mu krzywdę to cię wykastruję - tupnęła szpilką dla lepszego efektu - A Marcowi znajdę nowego kochasia.
Kolczyk w brwi jej bliźniaka drgnął dziwnie. Eld zaczął się śmiać co brzmiało trochę jak skrzypienie drzwi.
- Chodźmy już - mruknęła do rozbawionego demona.
Zostawili za sobą Haydena, który dalej stał nieruchomo z dziwaczną miną ściskając kota.
- Że wy.. co mi zrobi? - wymamrotał zdziwiony.

Holly ruszyła za Eldem przypatrując się mu uwagą. Od kiedy po raz pierwszy ujrzała go w swym śnie od razu zaczęła go traktować jak swojego przyjaciela. Od początku zaakceptowała go pomimo groteskowego wyglądu i skrzekliwego głosu.
- Nie gap się tak na mnie - głos demona zmusił ją by skierowała spojrzenie na jego oczy - Nienawidzę tego - dodał spokojnym tonem odpowiadając na jej nieme pytanie.
- Przepraszam, ale przeszkadza to ci? - przekrzywiła głowę lustrując go jak ciekawy obiekt zoologiczny.
- Tak, więc, proszę cię, przestań. Patrz na drogę zaraz się potkniesz.
Holly posłusznie odwróciła się przypatrując sklepieniu. Tu było wyjątkowo wysoko. Różnokolorowe plamki błyszczały niczym gwiazdy na niebie.
- Dlaczego nie chcesz by ci się przyglądano? - spytała nie spuszczając wzroku.
Demon westchnął ciężko jakby pytanie sprawiło mu fizyczny ból.
- Kurde Holly ogarnęłabyś się troszkę. Jakby nie zauważyć jestem uosobieniem koszmarów. Demony z koszmarów są okropne, karykaturalne i najzwyczajniej na świecie brzydkie.
- Ha? Czyli uważasz się za niezbyt atrakcyjnego? - uniosła ręce nad głowę i splotła palce stąpając tak lekko jak Mroczek.
- Kurcze sama na to wpadłaś? - Eld zaśmiał się cicho, choć niezbyt wesoło.
- Głupek.
- Hej nie obrażaj nie. Umysł mam błyskotliwy…
- Największy idiota jakiego poznałam - zerknęła na demona - A wierz mi w ciągu roku poznałam ich zdumiewająco wielu.
- Chyba nie do końca zrozumiałem co masz na myśli
Holly przewróciła oczami i zastąpiła mu drogę.
- Uważam cię za swojego przyjaciela więc powiem ci szczerze. Jesteś kretynem jeśli uważasz się za brzydkiego.
- Ludzie stworzyli coś takiego jak okulary. Trzeba ci je sprawić bo słabo widzisz - mruknął Eld próbując ją ominąć.
- Szkoda, że nie stworzyli wymiennego mózgu bo tobie przydałby się nowy - odcięła się dziewczyna - Nie jesteś brzydki, tylko oryginalny, jedyny w swoim rodzaju.
- O nie jeśli zaraz dostanę ckliwą gadkę o tym, że liczy się wnętrze to przepraszam ale ulotnię się cicho.
Potworzyca parsknęła śmiechem.
- Uważasz, że potrafię się nad kimś rozczulać? Ten kto ci to powiedział kłamał. Ja po prostu mówię to co myślę i kropka. I uważam, że jesteś całkiem słodki.
- Dzięki - demon najwyraźniej jej nie wierzył - Miło z twojej strony.
- Miło? - pacnęła go palcem w pierś - Ja nie jestem miła kochany. Spytaj Nicka jaka jestem naprawdę, on wie najlepiej.
Głośny huk rozbrzmiał odbijając się echem od ścian. Holly odsunęła się od zielonoskórego demona i odwrócił w stronę dźwięku. Dostrzegła błękitną poświatę i zamarła przerażona.
Jak echo odbiły się jej w głowie słowa matki.
"Mogą zagrażać nie tylko swoim wrogom, jak i sprzymierzeńcom"
- Cholera jasna - wrzasnęła zdenerwowana - Nick!
Eld złapał ją za ramię zanim rzuciła się w stronę błękitnej łuny.
- Czekaj sama nie możesz tam iść!
- Mogę. Ty zawołaj moją matkę, ona będzie wiedziała co wrazi kłopotów zrobić.
- Holly - jęknął demon żałośnie.
Dziewczyna zacisnęła pięść i strzeliła z całej siły w nos. Eld zachwiał się i przycisnął dłoń do twarzy próbując zatamować krwotok.
- Powiesz, że cię znokautowałam i zwiałam - syknęła walkiria - A teraz leć.
- Rozkaz - wybulgotał z ustami pełnymi krwi demon i lekko oszołomiony wzbił się w powietrze kierując do pałacu Christy.
Holly co sił w nogach popędziła w drugą stronę próbując nie przewrócić się na wysokich obcasach. Przeklinała się za to, że nie wzięła porządnych oficerek. Gorset ściskał jej boleśnie żebra, a szorty krępowały ruchy. Gdy wypadła za ostatni zakręt była cała obolała.
Ledwo zobaczyła kątem oka błękitne płomienie zatrzymała się. Ich żar był nieznośny, zmuszał do mrużenia oczu by nie oślepnąć. Dziewczyna podeszła bliżej lekko utykając bo jeden obcas nie wytrzymał i złamał się. Osłoniła twarz ręką i przez palce patrzyła na przerażający obraz zniszczenia.
Budynek, który niegdyś był domem jej wilka zmienił się w ruinę. Połowa była zawalona, a resztę trawiły płomienie nie wróżące mu zbyt długiej przyszłości. Pośrodku płonącego gruzowiska stał Nick. Wyglądał jak posąg rzeźbiony w brązie i złocie, ale oczy lśniły niczym dwa najpiękniejsze szafiry. Kształtne usta rozciągnięte miał w uśmiechu.
Holly niemal od razu sama się rozpromieniła na ten piękny widok, ale wtedy zobaczyła powód radości mężczyzny. Przed nim w agonii wiły się dwa ciała tak poparzone, że ich rysy były nie do odróżnienia. Pojękujące żywe trupy wznosiły ręce w stronę niewzruszonego Nicka w błagalnym geście. Mężczyzna uśmiechnął się zanim kolejna fala ognia pochłonęła jego ofiary.
- Nick? - Holly patrzyła jak wilk odwraca się w jej stronę z tym samym wyrazem twarzy na ustach.
- Ukochana - wyszeptał, ale choć ryk płomieni był głośny, ona to usłyszała - Zechcesz do mnie dołączyć?- wyciągnął do niej rękę na której tańczyły niepokorne ogniki, które wcześniej uważała za śliczne. Teraz widząc zniszczenia jakich dokonały w tak krótkim czasie zmieniła o nich zdanie.
Holly nie mogła wyksztusić z siebie już ani jednego słowa. Patrzyła w twarz Nicka, który odsunął się od palonych ciał i szedł z gruzu, kierując się w jej stronę.
Spojrzała w oczy, w których szalał ogień. Serce wilka pożerał ogień.
Nie, nie wilka, poprawiła się w myślach. Patrzyła teraz na ifryta, istotę płomieni.
  • awatar Zorena: Kiedyś kochałam Nicka, ale teraz trochę się go boje... Za to coraz bardziej lubię Holly. Mam nadzieję, że wilk niczego więcej nie rozwali ;)
  • awatar Lisa Angels: Mrał, coraz bardziej lubię Nicka, tutajjest taki... mrał. Aż chce się zostać jego królową
  • awatar Kowalski, opcje!: Hahaha, Seiti, jakie ty masz "kosmate" myśli.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Niepokonani: "Przeszłość kluczem do przyszłości" cz.I

Gdy tylko drzwi zamknęły się za Holly i tym nieznośnym potworem, Nick westchnął z ulgą. Teraz mógł nareszcie odpocząć. Od kiedy wrócili z Rise nie miał nawet chwili wytchnienia i to zaczynało się odbijać na jego samopoczuciu. Ledwo dotknął głową poduszki natychmiast zapadł w głęboki sen.
Początkowo unosił się w czarnym wirze strzępków myśli i niezrozumiałych dla niego słów. Jednak gdy próbował skupić się na którymkolwiek z nich zaczynały się pojawiać strzępy obrazów i wspomnienia. Poczuł, że pod stopami ma twardy grunt, a plecami opiera się o szorstką ścianę. Otworzył oczy słysząc głosy.
- Hej mistrzu - jeden z stojących obok mężczyzn zamachał mu dłonią przed oczami.
- Czego, do cholery? - warknął Nick rozpoznając znajomą gębę Mishy z swojej paczki. Przerośnięty rudobrody zaśmiał się wesoło jak nastolatek.
- Nie wiem co dziś ćpałeś, ale skończ z tym, zanim szef zauważy. Pytałem co mamy na dzisiaj?
Nick westchnął i potarł skroń. O co mu chodziło?
- Dostawa dla łowców.
Rozległ się szmer.
- Nick, zwariowałeś? Iść na łowców to jak wiązać sobie stryczek na szyi.
Wilk westchnął i podniósł ręce do góry.
- To nie mój pomysł, ja tylko przekazuję informacje. Z pretensjami to do Asha.
- Kurde - westchnął któryś z zgromadzonych. Nick skierował na niego wzrok.
- Mitch chcesz się wycofać? - zdjął okulary i spojrzał na dygoczącego chuderlaka.
- Nie no co ty - Mitch wyprostował się i uniósł dumnie głowę.
- Doskonale - najwyraźniej dyscyplina Asha przyniosła jakieś efekty. Z bandy tchórzliwych kieszonkowców zrobił dobrze organizowaną grupę, która bez problemu mogła napadać, gdzie tylko się im podobało. W slumsach nikt się nimi nie przejmował, dlatego mogli bezkarnie grasować na innych. Oczywiście to nie dotyczyło łowców. Wszystkie męty, od dilerów do morderców, trzymały się z dala od kłusowników. Nawet kiedy podupadli w swym fachu, a zwłaszcza kiedy przestali wychylać się z miast i zajęli się polowaniem na drapieżniki, wciąż stanowili swego rodzaju przeciwwagę dla złodziei. I mieli poparcie Centrum.
- Jak zamierzamy tego dokonać? - z tłumu wychynął olbrzymi czarnoskóry mężczyzna, jego postawa i cichy, ale zawsze pewny siebie głos zmuszały innych do posłuszeństwa.
Nick uśmiechnął się przypominając sobie jego imię. Nandiel, najbardziej charyzmatyczna postać bandy mógł być doskonałym przywódcą, a jednak wolał wykonywać swoją robotę nie wychylając się.
- To niezbyt skomplikowane. Grupa dzieli się na pół po dwunastu członków. Jedni, ci silniejsi zajmą się pozbyciem łowców, drudzy zabierają wszystko co tylko się da. Żeby było szybciej i by nie zostawiać śladów użyjemy kanałów.
- Zaraz - Misha podniósł rękę niczym uczniak. Zresztą dużo starszy to nie był - Jest nas razem dwudziestu sześciu. Rozumiem, że szefuncio dowodzi, ale co ty będziesz robił?
Inni zaczęli kiwać głowami i mamrotać pod nosami. Gdy Nick usłyszał coś o jakimś "pupilu" zjeżył się.
- Powtórz - warknął głośno, a wszyscy nagle zamilkli. Jak zawsze. - Dla waszej wiadomości ja będę pilnował, by was nie osaczyli łowcy. No chyba, że chcecie bym sobie odpoczął. I tak nie jestem wam potrzebny - wyszczerzył się drwiąco patrząc na ich ponure miny.
- Nicku, nie strasz ich - z cienia wyłonił się wysoki mężczyzna o miedzianej skórze i długich do pasa włosach związanych rzemieniem, gdzieś w połowie długości. Ciemnobrązowe oczy lustrowały zgromadzonych uciszając wszystkie dyskusje lepiej nawet niż głos Nandiela.
- O co chodzi? - znudzony ton Asha zabrzmiał donośnie w martwej ciszy. Nick westchnął i oparł się o ścianę zadowolony. Przynajmniej raz, to nie on musi wszystko wyjaśniać i tłumaczyć im jak dzieciom.
Ktoś z obecnych stęknął. Mężczyzna w średnim wieku z siwiejącymi kędzierzawymi włosami wyprostował się spoglądając z szacunkiem na szefa.
- Podejmujemy zbyt pochopne ryzyko. Ostatnim razem, gdy weszliśmy na obrzeża Centrum trzech naszych nie wróciło. Spotkanie z łowcami nie dość, że skończy się śmiercią dla wielu z nas to zapewne zwróci też uwagę władz na resztę.
Ash usiadł w miejscu, gdzie kamienne ogrodzenie zaczynało się kruszyć.
- Łowcy będą wieźli broń i pieniądze. Wiecie, że ciężko tu porządnie zarobić, a taka okazja się może nie powtórzyć. Poza tym z nieoficjalnego źródła dowiedziałem się, że przewożą, uwaga panowie, strzelby - uśmiechnął się ukazując srebrny ząb - Coś czego ludzie nie widzieli od czasu kryzysu, kiedy te plugawe poczwary z piekła rodem tak bezczelnie zajęły nasze ziemie.
- To było ponad pięćset lat temu - zauważył Nick - Nawet jakby mieli tę broń, to czy ona w ogóle działa.
- Trafna uwaga. Otóż to nie stare zardzewiałe strzelby. Te zapewne kurzą się w piwnicach siedzib łowców. To są nowe świeżo zrobione i nietestowane. Wzorowano je na tych z przeszłości i jeszcze nie działają tak sprawnie jak powinny.
- Więc po co nam one? - mruknął Nandiel.
Ash uśmiechnął się dobrodusznie.
- Drogi przyjacielu, pomyśl tylko co by było, gdyby te sprzęt już działał. Jak łatwo wtedy by było łowcom eliminować nas z daleka bez zagrożenia dla nich. Musimy ich wyprzedzić zanim zaczną nam naprawdę zagrażać.
Zgromadzeni zaczynali kiwać głowami, przytakując swojemu przywódcy. Nick patrzył na nich lekko zirytowany. Równie dobrze Ash mógł kłamać, a oni poszliby jak baranki na rzeź.
Ludzie…
- Nick jakieś uwagi? - oczy w kolorze kawy skierowały się na niego. Szef potrafił wszystko wyczuć.
- Nie - skłamał gładko nie spuszczając wzroku.
- Świetnie, bo zmieniłem zdanie. Idziesz przodem - Ash uśmiechnął się.
Nick prychnął słysząc śmichy reszty.
- W porządku. Ale co zgarnę, to tylko dla mnie.
- Ej no! - Misha jęknął - Przecież na złość to i wszystko sam zwinie, a nam nic nie zostawi.
- Racja, ostatnio jak tak było, nie zostawiłeś nam zbyt wiele do podziału - Ash spojrzał z udawaną surowością na wilka - Dlatego wszyscy powinni działać tak jak zakładał plan, dobra?
Kolejna salwa pomruków wyrażających aprobatę.
- To teraz jazda szykować się! Mamy tylko trzy godziny, a musimy porozstawiać czujki - Ash klasnął w dłonie - Nicolas i Nandiel idziecie ze mną.
Nick spojrzał zaskoczony na ciemnoskórego mężczyznę, ale ten miał tak samo pytające spojrzenie. Również nie wiedział o co chodzi.
Jednak ruszyli za oddalającym się przywódcą.
- Ash, do cholery, co to znowu za pomysły? - warknął wilk waląc prosto z mostu. Nie miał ochoty na ceregiele z udawaniem szacunku.
-A co? Wcześniej ci się podobało - Ash nawet się nie odwrócił.
- Mówię o tym ataku. Trzy godziny? Oni w życiu się nie wyrobią. To ludzie - syknął wilk.
Ciemnobrązowe oczy dowódcy rozbłysły nagle żółtą poświatą.
- Przeszkadza ci to? - słowa przeplatał koci pomruk. Mimo, że Ash wypowiadał je spokojnym tonem wilk niemal warknął. - Przestań traktować ich jak gorszej kategorii. To niemądre i grozi śmiercią.
- Co mamy zrobić? - tubalny głos Nandiela ostudził gorącą krew wilka.
-Będziecie odpowiedzialni za podpalenie pobliskich domostw. Trzeba będzie zdezorientować łowców.
- Powiedz proszę, że nie będą zamieszkane… - Nick zmrużył oczy i nasunął okulary na nos, gdy słonce zaczęło go zbyt mocno razić.
- Nie jestem wariatem. Oczywiście, że atakujemy, gdy będą przejeżdżać przez opuszczone ulice. Wiecie, gdzie stoi stary zielony dom, malowany czarnym węglem?
Obaj pokiwali głowami.
- Zajmiecie się nim i piętnastoma innymi w okolicy. Chcę by widziano łunę ognia nawet w Centrum, rozumiecie?
- Jasne - Nick wzruszył ramionami - Będzie jakaś premia?
- Aż taki okrutny nie jestem. Pięćdziesiąt procent do podziału pomiędzy was dwóch z tego co przyniosą mi. Uczciwa cena nieprawdaż?
Nandiel mruknął zadowolony.
- Stoi - uścisnął dłoń szefa.
Wilk westchnął i spojrzał buntowniczo na swoich towarzyszy.
- Czy tylko mi się wydaje, że coś może pójść nie tak?
- Nie cykorzysz chyba wilku? Twoja siostra potrzebuje pieniędzy, a ja chcę wam pomóc.
Jego źrenice skurczyły na kształt pionowych szparek.
Nick uniósł oczy ku niebu.
- Do diabła - wyciągnął rękę do Asha - Niech ci będzie.
Jednak jego palce napotkały pustkę, a obraz się zamazał.
- Co? - mruknął zdziwiony, gdy nagle uderzyła w niego fala światła i dźwięku. Patrzył na olbrzymi pożar, który pochłaniał każdą łatwopalną materię w promieniu przynajmniej kilku kilometrów. Gorące powietrze parzyło skórę, a gryzący dym tamował oddech. Nick wypuścił z dłoni zakrwawiony nóż i rzucił się na poszukiwanie swoich towarzyszy. Łowcy zaskoczyli ich, byli przygotowani na atak lepiej niż mogliby się spodziewać. Osaczyli swych niedoszłych zabójców i rozpoczęli krwawą rzeź. Wilk zajęty popalaniem nie zdążył ich ostrzec, a Nandiel zniknął gdzieś w środku szalejącego żywiołu. Tam gdzie powinni być jego towrzysze, Nick stał teraz sam.
- Wy przeklęte bestie - usłyszał za plecami i odwrócił się w momencie, gdy łowca nacisnął spust. Belt wbił się głęboko w ramię, choć gdyby Nick nie zareagował dość szybko prawdopodobnie oberwałby w serce. Zrobił krok w tył i zacisnął rękę na promieniu. Niemal nie krzywiąc się wyciągnął grot i odrzucił na bok.
- No jeszcze raz - machnął zakrwawioną dłonią na łowcę i rzucił się bez ostrzeżenia do ataku.
Nieszczęśnikowi nie udało się w porę osadzić bełtu na kuszy. Zanim zdążył naciągnąć cięciwę jego gardło zmiażdżyły wilcze kły.
Nick odsunął się od ciała i splunął krwią. Co za ohyda. Gość musiał być uzależniony od morfiny.
Słysząc za sobą kroki odwrócił się błyskawicznie, gotowy znów zaatakować.
Ash uniósł dłoń do góry.
- Spokojnie - wyglądał na zmęczonego. Był cały uwalany w sadzy, a ubranie przypalone w wielu miejscach. Podpierał się na zniszczonej strzelbie.
- Porażka na całej linii. Wszyscy się rozproszyli.
- Mówiłem, że to się nie uda - warknął Nick zaciskając pięści.
W oczach jego szefa zabłysnął gniew.
- Więc miałem pozwolić, by polowali na nas jak na kaczki? Gdzie twoja wola walki?
- Walcząc nic nie wskórasz. Trzeba też umieć przetrwać.
- Znowu masz zamiar kryć się po zaułkach jak szczur?
Wilk warknął głucho.
-Nie, ale mam już dość tego życia z ludźmi. Ile można wytrzymać z kimś kto, by zabił cię w mgnieniu oka, gdyby się dowiedział kim jesteś?
Nagła eksplozja w budynku zagłuszyła odpowiedź Asha. Nick zasłonił ręką twarz, gdy posypały się odłamki rozgrzanego szkła.
- Strzelać - usłyszał rozkaz, ale oślepiony nie wiedział z której strony dobiega.
Koło ucha świsnął mu bełt. Przeciągły jęk zmusił o do otworzenia piekących oczu. Cętkowana śnieżna pantera leżała na ziemi. Z oka sterczał bełt, a wokół głowy już tworzyła się kałuża krwi.
Kolejny bełt wbił się z ziemię koło wilka. Nick spojrzał na ciało Asha. Nikt nie przeżyłby urazu mózgu, a grot wbił się z przerażającą wręcz silą. Odwrócił się więc i umknął przed kolejnymi pociskami w wąską uliczkę między płonącymi zabudowaniami. Przemienił się w wilczą formę, by szybciej wydostać się z trawiącego dzielnice ognia. Prześliznął się pod zawalonymi belkami przypalając sobie futro na grzbiecie, ale to go nie zatrzymało. Okruchy szkła i drzazgi wbijały się w poduszeczki łap potęgując ból. Rana po bełcie krwawiła obficie. Jednak to wszystko się nie liczyło.
Tchórz. Powinien był walczyć z nimi do końca. Zginąć u boku swojego przywódcy. Czy tak nie powinno być w prawdziwej grupie? Tylko w przeciwieństwie do nich on miał dla kogo żyć. Heike dopiero skończyła trzynaście lat. Sama nie mogła sobie poradzić. A obiecał matce, że zaopiekuje się siostrą.
Ledwo uniknął spadającego rusztowania, które zawaliło się z hukiem za nim.
Pożar pochłaniał miasto, podobnie jak wściekłość trawiła wilka.

Obudził się gwałtownie czując na szyi chłodną stal. Jednak wyuczony przez lata doświadczenia nawet nie drgnął. Próbując zapanować nad swoim ciałem.
- Śpi? - dobiegł go delikatny szept, niemal tak cichy jak oddech.
- I to mocno, nawet nie drgnął - głos drugiego było donośniejszy.
Wilk błyskawicznie odbił rękę, która trzymała przy jego gardle nóż i poderwał się na równe nogi. Napastnicy podskoczyli nerwowo. Widać nie byli wykwalifikowanymi zabójcami.
Wyższy wymierzył w niego nóż.
- Nie wzywaj pomocy. Zanim ktokolwiek zareaguje będziesz martwy.
Nick uśmiechnął się rozbawiony. Głos napastnika, chociaż ostrzegawczy był piskliwy jak u małej dziewczynki.
- Jeśli zgubiliście mamusie to idźcie straszyć jakieś bardziej ogarnięte demony, dzieciaki - próbował się nie uśmiechnąć, ale cała sytuacja robiła się komiczna.
- Uważaj z kim rozmawiasz wilku. Czy to nie przypadkiem jeden z nas cię prawie ukatrupił?
Zadowolenie nagle opuściło mężczyznę. Przypuszczał, ze to jakieś głupie demony, chciały go nastraszyć, ale słowa tajemniczego napastnika zmusiły go do zastanowienia.
- Chyba nie powiecie, że jesteście nadludźmi.
Starszy chłopak zsunął kaptur. Srebrne oczy świeciły w mroku jak dwa księżyce.
- A właśnie, że jesteśmy. I mamy dla ciebie pewną propozycję.
Wilk westchnął i z żalem spojrzał na pokój.
- Będzie mi brakować tego cudownego wystroju - mruknął smutno, ale po chwili uśmiechnął się radośnie.
- Ciekawe, czy jak was spiekę na skwarki też wstaniecie.
Pomieszczenie stanęło w błękitnych płomieniach.
Przypomniała mu się scena ze snu. Udało mu się wtedy podpalić całe miasto tylko za pomocą dwóch noży i odrobiny podpałki. Mając płomienie w swej władzy mógł przypalić tych nadludzi do kości.
Niższy nadczłowiek zwinął się z bólu. Szeroki kapelusz zsunął się z pyzatej twarzy otoczonej kędzierzawymi jasnobrązowymi włosami.
- Przestań - wrzasnął. Błękitny płomień przeżarł jego palce aż do kości tworząc zwęgloną skorupę. Palladowe załzawione oczy spojrzały błagalnie na Nicka.
Ten widok sprawił, że płomienie zgasły.
- Ruddie?
Pulchne policzki uniosły się w bolesnym uśmiechu.
- Cześć Nick. Kopę lat, co nie?

Ta piosenka idealnie pasuje mi do Nicka

PS. Jutro postaram się dopisać cz. II
  • awatar Seiti: A to ci dopiero. Czy tu nikt nie umiera na śmierć? :D Świetny kawałek przeszłości Nicka. Tak wszystko zgrabnie opisałaś, ach tylko pozazdrościć.
  • awatar Kowalski, opcje!: Podobnie jak Lisa kocham cofać się w czasie. Kiedy next?
  • awatar Lisa Angels: ale, ale jak? Ruddie? Lubie retrospekcje, zawsze urozmaicają opowiadanie. czekam niecierpliwie na dlaszą cześć. Teraz nie będę mogła się doczekać poznać historii Ruddiego, i czy to napewno on?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dzisiaj chciałam Wam przedstawić obrazek, który wyskrobałam rano Wpadłam na pomysł, bo pokazać kilka etapów jego tworzenie, byście mogli zobaczyć jak zawsze krzywo i okropnie wychodzi mi na początku

I. Przepraszam, że tak niewyraźne zdj. Skaner powiedział: I'm dying. ( Już trzeci w mojej karierze, szczęścia do nich nie mam ). Jednak myślę, że widać jak krzywo ten wilczek wyszedł


II. Oczywiście potem zaczęłam wszystko poprawiać i połowę rysunku starłam. Najgorzej było z oczami. Nigdy nie wychodzą mi równo.



III. Na tym etapie zaczęłam majstrować z tuszem i to był chyba błąd, bo papier miałam cienki i trochę przemókł w niektórych miejscach. Zresztą jeszcze nie nauczyłam się używać pędzla....

IV. A to efekt końcowy. Ogółem rysowałam jakieś półtorej godziny, ale moim zdaniem nie wyszło najgorzej ( skromność )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Niepokonani: " Czarny kłębek nerwów"

Christa siedziała przy pięknym mahoniowy biurku pochylając się nad stosami książek, których ogrom zasłaniał królową z każdej strony. Srebrzystobiałe włosy związała w wysoki kok, by nie przeszkadzały jej, a zwykłą długą suknię zastąpiła luźnymi szarawarami i krótką bluzeczką w kolorze jasnego błękitu. Oczywiście na tak nieskromny strój mogła sobie pozwolić tylko, gdy nikt z jej poddanych jej nie widział. Brak godnego okrycia mógł zaszkodzić reputacji ukochanej władczyni. Jednak w zaciszu prywatnych komnat mogła być sobą. I nikt nie ośmieliłby się zakłócić jej spokoju.
Głośny łomot w drzwi sprawił, że Christa podskoczyła zaskoczona.
Najwidoczniej ktoś ośmielił się jednak narazić na gniew władczyni.
- Proszę - kobieta odrzuciła bezużyteczną książkę na stos leżący na ziemi.
Drzwi otworzyły się szeroko i metaliczny dźwięk zmusił Christę, by uniosła wzrok.
- Hayden, nie przeszkadzaj, pra… - urwała, gdy uświadomiła sobie, że to nie jest jej syn - Holly? - królowa wstała patrząc przerażona na swe drugie dziecko, które stanęło na środku pomieszczenia.
Dziewczyna skrzywiła się napotkają zniesmaczone spojrzenie rodzicielki. Różowa, urocza koszula zniknęła zastąpiona wyszywanym czarną koronką ciemnozielony gorsetem i skórzanymi szortami z niezliczoną ilością łańcuszków, które brzęczały i kołysały się przy każdy ruchu. Czarne sięgające go kolan sznurowane buty na szpilce dopełniały koci wygląd.
Holly wyglądała jak najprawdziwszy sukub z oczami podkreślonymi czarną kredką i wargami w tym samym kolorze. Gęste czarne włosy związała w wysoki kucyk szmaragdową aksamitką.
- Och - Christa nie mogła z siebie nic wykrztusić. Jej mała biedna córeczka, przypominała teraz ludzką ulicznicę. - Co ty masz na sobie?
Holly uśmiechnęła się.
- Ubranie jak widać.
- Skąd ty wytrzasnęłaś coś takiego?
- Hayden mi pomógł. Złapał jakąś swoją znajomą i poprosił o jakieś ciuchy dla mnie. Miła z niej demonica, aczkolwiek strasznie nerwowa. Chyba miała na imię Isa, czy coś takiego.
- Isabel - Christa pokiwała głową ze zrozumieniem. Krwawo włosa demonica uwielbiała wulgarne i kuse stroje śmiertelników. - Usiądź skarbie - wskazała na jedyne krzesło nie zawalone tonami papierów i książek.
- Nie jestem skarbem. Zapomniałaś, że chciałam cię zabić? - dziewczyna prychnęła, ale usiadła.
Christa westchnęła smutno.
- Wiem, ale to moja wina. Zasłużyłam sobie na twoją nienawiść.
- Owszem, nie da się zaprzeczyć. Ale nie nienawidzę cię.. mamo.
Kobieta wytrzeszczyła oczy patrząc na krzywy wyraz twarzy swojego dziecka. Holly wyglądała na zmieszaną.
- Nie rozumiem.
- Powiedzmy, że ktoś przemówił mi w dość brutalny sposób do rozsądku.
Dopiero teraz kobieta zauważyła czerwone ślady na nadgarstkach, które dopiero zaczynały się goić. Syknęła rozeźlona przypominając sobie błękitne płomienie jasnowłosego wilka.
- Nicolas będzie miał ze mną do czynienia - warknęła.
Holly zaśmiała się błyszcząc te słowa.
- Mój biedny wilczek, ma coraz więcej wrogów. To nie była jego wina, sam nie potrafi kontrolować jeszcze tego ognia.
Christa uniosła brew. Jej córka broniła Nicka?
- To twój narzeczony? - wypaliła kobieta nie mogąc się powstrzymać.
Dziewczyna otworzyła usta, ale wydobył się z nich tylko słaby skrzek. Odkaszlnęła lekko zakłopotana.
- Nie, oczywiście, że nie.
- W porządku - Christa jej nie wierzyła. Holly wyglądała zupełnie jak swój bliźniak, kiedy kłamała. A Haydena królowa znała już na wylot - To po co właściwie przyszłaś, słonko?
- Może jeszcze nazwij mnie złotym promyczkiem, też będzie mi pasować - odparła ironicznie dziewczyna nawijając czarny jak smoła kosmyk na palec - Chciałam porozmawiać. Nie znam cię wcale.
- W porządku - Christa splotła dłonie - Więc zacznijmy od początku…

Nick spacerował powoli pustymi ulicami Królestwa. Nie miał nic do roboty, a towarzystwo innych nie było mu teraz potrzebne. Chciał odpocząć, ale dopóki nie dowie się jak poszło spotkani Holly z matką nie mógł usiedzieć w miejscu. W każdej chwili spodziewał się, że pałac Christy wyleci w powietrze za sprawą tej małej piekielnicy. Spoglądając w górę obserwował mieniące się kryształy. Musiało zaczynać świtać bo ciemnofioletowa barwa kamieni przechodziła w delikatny róż przypominający łunę przed wschodem słońca.
Nagle zaczepił o coś nogą i zachwiał się. Skacząc na jednej nodze i machając ramionami odzyskał równowagę, choć jego biedne czarne okulary spadły i szkło pękło.
Nick rozejrzał się mając nadzieję, że nikt nie widział jego kompromitacji. Podniósł zniszczone okulary i zmemłał w ustach przekleństwo.
Odwrócił się by zobaczyć o co zahaczył i uniósł zdziwiony brew.
Jego przeszkodą okazał się być mały czarny kotek, który właśnie na środku ulicy urządził sobie toaletę.
- Hej - Nick spojrzał na zwierzątko zaciekawiony - Zejdź z drogi, maluchu, bo ktoś cię rozdepcze.
Kociak skończył lizać łapkę i spojrzał na niego znudzonym spojrzeniem. Po chwili zajął się czyszczeniem głowy.
- Nie ma to jak być olanym przez kota - mruknął mężczyzna i nagle go oświeciło - Czy to nie ty łaziłeś za mną, gdy byłem w tym przedsionku?
- Miau - odparł kot posyłając mu spojrzenie, które świadczyło o tym, że malec uważa go za kretyna.
- Wredny jesteś, dogadałbyś się z moją Holly - wilk odwrócił się i ruszył dalej. Koci wrzask zatrzymał go w miejscu - No co?
Mała czarna kuleczka truchtała za nim na króciutkich nóżkach przebierając nimi w szalonym tempie i drąc się niemiłosiernie. Złotozielone oczy patrzyły na niego z błaganiem.
- Wynocha. Nie lubię kotów - machnął na niego ręką, ale z marnym skutkiem. Stworzenie widząc wyciągnięte w jego stronę palce stanęło na dwóch łapach i pacnęło jego rękę z naganą.
- Wstrętny, czego ode mnie chcesz?
Kot w odpowiedzi wbił pazury w jego koszulę i błyskawicznie wspiął się na ramię. Gdy usadowił się wygodnie wczepiając głęboko w skórę mężczyzny zaczął mruczeć.
Nick westchnął.
- Dobra poddaję się. Chcesz to możesz iść ze mną. Ale nie moja wina jak jakiś demon będzie chciał cię zjeść.
Czarny kłębek burknął coś cicho dobitnie pokazując, że nie obchodzi go to.

Holly potarła skronie czując zmęczenie. Te wszystkie informacje dobijały ją tylko. Historia jej matki była zagmatwana i pokręcona, Nawe gorzej niż jej samej.
- Dobra, czyli wiele lat temu pomagałaś łowcom, prawda?
- Tak, ale kiedy jeszcze robili to co do nich należało. Potem, gdy zrezygnowali i przestali wychodzić z ludzkich osiedli odeszłam od nich i zamieszkałam z twoim ojcem. Irmin był jednym z niewielu ludzi, którym nie przeszkadzała moja demoniczna natura.
- Czy on jeszcze żyje? - to akurat interesowało dziewczynę.
Królowa zmieszała się.
- Ja nie wiem. Od kiedy opuściłam z wami ludzkie miasto nie widziałam go. Potem zamieszkałam już na stałe w Królestwie Demonów Nocy.
- A jak zostałaś królową? - Holly nie mogła usiedzieć na miejscu. Musiała dowiedzieć się jak najwięcej o swojej rodzinie.
- No cóż - Christa zaczęła powoli, jakby ciężko było jej dobrać słowa - Trzy lata po powrocie do domu zginęła Jej Wysokość Cecilie żona króla aktualnego władcy Merihema. Byłam wtedy obecna w pałacu władcy i doradzałam mu. No i tak jakoś…
- Zakochałaś się? - Holly nie mogła uwierzyć, by ta lodowata jak posąg poważna kobieta mogła być tak uczuciowa.
- Tak. Ale nie chce rozwijać tego tematu, nie teraz - uniosła ostrzegawczo palec - Mam masę pracy, której wcale nie ubywa.
- Co to? - dziewczyna podniosła gruby tom, który wyglądał na bardzo stary. Otworzony był na stronie, która przedstawiała dość toporny obraz długowłosego mężczyzny stojącego w czymś co mogło być ogniskiem.
-Szukam informacji na temat twojego narze… przyjaciela Nicka. Chciałabym wiedzieć czy się stał i czy nam nie zagraża.
- Nick nie jest niebezpieczny - zaprzeczyła szybko dziewczyna, a jej matka uniosła brew patrząc na ślady na rękach - Z reguły.
- Wierzę ci, ale i tak muszę sprawdzić. Bo jeśli moje przypuszczenia się sprawdzają nasz niepokorny wilczek może być silniejszy niż się wydaje.
- Tak?
Christa wygrzebała ze stosu papierów obraz malowany na cienkim papierze kolorowymi barwnikami. Był zdecydowanie lepszy od pierwotnego szkicu w księdze. Namalowana na nim kobieta uchwycona w tańcu wiła się wśród szkarłatnych płomieni, które spływały z czubków jej palców okalając całą jej postać. Półprzymknięte powieki ukazywały migoczące rubinowe oczy, a usta rozciągnięte były w ekstatycznym uśmiechu. Bose stopy zalane były szkarłatną cieczą. Holly zmrużyła oczy nie mogąc zrozumieć co widzi. Wydawało się jej, że kobieta na obrazie tańczy na jakichś szkarłatnych skałach. Dopiero po dłuższej chwili zaczynała rozpoznawać ręce, nogi i głowy. Płomienna tancerka stąpała po zakrwawionych zwłokach, które zostały okrutnie zmasakrowane.
- Co to takiego? - demonica była pod wrażeniem kunsztu artystycznego i sposobu ukazania makabry.
- To moja droga jest ifryt, demon ognia. Można się w niego zmienić, kiedy zostanie się zamordowanym w sposób gwałtowny na przykład na skutek morderstwa, a nie chce pożegnać się z życiem. Ifryty są z reguły złośliwe i skore do okrucieństwa, ale nie sprawiają zbytnich kłopotów dopóki nie zalezie się im za skórę.
- Wiec jeśli Nick jest ów tym czymś to nic złego? - spytała Holly z nadzieją. Może i jej wilk był bardziej złośliwy i okrutny, ale nie skrzywdził jej celowo.
- Jedynym problemem jest fakt, że to zbyt swawolne istoty. Same z siebie nie podporządkują się nikomu, przez co mogą zagrażać nie tylko swoim wrogom, ale i sprzymierzeńcom.
- I Nick miałby czymś takim być? - Holly wstała gwałtownie przewracając krzesło - Muszę z nim porozmawiać.
- Czekaj, córeczko - Christa również podniosła się i podbiegła do córki. Zanim Holly zdążyła uciec zamknęła ją w czułym uścisku.
Dziewczyna zesztywniała, ale nie odepchnęła matki.
- Przepraszam, że nie mam czasu spokojnie z tobą porozmawiać. Bardzo bym chciała nadrobić te wszystkie lata - królowa odsunęła się, a w jej oczach błysnęły łzy - Nie proszę byś mi wybaczyła, bo naprawdę wiem, że sama sobie zasłużyłam na takie traktowanie, ale wiedz, że cię kocham, moja śliczna dziewczynko - jej smukłe palce musnęły policzek Holly.
- W porządku - mruknęła pod nosem demonica by ukryć zmieszanie. Nie chciała płakać, bo i tak ostatnio za często roniła łzy - Jak znajdziesz czas wiesz, gdzie mnie szukać.
Po tych słowach wybiegła zanim Chrisa cokolwiek mogła powiedzieć.
Gdy w końcu wydostała się na ulicę od razu popędziła do mieszkania swojego wilka, czy ifryta, sama nie wiedziała już kim on był. Bez pukania wbiła do środka i wbiegła po schodach.
- Hej jesteś w domu? - niemal zderzyła się z drzwiami do jego sypialni. W końcu porządnie chwyciła klamkę i otworzyła je.
- Puka się, wiesz? - Nick siedział odwrócony do niej plecami. Złota skóra na jego placach lśniła w słabym świetle kaganka. Nawet się nie odwrócił metodycznie unosząc rękę na wysokość piersi i opuszczając.
- Co ty u licha wyprawiasz? - dziewczyna podeszła bliżej podnosząc z ziemi poszarpaną koszulę - biłeś się z kimś?
- Co ty - odwrócił się nieznacznie - Raczej coś biło mnie.- Uniósł rękę do góry.
- O rany - do jego palca przyczepiony był kłami mały czarny jak noc kociak, który mrużył wielkie żółte oczy. Malec zaciskał zęby z taką siłą, że z ran sączyła się krew, ale Nickowi to chyba zbytnio nie przeszkadzało. - Poznaję go! On był z tobą, gdy przybyłam do Przedsionka - wykrzyknęła Holly i ostrożnie odczepiła małe stworzonko od ręki mężczyzny.
- Cześć piękny - uśmiechnęła się patrząc na zdziwioną minę kota - Jestem Holly, a ty?
Nick przewrócił oczami.
- Wariatka.
Dziewczyna rzuciła mu oburzone spojrzenie i usiadła.
- Wcale nie. On jest mądry i na pewno mi odpowie, prawda?
- Miau - zaskrzeczał kociak, ale gdy posadziła go na pościeli od razu wskoczył jej na ręce.
- No proszę - Nicolas uniósł brew - polubił cię. Widać wredne charaktery ciągną do siebie.
- Ha odezwał się pan uprzejmy. Co ty taki śpiący? - spytała widząc jak mruży oczy i ziewa przeciągle.
- Zmęczony jestem i tyle. Chciałem pójść spać, ale to małe czarne zło mi przeszkodziło - spojrzał z ukosa na warkoczący kłębek który spał w najlepsze na kolanach dziewczyny - Mała wstrętne paskuda - syknął na kota, który otworzył jedno jarzące się oko i posłał mu znudzone spojrzenie.
Holly zachichotała.
- Traktuje cię z góry. Prawdziwy arystokrata.
- Może jak mu przypalę ogon to będzie znał swe miejsce - Nick pstryknął palcami, na których zatańczyły płomienie.
- Och, ale z ciebie złośliwiec.- Holly otoczyła czarny kłębek ramionami - On jest mój i jeśli coś mu się stanie dam ci popalić.
- Wierzę, piekielnico, wierzę - Nick pokiwał sennie głową. - wybacz, ale jestem nie do życia. Muszę się wyspać.
- W porządku - Holly wstała trzymając pochrapujący kłębek - Zajrzę do Elda i spytam Isę, czy nie pożyczyłaby mi trochę ciuchów. Moja matka nie ma gustu - westchnęła smutno.
Nick wyszczerzył się.
- Biedna Holly. Przyjdź potem opowiesz mi jak poszła rozmowa z matką.
- Spoko - znowu nie trafiła ręką w klamkę i syknęła, gdy paznokcie zgrzytnęły o drewno.
- I jeszcze jedno - usłyszała i odwróciła się. Nick wstał i przeczesał dłonią włosy. Mięśnie zagrały pod skórą, gdy się przeciągnął. Posłał jej ogniste spojrzenie - Ekstra ciuchy, mała.
Dziewczyna pokazała mu język i wybiegła szybko, byleby nie zauważył jej spojrzenia. Cholernie seksowny ifryt. Wiedziała, że jak zostanie to ulegnie jego czarowi, a miała dużo zajęć. Schodząc w wysokich butach po schodach niemal upuściła kota, który fuknął na nią zirytowany.
- Przepraszam, Mroczku. On po prostu tak na mnie działa - mruknęła trochę nieprzytomnie.
Kot spojrzał na nią i westchnął jakby doskonale rozumiał co powiedziała.


* * * * *
Kolejny rozdział, który mogłabym podpisać tytułem "Chaos i anarchia". Przepraszam za ten mętlik.
  • awatar Seiti: Piękny rozdział. Wspaniały. Wychodzi z tego cudowna książka.
  • awatar Kowalski, opcje!: <z zadowoleniem kiwa głową> Przez ciebie o mało nie straciłam mózgu! To jest tak piękne, że szare komórki przy tym obumierają. Wcale nie ma żadnego mętliku, co ty bredzisz. Przez ciebie nie napiszę nic fajnego, jeśli dzisiaj powstanie beznadziejny rozdział, będziesz za to odpowiedzialna. <smiech>
  • awatar Zorena: Ojej! Kolejny rozdział! :D Hmmm... cóż mogę napisac? Cieszy mnie, że relacje Holly z jej matką uległy poprawie. Co do Nick'a to sama nie wiem, jakoś tak wolałam go zanim został przywrócony do życia. W każdym razie nie tracę nadziei, że kiedyś jeszcze będzie sobą. No dobrze, idę spać, bo padam na twarz! ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

"Kruk"
Ulubiony kawałek z jednego z najpiękniejszych, moim zdaniem, filmów
 

 
  • awatar Kowalski, opcje!: Widziałam w Internecie kilka, ale tych jeszcze nie. najbardziej podoba mi się pierwszy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Korzystając z swojej bezsenności machnęłam sobie smoka


Trochę mi nie wyszedł, ale i tak chyba jest lepszy niż większość moich "dzieł".
  • awatar Kowalski, opcje!: śliczny. Na pewno lepszy niż mój. Ja nie umiem rysować Szczerbatka.
  • awatar SallyLou: Dziękuję :) Ja jak go widzę od razu mam przed oczami obraz mojego kota. Te same wielkie, zielone gały :P
  • awatar Zorena: Ojej, zawszę jak go widzę to krzyczę "ale słodziak!". Bardzo ładnie rysujesz ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 










A na koniec wielce uroczy Attacus Atlas

Maleństwo nieprawdaż?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Niepokonani: "Przemienieni" cz. III

Mężczyzna ujął delikatnie jej dłoń, a w jego spojrzeniu czaiło się rozbawienie.
- Chyba nareszcie cię poznaję, moja piękna diablico.
- Szkoda, że ja ciebie nie - odparła szczerze.
- Umarłem Holly. To trochę może zmienić.
- Hej też nie jestem już mieszańcem, również się zmieniłam - mruknęła lekko urażona - Ale to nie znaczy, że od razy wrzeszczę na ciebie i straszę.
- Nie chciałem na ciebie tak wrzeszczeć, ale poniosło mnie jak tak warczałaś na swoją matkę.
- Co w tym złego?
- Wszystko, mała. Christa martwiła się o ciebie cały czas, a ty ją tak odtrąciłaś. Wiesz jak to jest rozrywać serce matce?
- Nie, a ty skąd możesz wiedzieć?
- Bo miałem rodzinę. Moja matka nigdy sobie nie wybaczyła tego, że przez nędzę nie mogła utrzymać mnie i siostry.
- Heike?
Nicolas uśmiechnął się krzywo.
- Wciąż pamiętasz imię mojej małej siostrzyczki? Czyli czasami słuchałaś tego co mówiłem.
- Czyli żyłeś nie z rodziną, ale…
- Obok - dokończył Nick - Owszem. Ojciec odszedł kiedy miałem jakieś dwa, trzy lata. Wcale go nie pamiętam, choć gdy próbuję sobie cokolwiek przypominać widzę okulary i kapelusz. W przeciwieństwie do mnie udało mu się zdobyć dobry zawód. Był księgowym co było rzadkie w slumsach. Po jego śmierci wszystko zaczęło się sypać. Dopóki mama nie poznała swojego drugiego męża cały czas chodziła przygnębiona. Ożywiła się, gdy urodziła się Heike, ale ja wtedy już musiałem się wynieść. Trzy osoby to dużo, a cztery to ponad możliwości.
- Ile miałeś lat? - spytała zaciekawiona dziewczyna.
- Dziewięć
Holly otworzyła usta. Dziewięć lat to było tak mało. Wyobraziła sobie małego jasnowłosego chłopca włóczącego się po ulicach pełnych narkomanów i morderców. To było…
- Nieludzkie? - mężczyzna dokończył jej myśl - Takie życie… zresztą gdybym się nie przystosował bym nie przeżył. Miałem szczęście
- A co na to twoja matka?
- Była zła na mnie, siebie i swojego męża, że nie możemy żyć szczęśliwie pod jednym dachem. Odwiedzałem ich kiedy tylko mogłem, a kiedy ojciec Heike zginął w wypadku mieszkałem chwilę z nimi. Jednak życie na ulicy bardziej mnie przyciągało, więc szybko się od nich ulotniłem. Następnym razem, kiedy byłem w tym domu, było kiedy moja matka umierała z powodu zakażenia. Resztę znasz.
- Nick przykro mi, naprawdę - Holly czuła się jak najgorszy potwór świata. Historia wilka była bardziej tragiczna niż jej.
- Żal nie zwróci nikomu życia, ale miło że tak mówisz. Nie chciałem tego mówić, żebyś mi współczuła tylko zrozumiała, że powinnaś się cieszyć z posiadania rodziny. Okaż matce serce.
Demonica milczała. Zżerało ją dojmujące poczuci winy i obrzydzenie do samej siebie. Zacisnęła powieki i podjęła decyzję.
- Masz rację. Pójdę z nią porozmawiać.
- Zuch dziewczyna - Nick wyszczerzył zęby - Chodź, poszukamy Christy. I musimy skombinować coś do jedzenia dla ciebie.
- No pożarłabym całe miasto - Holly złapała się za brzuch - Aż dziwne, że nie oszalałam z głodu.
- Bo się zmieniłaś - mężczyzna stanął na równe nogi i pomógł podnieść się dziewczynie.
- Jestem walkirią - mruknęła pod nosem - Ciekawe co to znaczy…
- Dowiemy się, mała piekielnico. Sam chciałbym wiedzieć kim jestem - Nick westchnął, gdy wracali powoli do miasta.
- Czymkolwiek jesteś należysz do mnie - Holly pokazała u uśmiechu ostre zęby.
- Ha myślisz! No proszę jaka samolubna. Jestem silniejszy, więc to ja rządzę.
- Wcale nie!
- Właśnie, że tak.
Szli ramię ramie jak para drapieżników, które od teraz miały polować wspólnie. Zajęci żartobliwą kłótnią nie dostrzegli srebrnych oczu, które śledziły ich czujnie z wnęki ukrytej w skale.


* * * * *
Przepraszam, że ten rozdział tak częściami, ale pinger się buntuje
  • awatar Zorena: Uff..okej. Nadrobiłam wszystkie rozdziały w jeden dzień i... NIE MOGŁAM SIĘ ODERWAĆ!!! To opowiadanie to istne arcydzieło, moja "twórczość" to ci nawet do pięt nie dorasta! ;) Pomysł, sposób w jaki piszesz, to wszystko sprawia, że uświadamiam sobie jak wiele muszę się jeszcze nauczyć. No, no dziewczyno masz talent, o którym inni mogą tylko pomarzyć i pamiętaj o tym. :) A tak w ogóle to trzymam kciuki za relacje między naszymi bohaterami, ja osobiście jestem po prostu zakochana w Nick'u (nie wiem czy dobrze odmieniłam, ale mniejsza). Tak czy inaczej trwaj w tym co robisz, bo wychodzi ci to cudownie. :D
  • awatar SallyLou: Tak , ale kwestię jego rodziny zostawiłam na później :) Przepraszam, że zostawiam takie niedomówienia ( gubić się zaczynam ) Dziękuję za miłe komentarze. To naprawdę motywuje :*
  • awatar Seiti: Okey, a teraz proszę mi o wyjaśnienie jego wilka. Jego rodzina to były wilki? Nie ogarniam tej kwestii. A tak to pięknie. Chłonęłam słowa jak gąbka, bo ost. cierpię na ubogie słownictwo. ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Niepokonani: "Przemienieni" cz. II

Holly czuła jak jej bose stopy kaleczą ostre dachówki, ale nie zwolniła tempa. Ześlizgnęła się na ziemię sycząc z bólu. Ręce trzęsły się jej i nie mogła powstrzymać szczękania zębami. Obejrzała się za siebie nerwowo, ale nie widziała, żeby Nick ją ścigał. Przemykała zacienionymi zaułkami mijając się z mieszkańcami Królestwa. Patrzyli na nią zdziwieni, ale żaden nie ośmielił się jej zatrzymać. Szła zataczając się na boki z osłabienia i zostawiając za sobą krwawe ślady. Łzy przesłaniały jej pole widzenia, ale nie mogła ich powstrzymać.
- Głupi wilk - jęknęła, gdy w końcu dotarła do skraju miasta i rozpoczęła wspinaczkę na skały. Głazy kaleczyły obolałe ciało i rozdzierały delikatny jedwab koszuli. Gdy uznała, że wspięła się dość wysoko usiadła na krawędzi nad przepaścią i ukryła twarz w dłoniach szlochając z rozpaczy i bólu.
To wszystko było nie tak!
Od samego początku to wszystko było pomylone. Gdyby nie Jack jej życie mogłoby się ułożyć. Nadczłowiek zniszczył jej psychikę. Od nowa nauczył strachu, a teraz Nick to wykorzystał…
- Nick? - szepnęła. Nie to nie był już jej wilk. Został zniszczony przez ten ogień, który sama wznieciła powołując go do życia. Istota, która miała w oczach ten dziwny blask nie była nim.
- Od kiedy tak się rozczulasz? - usłyszała za sobą ten drwiący głos i w płomieniach pojawiła się sylwetka wysokiego blondyna. Nie zwracając uwagi na jej jęk rozpaczy usiadł obok i spojrzał w dół.
- Ale widoki - westchnął wpatrując się w tętniące życiem miasto.
- Czego ty jeszcze ode mnie chcesz? - bąknęła Holly podciągając kolana pod brodę i chowając głowę w ramionach.
- Zmieniłaś się… - Nick westchnął i przeciągnął się jak kot. Dziewczyna mimowolnie zerknęła na niego podziwiając jego piękne ciało, które było teraz jeszcze silniejsze niż wcześniej.
- Nie tylko ja - odwarknęła podnosząc wzrok i patrząc hardo w twarz.
Błysk gniewu rozpalił jego spojrzenie.
- Zawsze musisz upierać się na swoim? - jego głos był zimny, ale zmęczony.
- Taka jestem i się nie zmienię - odparła czując, że gada głupoty. W końcu wcześniej nigdy nie uciekłaby przed tym wilkiem, prędzej uderzyłaby go. Tyle, że wcześniej miała przewagę pod postacią demonicznej siły. A teraz okazało się, że on góruje nad nią. Nienawidziła tego.
- Chyba oboje mamy malutki problem - mruknął Nick, a rysy jego twarzy złagodniały. Holly spojrzała na niego przerażona, a na jego twarz pojawił się drapieżny uśmiech.
- Twój problem cię przerasta - odparła kpiącym tonem Holly, ale uspokoiła się.
- Najwidoczniej - jego odpowiedz zaskoczyła dziewczynę. Gdy złapał ją za rękę niemal spadła z występu chcąc się wyrwać, ale uścisk ja powstrzymał.
- Dlaczego to się nie goi? - spytał ją, a w głosie zabrzmiało upokorzenie i wstyd - Nie chciałem cię zranić - mruknął delikatnie oglądając oparzenia.
- A ja nie chciałam być wredna, ale cóż taka jestem - wzruszyła ramionami pozbywając się resztek lęku - Daj spokój. U łowców coś takiego było niemal pieszczotą. Zniknie kiedyś… chyba.
Wyraz twarzy Nicka zmienił się.
- Ten sukinsyn zginie - warknął pod adresem Jacka - A jego cierpienie będzie trwało tak długo, że zacznie mnie błagać bym zakończył jego tortury.
- Nie - Holly przytknęła palec wskazujący do jego ust - Najpierw ja zadbam o to by doświadczył takiego samego bólu jak ja i żałował tego, że podniósł rękę na mojego wilka.
 

 
Rozdział w dwóch częściach bo znowu nie chce go dodać...

Niepokonani: " Przemienieni" cz. I

Nick rozsiadł się na jednym z dachów pałacu należącego do Christy. Sklepienie nocą wyglądało podobnie lecz kryształy służące za oświetlenie miały ciemniejszy kolor i mieniły się różnymi odcieniami fioletu i błękitu. Podziwianie tego niesamowitego podziemnego miasta należało do ulubionych zajęć wilka. Dziś też spoglądał na czarne skały upstrzone granatem pogrążając się w rozmyślaniach. Wszystko się zmieniło od kiedy wrócił.

Gdy ocknął się w korytarzu tuneli należących do łowców początkowo nie wiedział, gdzie jest i co tu robi. Każdy oddech sprawiał mu ból, a serce łomotało z taką siłą jakby chciało wyskoczyć z piersi. Dopiero po dłuższej chwili odzyskał jasność myśli i zrozumiał, że żyje. I że spotkanie z Holly nie było tylko pośmiertnym koszmarem. Powoli rozciągał zesztywniałe mięśnie, które utraciły swoją sprawność wraz z jego ostatnim oddechem. Tlen na nowo zaczął krążyć w żyłach pobudzając i regenerując zniszczone komórki. Czuł mrowienie w miejscu, gdzie ugodził go Jack i zobaczył jak na jego oczach warstwy mięśni i tkanek zrastają się jakby był demonem.
- Demon? - mruknął i przypomniał sobie o Holly. Wciąż leżała na brudnej ziemi martwa, lub nieprzytomna. Miała otwarte oczy, ale pozbawione życia niczym u porcelanowej lalki z wystawy sklepu. Jej zimne dłonie zaciśnięte były na trzonku noża wystającego z piersi.
Ten widok nie zaskoczył Nicka. Miał świadomość, że to był jedyny sposób by wejść do tego Przedsionka, czy jak to się tam nazywało.
Z westchnieniem irytacji odsunął jej dłonie i chwycił ostrze. Z całej siły pociągnął. Poczuł jak ostra krawędź ociera się o żebro i usłyszał zbolały jęk. Szarpnął mocniej nie dbając o to czy będzie cierpiała bardziej. Ciało Holly zesztywniało i wygięło się w łuk, ale gdy w końcu usunął nóż znowu wyglądała na nieprzytomną. Zielone oczy zniknęły za kurtyną kruczych rzęs.
Nick spojrzał na narzędzie, które przyczyniło się do bólu obojgu. Ostrze było proste, ale krawędzie musiały być szlifowane diamentem, bo nawet teraz zachowywało niesamowitą ostrość. Po namyśle mężczyzna zatknął nóż za cholewę buta. Może zachowa go sobie do następnego spotkania z tym przeklętym łowcą. Z przyjemnością wbił by mu go w to chore serce.
Wstał i wyprostował się czując jak kości wskakują na właściwe miejsce. Pstryknął palcami przywołując błękitne płomienie, które towarzyszyły mu wcześniej. Małe ogniki zatańczyły radośnie na opuszkach jego palców oświetlając korytarz. Mężczyzna rozejrzał się.
- Oczywiście - mruknął do siebie widząc zawalony korytarz. Przekopanie zajęłoby mu całe wieki. Zresztą sądząc po uszkodzeniach ścian wystarczyłoby mocniej kopnąć niewłaściwy kamień, aby resztę szlag wziął. Byli uwięzieni.
Zacisnął pięść tłumiąc płomienie. Nie miał bladego pojęcia jak można się stąd wydostać. Wściekły trzasnął dłonią w ścianę. Usłyszał złowróżbny trzask kiedy kamień pod jego dłonią pękł i zaczął się wykruszać, a w ślad za nim kolejne. Z sklepienia posypał się pył.
- Cholera jasna - Nick spojrzał przerażony jak powoli mniejsze kamiennie obluzowują się i spadają. Błyskawicznie złapał bezwładne ciało dziewczyny i zacisnął powieki czując jak płomienie liżą jego ubranie, a po chwili ogarniają jego całego pożogą. Nie czuł bólu, ale energia bijąca od ognia poraziła go. Błękitny ogień zdawał się mieć własne życie.
Wilk usłyszał głuchy odgłos obluzowującego się stropu nad głową. Skupił się mocniej na płomieniach, które przenikały jego ciało. Zacisnął zęby…
I nagle poczuł jak zimny wiatr targa jego włosy i rzuca śniegiem w twarz.
Udało się!
Rozejrzał się mrużąc oczy. W porównaniu z ciemnymi tunelami światło na zewnątrz sprawiało fizyczny ból. Musiał być już dzień. Ile czasu spędzili w tych tunelach?
Gdy tylko oczy przyzwyczaiły się do nowego otoczenia rozejrzał się. Znajdowali się teraz niemal przed samym wejściem do tej cholernej pułapki łowców. Obóz był opuszczony, a chimery i demony zniknęły. Ani żywej duszy poza murem Risa.
Nick uśmiechnął się usatysfakcjonowany. Czymkolwiek teraz był zaczynało mu się to podobać. Spojrzał na blade lica Holly. Przydałaby się jej pomoc Christy.
Mała wstrętna myśl wkradła mu się do głowy. A gdyby poczekać, aż sama się ocknie? Wtedy od niego zależałoby czy będzie żyła i dostanie się do Królestwa Demonów Nocy.
Od razu odrzucił ten pomysł czując do samego siebie wstręt. Nie potrafiłby jej potraktować tak okrutnie. Nie po tym ile wycierpiała.
Uwolnił płomienie pozwalając by pochłonęły ich dwójkę i skupił się na dotarciu do Christy.

Zdyszany głos wyrwał go z rozmyślań. Ku swojemu zaskoczeniu zobaczył jak po stromym dachu wspina się Nathaniel balansując potężnym ciałem na delikatnych płytkach.
- No gorszego miejsca sobie znaleźć nie mogłeś chłopcze? - wysapał siadając ciężko na krawędzi. Gdy spojrzał w dół zrobił się zielony - Cholernie wysoko.
- Ale jaki widok - odparł spokojnie Nick spoglądając na roziskrzone piękne budynki oświetlone jarzącymi się kryształami wyrastającymi ze sklepienia. Magiczna i jednocześnie groteskowa kraina skrzyła się nieodmiennie takim samym blaskiem.
- Gdzie tak zniknąłeś? Myślałem, że uciekłeś
- Niby po co? - Nick otworzył dłoń i pozwolił zapłonąć małemu płomyczkowi. Był zafascynowany tym migoczącym czymś, co ułatwiło mu nowe życie - Nie mam gdzie odejść.
- Ale chciałbyś, widać to po tobie.
Wilk uśmiechnął się krzywo.
- Nie zaczynaj tak jak Trisha. Jedna niańka to i tak za dużo. Nic nikomu się nie stało - zapytał nagle zmieniając ton.
- Viljar trochę mocniej oberwał, ale szybko się wyliże. Reszta moich ma lekkie otarcia, nic groźnego. Gorzej z jednym demonem. O ile na nas trucizna zawarta w ostrzach nie działa to Tabrisa powaliła niemal natychmiast, a przecież ma przynajmniej kilkaset lat. Nadludzie zaczynają zagrażać i Miastom i Królestwu.
- Od nowa wszystko się wali - westchnął Nick - właściwie to czego ode mnie chcesz?
- Niczego. Trisha się martwi o ciebie, a ja się martwię, gdy ona się martwi. Zresztą chciałbym wiedzieć podobnie jak inni o co chodzi z tym ogniem? To cię nie parzy? - machnął na ognik skaczący po palcach Nicka.
- Ani trochę. Wiesz co z Holly?
- Nie Christa się nią zajmuje.
- O cholera - niedopałek wypał z dłoni Nicka i poszybował w dół.
- Co? - Nathaniel zrobił zdziwioną minę - To cos złego?
- Holly wiele razy mówiła, że jak tylko zobaczy swoją matkę to zabije ją.
- No ładnie - westchnął starszy mężczyzna i potarł skronie - Wiesz coś może o mężu Christy. Tym władcy tego Królestwa?
- Nie, jakoś byłem zajęty rozpaczaniem i nie obchodziło mnie kim on jest - mruknął kpiąco Nick - Nie no, na serio nie wiem kim jest. Wypadałoby poznać naszego zacnego władcę, który nam tak pomógł.
Głośny krzyk dobiegający z jednego z otwartych okien odwrócił ich uwagę od spraw władcy.
- Zabiję cię - Nick usłyszał ciche słowa wypowiedziane z całą dozą nienawiści jaką ich autor miał w sobie. Bez trudu rozpoznał głos Holly zniekształcony przez furię.
- No to bosko - mruknął do Nathaniela - Bestia się zbudziła - wstał i ruszył lekko w kierunku dobiegających wciąż z pokoju dźwięków.
- Hej no chyba nie zostawisz mnie tu tak. Myślisz, że wiem jak zejść? - dobiegł go spanikowany głos chimery.
Odwrócił się z uśmiechem.
- Jak wlazłeś tak zleziesz, to proste.
- Bezczelny krętaczu, dorwę cię i stłukę na kwaśne jabłko!
Nick wystawił język.
- Złap mnie jeśli potrafisz - i zeskoczył z dachu zanim Nathaniel zdążył zareagować. Odbił się od kamiennego muru zamku i zręcznie niczym kot wskoczył do komnaty.
Obecni tam podskoczyli, gdy uderzył ciężkimi podeszwami o podłogę.
Omiótł spojrzeniem Holly i jej matkę, Haydena zignorował.
- Wasza Wysokość, co się tu stało?
Christa wstała i wyprostowała się.
- Nic takiego. Mały wybuch emocji - zerknęła na skrzywioną córkę - Ale dobrze, że jesteś. Łatwiej będzie zapanować nad tą całą sytuacją.
"Sytuacja" jeszcze bardziej najeżyła się i wysyczała przez zęby:
- Nie trzeba nad niczym panować - Holly odwróciła się do Nicka - Powiedz tej kobiecie, żeby zostawiła mnie w spokoju.
- Wasza Wysokość nie powiedziała jej? - Nick uniósł brew.
Demonica jęknęła i schowała twarz w dłoniach.
- Mówiłam, ale ona nie chce się do mnie przyznawać.
- Dramat robicie - Hayden westchnął teatralnie i skierował do drzwi - Spadam stąd niedługo do domu, ale chciałbym z tobą porozmawiać o czymś… matko - ostatnie słowo wywołało na jego twarzy wyraz odrazy. Mężczyzna zauważył, że kąciki ust Holly uniosły się lekko. No proszę, rodzeństwo było wobec siebie solidarne.
Christa spojrzała na niego z godnością, choć oczy miała dalej zaczerwienione.
- Może tobie się uda, Nicku - wyszła za synem.
Gdy tylko zamknęły się za nią drzwi, mężczyzna odwrócił się z wściekłością wypisaną na twarzy.
- Co ci odwala? - syknął czekając aż kroki na korytarzu ucichną.
Holly spojrzała na niego zaskoczona.
- A co tobie odwala? Czemu się tak wściekasz?
- Wściekam się bo lubię. A ty ledwo oczy otworzyłaś już zgrywasz rolę urażonej księżniczki.
- Hej no - jęknęła dziewczyna - Wcale że nie! A zresztą skoro jestem córką "Jej Wysokości", to chyba mogę być "księżniczką"
Wilk przejechał dłonią po twarzy. Znowu to samo…
- Nie. Aktualny władca, ktokolwiek to jest, nie jest twoim ojcem. Jesteś bękartem, wyrzutkiem dla demonów. Dość długo tu przebywałem, by się dowiedzieć jaka jest, czy raczej była twoja pozycja. Miałaś doprowadzić do upadku Miasta Grzechu, ale fachowo rzecz ujmując spieprzyłaś sprawę. Trudno! Wtedy też jeszcze miałaś jakąś pozycję. Rada chciała byś wróciła do Miasta i dokończyła zadanie, ale to się również nie udało z powodu tego całego cyrku z nadludźmi. Teraz nagle bezpańscy nie są naszym największym problemem, więc automatycznie jesteś tu bezużyteczna.
Zerknął na Holly, której oczy robiły się coraz większe z każdym kolejnym zdaniem.
- Więc jestem nikim - szepnęła zmienionym tonem.
- Dajcie jej medal! - prychnął Nick czując jak wściekłość trawi go wewnątrz. Sam nie wiedział dlaczego czuje taki gniew na Holly - Rzuciłaś się na królową. Chciałaś zabić władczynie. Czy w ogóle pomyślałaś jakie mogą być tego konsekwencje?
- Daj spokój. Co się tak czepiłeś tego by bronić tę kobietę. Nie jest mój matką, rozumiesz? Nic dla mnie nie znaczy.
- Jak wszyscy, zauważyłaś? Wszystkich wykorzystujesz tylko do własnych celów. W nosie masz zdanie i uczucia innych.
-Wcale nie - Holly skoczyła na równe nogi i stanęła na łóżku patrząc z góry na Nicka. Nowe tatuaże, które powstały kiedy była jeszcze więziona okalały jej oczy nadając wygląd dzikiej wojowniczki. Długa do ziemi jasnoróżowa koszula nocna nie pasowała do niej podobnie jak łzy, które wypełniły oczy demonicy. Zamrugała szybko by się ich pozbyć, ale z marnym skutkiem.
Wilk poczuł wielką ochotę by wbić jeszcze jedną szpilkę.
- Po co tu właściwie chciałaś dotrzeć. Nie marzyłaś przypadkiem, by móc tu żyć i nie musieć jeść ludzi?
- Nie obchodzą mnie już ludzie - odezwała się drżącym głosem ledwo panując nad emocjami - Miałam dość czasu by stracić resztkę litości. To tylko zwierzyna łowna. Trzeba ich wytępić.
Nick nie wytrzymał. Złapał ją za nadgarstki i pociągnął w dół.
- Czym ty się od nich różnisz? - warknął patrząc w jej wypełnione lękiem oczy. Kiedyś by się nie bała tylko zaatakowała. Teraz pozwoliła mu by ścisnął mocno te kruche kostki - Traktujesz ludzi tak jak oni traktują zwierzęta. Jesteś egoistyczna..
- Au! To boli! - wrzasnęła nagle Holly szamocząc się w jego uchwycie. Mężczyzna puścił ją i zauważył, że całą skórę na nadgarstkach ma mocno poparzoną. Spojrzał na swoje ręce na których wciąż tańczyły płomienie. Nie sadził, że mogą zrobić jej krzywdę.
Dziewczyna miała w oczach obłęd. Łzy płynęły po policzkach, a usta wykrzywione miała w dzikim grymasie.
- Nie jesteś lepszy - zawyła przyciskając dłonie do piersi. Zanim zareagował przeskoczyła przez łóżko i stanęła na parapecie okna.
- Co ty wyprawiasz? - Nick rzucił się w jej stronę, ale za późno. Runęła do tyłu zanim dobiegł. Złapał za futrynę okna i spojrzał w dół. Odetchnął z ulgą widząc jak wylądowała łagodnie, choć nieco chwiejnie na dachu jednej z wieżyczek. Zsunęła się z niej i zniknęła w mroku.
Wilk warknął i zacisnął dłonie na parapecie krusząc nieświadomie kamień.
- Szlag - warknął i wyskoczył czując jak płomienie go znowu otaczają niematerialnym kokonem.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Na ochłodę w tym okropnym upale






I na koniec chyba najbardziej urocza - Totoro ^_^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Niepokonani: "Odzyskane serce"

Christa zacisnęła usta tak, że stworzyły wąską linię. Odrzuciła srebrzyste włosy na plecy i zmierzyła swoich wojowników surowym spojrzeniem.
Zawiedli ją…
- Moja córka nie żyje, prawda? - spytała, a głos pozbawiony był choćby krztyny ciepła.
Eld spojrzał na swą władczynię odważnie. Jako jedyny podniósł wzrok.
- Wasza Wysokość, nadludzie nas pokonali. Są niezwyciężeni…
- Ale czy to daje wam usprawiedliwienie? - przerwała mu ostro.
Zielono skóry demon tylko się skulił, jakby słowa kaleczyły go fizycznie.
- To moja sprawka - przed demony i chimery wystąpił ktoś, kogo demonica nie znała.
Czarne włosy nieznajomego jakby pochłaniały światło, podobnie jak ciemnogranatowe oczy.
- Ktoś ty?
- Marco, przybywam z Miasta Grzechu. Padam do nóżek - pokłonił się, ale gest był pozbawiony szacunku.
- Ty? - miała przed oczami tego Marco, tego, który tyle razy przeszkadzał jej podwładnym. Który zmasakrował niegdyś jej najlepszych wojowników. Który zabrał jej syna…
Gniew rozgorzał w władczyni.
- Jak śmiesz tak tu bezczelnie wchodzić?
- Śmiem i chcem - bezpański zmrużył oczy - to ja ich tu ściągnąłem. Inaczej by zginęli na marne.
- Na marne? Mieli ocalić moje dziecko!
- Taa sama sobie lepiej radzi z tym cholera wie czym niż całą armią. To duża dziewczyna, odporna jest na wszystko - odparł, a w jego głosie zabrzmiała duma.
- Co chcesz osiągnąć, bezpański?
Marco skrzywił się na to określenie.
- Ponawiam to o co wcześniej prosił Hay. Jesteśmy na granicy całkowitego unicestwienia. Jeśli nie zjednoczymy się demony znikną z tego świata. I te przybyłe, i te, które były przed człowiekiem. Widziałem jak walczą nadludzie. Widziałem jak rozerwane ciała znowu się łączą w jedno. To nie jest naturalne. Coś takiego nie może mieć prawa bytu.
- A moja córka? Przez swoje rządzenie się zapomniałeś by jej pomóc. Czyż niegdyś nie chciałeś, by była twoją…. oblubienicą?
- Owszem, ale teraz nie należy do mnie, ani do kogokolwiek innego. Zmieniła się.
Christa potarła w zamyśleniu skroń.
- Wyjaśnisz mi?
- Nie. Nie znam przyczyny, ani siły która maczała w tym palce, ale na waszym miejscu zacząłbym żałować ociągania się z ratunkiem.
- Co insynuujesz? - Viljar zapomniał o swoim strachu i spojrzał na demona.
- To, że matka zamiast ratować swoje dziecko wolała się zajmować jakimiś durnymi sprawami politycznymi. Zostawiłaś, wasza wysokość, Holly na tak długo wśród tych stworów. Myślisz, że teraz poznasz swą córkę?
- To nie moja wina. Nie mogłam jej odnaleźć…
- Tak? - Marco zaśmiał się drwiąco - My, ja i Hayden, szybciej znaleźliśmy miejsce przebywania nadludzi niż najznamienitsi tropiciele należący do ciebie, pani. Być może Holly jak się dowie prawdy będzie wolała do nas wrócić.
- Ty plugawa kreaturo! - demonica zadrżała od siły, która kumulowała się w jej ciele.
Głośny huk przerwał jej obrażanie bezpańskiego kundla.
Christa spojrzała zszokowana na środek pomieszczenia. Błękitne płomienie powoli dogasały tworząc na marmurze wypalony krąg. Stojąca w środku postać lśniła szafirowym ogniem, który najwyraźniej nie wyrządzał jej krzywdy.
- No… - mruknął Marco - Zeszło ci się trochę.
Christa z otwartymi ustami patrzyła na Nicka, który klęczał trzymając w rękach bezwładne ciało. Oczy błyszczały groźnie, gdy spojrzał na demona z Miasta Grzechu.
- Dzięki za pomoc - syknął wstając.
- Sarkazm to poślednia forma humoru - odparł niewzruszony demon - Żyje?
Mężczyzna prychnął i odwrócił się do zamarłej w trwodze królowej.
- Wasza Wysokość - powolnym krokiem podszedł do niej - Twoja córka wymaga pomocy.
Srebrnowłosa kobieta spojrzała na skulony kłębek trzymany przez wilka. Długie skudlone włosy zasłaniały twarz, ale spod za dużej kurtki wystawały żałośnie chude kończyny.
- Moja Holly - jej oczy wypełniły się łzami, ale stłumiła szloch. Miała zbyt dużo pracy by teraz się rozczulać nad odzyskanym dzieckiem.
- Zabierz ją do uzdrowicielki - rozkazała, ale gdy spojrzała w poważne oczy Nicka jej wzrok złagodniał. Nie wiedziała co się stało z Nickiem, ale jego twarz naznaczona była piętnem śmierci. Musiał przeżyć piekło, by odzyskać Holly, a władczyni była mu wdzięczna, choć nie chciała tego publicznie okazywać.
- Tak, pani - Nick skłonił głową i przeszedł między demonami, a chimery podążyły za nim.
Gdy wyszli Eld wzdrygnął się.
-Cholera, skutki uboczne się ujawniają - westchnął głośno, a reszta spojrzała na niego zdziwiona - No co? Tylko ja czuję ten ogień, który w nim jest tłumiony?
- Zawsze byłeś wrażliwy na taką moc - westchnął Imris - Ale chyba fakt, że się wydostał stamtąd bez naszej pomocy i wszedł tu bez zezwolenia dużo mówi. Coś w nich dziwnego. W nich obojgu - dodał.
- Później będę nad tym się zastanawiać - mruknęła Christa i spojrzała na zebranych - Gdzie Tabris?


Isabel uderzyła dłonią o blat stołu. Miała już szczerze dość papierkowej roboty zleconej przez tego ropuchowatego służalca Pana. Xianlee traktował wszystkich z pogardą jakby byli gorsi. Oczywiście demonicę ominął ten zaszczyt. Gdy spoglądał na nią w jego oczkach czaiła się żądza. Krwawowłosa wolała unikać tego typa.
Przeglądanie dokumentów przerwało jej wtargnięcie zamotanej w czarny płaszcz postaci. Isabel patrzyła jak szaty zaplątują się wokół nóg właścicielki, która z hukiem upada na podłogę.
- Nie biegaj - mruknęła i wróciła do czytania.
Zakapturzona postać potarła obolałe siedzenie i podniosła z ziemi upuszczoną włócznię.
- O, a gdzie siekiera? - mruknęła Isabel patrząc jak Tanatos ogląda grot.
- Znudziła mi się. Tym jest fajnie rzucać i patrzeć jak się wiją przyszpileni do ziemi - odparła tamta gładząc pióra przyczepione do drzewca.
- Nie wnikam. Czego tu szukasz?
- Ciebie - Tanastos podparła się pod boki. Isabel zawsze interesowało jak wygląda córka Pana Miasta Grzechu, ale dziewczyna skrzętnie ukrywała swoją twarz. A poza tym płaszcz wzbudzał strach, a mała zabójczyni dbała o reputacje.
- Co się stało?
- Pewien demon z Królestwa Demonów Nocy umiera. Wyczuwam wibracje śmierci wokół niego. Pomyślałam, że to cię zainteresuje.
Isabel pomyślała o akcji, o której opowiedział jej Numer Sześć. Przeklęte zwłoki były częstym gościem w komnacie demonicy, dzięki czemu zawsze wiedziała co się dzieje w jej domu, bez potrzeby przenoszenia się. Pomijając odrażający smród i odpadające kawałki ciała jej informator był sympatycznym gościem. Polubiła go szczerze i w myślach nazywała Stefanem co było mniej sztywne i dziwne od tego Numeru Sześć.
- Mnóstwo demonów ginie od kiedy pojawili się nadludzie - słyszała w końcu o tym ich nowym specyfiku zabijającym na miejscu.
- Ale ten może cię zainteresować. Nazywa się Tabris..
Isabel nieświadomie wbiła paznokcie w papier niszcząc ważne akta.
- Tabris? Niemożliwe.
- A i owszem. Poharatali go podobnie porządnie, ale tak tylko przypuszczam. Sama sobie zobaczysz.
Dziewczyna zmarszczyła brwi. Coś tu śmierdzi…
- Co mnie ma obchodzić jakiś zawszony demon Christy?
Tanatos westchnęła i pokręciła głową.
- Nie myśl, ze jestem tak głupia jak reszta. Oczywiście wiem, że nie jesteś stąd i szpiegujesz na zlecenie tej waszej rady.
Isabel oniemiała. To był koniec. Przejrzeli ją i zabiją.
- I co teraz? - spytała - od kiedy to wiesz?
- Od kiedy tu jesteś - odparła zadowolona Tanatos i wymierzyła włócznię w Isabel - Ten twój kochaś umiera, jeśli chcesz do niego iść to teraz - rzuciła jej butelkę napełnioną czarnym winem - Jesteśmy w teoretycznym sojuszu więc pozwalam ci się z nim zobaczyć. Nic nie powiem tacie.
- O co ci chodzi?
Zakapturzona córka Pana westchnęła ciężko.
- Chcę być MIŁA - wycedziła - Więc do cholery pij i ratuj tego swojego ulubieńca.
- Jasne - Isabel postanowiła zaufać tej dziwacznej postaci. Odkorkowała butelkę i uniosła w toaście - Do dna! Jestem twoją dłużniczką
- To chyba oczywiste - usłyszała sarkastyczną odpowiedź zanim podłoga uciekła jej spod nóg i pająki zaczęły się wspinać na jej ciało wdzierając do ust i nosa. Głupie iluzje, które towarzyszyły piciu wina napawały ją strachem. Jeden wyjątkowo tłusty pająk siedział na policzku dotykając grubymi nogami jej oka. Obrzydlistwo!
Na szczęście o chwili wszystko zniknęło i otworzyła oczy. Znajdowała się już w Królestwie Demonów Nocy.
Wstała z jękiem, gdy kości trzasnęły jej w kręgosłupie.
- Za stara się na to robię - westchnęła.
- Nie wyglądasz tak źle - zobaczyła Marco, który wychylał się z balkonu. Na jego twarzy malował się uśmiech - Ty dziwko! To ty jesteś wtyczką, prawda?
- Trochę szacunku się należy - odparła agresywnie Isabel sprawdzając, czy wszystkie części ciała są na miejscu. Świetnie, najpierw Tanatos, teraz ten debil. A zaraz wszyscy będą wiedzieć kim jest.
- Mniejsza - Marco wzruszył ramionami - Nie martw się, ruda, nie wydam cię.
- Co, a niby dlaczego? -coś wszyscy podejrzanie byli pobłażliwi.
- Bo nie życzę żadnej kobiecie dostania się w łapy Xianlee, a to by cię niechybnie spotkało.
- Miło z twojej strony - mruknęła nieprzekonana, ale machnęła mu tylko dłonią i ruszyła znaleźć uzdrowicielkę.
- Hej ho! - wesoły głos zatrzymał ją w miejscu. Spojrzała na szafirowowłosą demonicę, która rozpaczliwie machała na nią.
- Annabeth? Ty też tu?
- Szukasz Tabrisa? - demonica zignorowała pytanie - Wiem gdzie jest. Zaprowadzę cię - złapała przyjaciółkę za rękę i pociągnęła za sobą.
Weszły do niskiego pomieszczenia, które oświetlone było mnóstwem lamp naftowych. Na niewygodnym fotelu na wpółleżał trupioblady Tabris. Spojrzał niemrawo na przybyłe.
- Poczekam na zewnątrz - Beth szepnęła cicho do ucha Isabel i wymknęła się cicho.
Lisi demon mierzył ją nieprzytomnym wzrokiem. Ubrany był tylko w zszargane i zakrwawione spodnie. Ciało pokrywały długie rany, ale decydowanie najgorsza była na piersi. Głęboka dziura z której wypływała wąska strużka krwi.
- Witaj moja kochana - niemal sine wargi wyszeptały powitanie.
- Ty szaleńcze co ci się stało? - podeszła do niego i złapała krzesło by usiąść obok.
- Wyszedłem z wprawy - słaby uśmiech roziskrzył mętne spojrzenie.
- Gdzie uzdrowicielka? - Isabel rozejrzała się po pomieszczeniu, ale nikogo nie znalazła.
- Szuka czegoś - demon nieznacznie zmarszczył brwi. Siedział w śmiertelnym bezruchu jakby rany odebrały mu wszystkie siły.
- Cholera, Tabris - złapała go za rękę i przyjrzała skaleczeniom na niej. Były dość płytkie, ale i tak się nie goiły - Dlaczego się nie regenerujesz?
- Nadludzie zatruli miecze i strzały - wyszeptał słabo - W życiu tak źle się nie czułem - głowa opadła mu na bok i przymknął oczy.
- Tabris? Słyszysz mnie? Tabris! - Isabel szarpnęła go za rękę, ale nic nie uzyskała poza tym, że krew zaczęła bardziej płynąć z ran.
- Nie szarp go tak - czyjaś dłoń złapała ją za ramię.
- Czy on…? - szepnęła demonica niezdolna wydusić z siebie pełnego zdania.
- Jest w komie, tak może choć odrobinę się regenerować.
- Dlaczego się nie goją jego rany? - odwróciła się do starej wiedźmy, która rozcierała jakieś zioła w moździerzu.
- Toksyna zawarta w jadzie, blokuje ośrodek nerwowy i wprowadza w organizmie zamieszanie. Ciało się nie odbudowuje jak powinno.
- Ale przynajmniej nie krwawi - mruknęła Isa próbując się pocieszyć tą myślą. Nie mogła stracić tego psotnego lisa, który powalał jej zapomnieć o okropnej pracy.
- Bo stracił niemal całą krew. Żyje tylko dlatego, że jest demonem. Ale nie wiem jak długo pociągnie.
Lisie uszy drgnęły lekko, gdy dziewczyna pogłaskała czoło ukochanego.
- Masz żyć. To rozkaz - wstała i podeszła do wiedźmy - Jest coś co mogę zrobić, by mu pomóc?
- Owszem. Potrzebuję czystej trucizny by sporządzić antidotum.
- Gdzie ją znajdę?
- W obozie łowców.
Demonica poczuła, że świat jej wiruje. Dopiero co wojownicy Christy wrócili poturbowani stamtąd. Królowa w życiu jej nie da pozwolenia na samowolną wyprawę. Chyba, że…
- Dziękuję za radę - schyliła głowę w pokłonie i rzuciła smutne spojrzenie na nieprzytomnego demona - Niech pani opiekuje się Tabrisem.
Nie miała wiele czasu. Od ataku minęło zaledwie półtora dnia, a lis powoli umierał. Jak wiele mu zostało wolała nie myśleć.
- Marco - zawołała na czarnowłosego demona, który wciąż stał na balkonie. Uniósł pytająco brew, gdy wspięła się zręcznie po ścianie i usiadła na balustradzie - Co powiesz na napad stulecia?
Ciemnoniebieskie, niemal czarne oczy spojrzały na nią uważnie.
- Zainteresowałaś mnie. Mów dalej.

Christa spoglądała na swoją córkę w zamyśleniu.
Holly leżała na łóżku już czysta i ubrana w długą jedwabną koszulę. Jej blade policzki były zapadnięte, a włosy choć rozczesane i umyte były matowe i wypadały garściami. Jej chude nadgarstki były dwukrotnie mniejsze niż u zdrowej kobiety.
Królowa czuła jak nieznośne poczucie winy wierci w jej brzuchu olbrzymią dziurę. Potraktowała swoje dzieci jak materiał, który miał zapewnić jej przewagę nad bezpańskimi demonami. Nie zaznały nigdy miłości matki, ani czułego dotyku pozbawionego jakiegokolwiek bólu.
- Przepraszam cię skarbie - łzy popłynęły z oczu demonicy. Tak bardzo chciała cofnąć czas
- Nade mną nie płakałaś nigdy - zirytowany głos zmusił ją by wzięła się w garść i otarła łzy.
- Haydenie, nie powinieneś wracać z tym swoim Marco do domu? - spytała ostrej niż zamierzała, by ukryć chwilę słabości.
- E Marco, gdzieś się podział, a ja chciałem zobaczyć się z siostrą - jasnowłosy chłopak podszedł bliżej łomocąc ciężkimi butami. Usiadł na łóżku podkulając nogi.
- Pobrudzisz pościel - warknęła matka, a Hayden wzruszył ramionami.
- Nic jej nie będzie?
- Nie, na szczęście musi tylko odpocząć i dobrze się odżywiać - odparła Christa i spojrzała uważnie na syna. Czy na jego twarzy nie było przypadkiem smutku? - Coś się stało?
Hayden spojrzał na nią i uniósł brew. Demonica zauważyła, że ma nowy kolczyk. Małe kółeczko w płatku nosa.
- Musisz tak się ozdabiać tym całym piercingiem. Okropnie to wygląda.
Hayden pokazał język w którym tkwiła mała srebrna kuleczka.
- Robię co chcę - odparł zadowolony z miny jaką wywołał na twarzy matki.
- Okropność - wzdrygnęła Christa.
- Mi się podoba - dobiegł ich zaspany głos spod pościeli.
- Holly - Christa uśmiechnęła się widząc córkę, która przecierała oczy pięściami- Jak się czujesz?
- Dobrze, chyba. Hayden co tu robisz? - spytała nieprzytomnie i wyciągnęła rękę do brata. Ku zaskoczeniu ich obu chłopak porwał swoją siostrę na ręce wywlekając z łóżka.
- Ty żyjesz! - zakręcił nią i posadził na łóżku. Czarno czerwone oko błyszczało - Poznałaś mnie siostrzyczko.
- Trudno nie poznać po tych oczach - odparła dziewczyna.
Christa zauważyła, że jej oczy były całkowicie zielone i nienaturalnie wręcz błyszczące. Jak oczy lalki.
- Kochanie cieszę się, że ocknęłaś się tak szybko.
Holly spojrzała na srebrnowłosą demonicę zdziwiona.
- A kim ty jesteś?
Christa poczuła, że ma w gardle gulę.
- Holly… jesteś moją córką.
Przez wychudzone oblicze dziewczyny przemknęło zdziwienie, przerażenie, ulga, ale najbardziej widoczna była wściekłość.
- Zabiję cię - mimo osłabienia odbiła się od podłogi z obnażonymi ostrymi zębami. Kobieta nie miała czasu na obronę i tylko zamknęła oczy.
- No co ty wariatko robisz? - usłyszała zduszony głos Haydena i uchyliła powieki. Jej syn szamotał się z wyjącą wściekle dziewczyną, której oczy świeciły jak zielone latarnie
Christa osunęła się na łóżko.
- Przepraszam - szepnęła i nagle z dostojnej władczyni zmieniła się w słabą kobietę.
- Już na to za późno - Holly uspokoiła się i odepchnęła brata. Widać było, że jest wciąż zmęczona, bo zachwiała się jak źrebię i usiadła na pościeli.
- Cholera, kobiety - Hayden jęknął i usiadł miedzy nimi - Proponuję zacząć od początku i ściągnąć tu tego cholernego wilka.

Isabel
  • awatar Seiti: Jak mogłam nie skomentować<beszta się biczykiem> Urzekający rozdział. Isie się posypała tożsamość, lisek ledwo zipie, a Holly olśniewa :D Jak ja kocham to opko! maru!
  • awatar Kowalski, opcje!: *O* Córka zginęła? Ups... "śmiem i chcem" - cytat tygodnia. "Masz żyć. To rozkaz." - to też jest dobre.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Rozdział IV

Spotkanie towarzyskie trwało w najlepsze, goście bawili się wyśmienicie w takt hipnotyzującej muzyki mężczyzny, którego roześmiane jadeitowe oczy, kontrastowały, z sterczącymi krótkimi włosami barwy lapis lazuli. Jednak, gdy Mei przyjrzała mu się dobrze dostrzegła w głębi ciemnozielonych oczu lęk. Obdarzony Talentem do muzyki mężczyzna również wyczuwał obecność obcych.
Dziewczyna oparła się o ścianę i przymknęła oczy. Lady Caroline wciąż nie była gotowa na wyjście, a ją już bolała głowa. Choć może to był efekt szpilek wbijających się w skórę…
Ludzie rozmawiali między sobą, co chwilę wybuchała salwa śmiechu, a nastrój był bardzo uroczysty. Jednak Mei tego nie odczuwała. Podobnie jak każdy inny Przeklęty na tej sali nerwy miała spięte i czujnie śledziła gości przeczesując ich wzrokiem w poszukiwaniu Błogosławionych. Na szczęście na razie trzymali się daleko od niej, może dlatego, że krok w krok za nią sunął mrukliwy Leon. Doprawdy oboje mieli do siebie szczęście…
- Przestań tupać - syknął na nią chłopak, gdy miarowo wybijała rytm nogami.
- Co poradzić mam, że nie mogę przestać - odparła zaciskając dłoń na sztylecie. Chłodne złoto przynosiło ulgę.
- Jeśli coś sprowokować może Błogosławionych to twoje tiki nerwowe. A ja nie chcę by tu podeszli.
Mei spojrzała na niego zaciekawiona.
- A właściwie dlaczego za nimi nie przepadasz? W końcu jako "normalny" człowiek powinieneś ślinić się na ich widok.
Szkła okularów zalśniły ostrzegawczo.
- Jestem za mądry na to by się z nimi zadawać.
- Takiej odpowiedzi bym się nie spodziewała - odparła szczerze dziewczyna i wróciła do przytupywania.
Leonard tylko westchnął.
Po dłuższej chwili milczenia szturchnął ją ramieniem.
- Patrz - mruknął pogardliwym tonem.
Trzech Błogosławionych zabawiało gości jakimiś opowieściami. Musiały być to naprawdę dobre historie, bo tłum słuchaczy chłonął każde słowa z wyrazem cielęcego zauroczenia na twarzach. Wielbiciele wydawali się reagować na każdy gest swoich żywych bóstw. Jeśli któryś się uśmiechnął wszyscy nagle promieniowali radością, a gdy wykonywał jakiś rozpaczliwy gest, rozlegało się zbiorowe westchnienie współczucia.
- Patrz - powtórzył Leon - I ucz się. Oto siła Błogosławionych.
Jedynym plusem całej tej sytuacji był fakt, ze nikt nie zwracał teraz uwagi na nich.
Znikąd pojawił się, jak zawsze bezszelestnie, Tadaki.
- Wszystko w porządku Mei?
- Czego się dowiedziałeś? - Leon odwrócił się do nich, a jego twarz wyrażała najwyższe skupienie.
- Niczego dobrego - padła odpowiedź - Król Lex i jego małżonka zostają tu, aż do ślubu księcia Lin Juana z księżniczką Caroline.
- Czyli do kiedy?
- Pół roku…
Leonard aż zachwiał się.
- Że co? W pół roku to oni sami się zaczną tu rządzić. Nasze królestwo pochłonie anarchia…
- Dlatego zaraz po uroczystym przedstawieniu księżniczki na dworze zwołane zostaje posiedzenie Czarnej Róży.
- Czarnego czego? - Mei nie mogła zrozumieć o czym mówią.
Jej dziadek posłał jej przenikliwe spojrzenie.
- Na razie nie musisz wiedzieć. Wmieszajcie się w tłum, udawajcie, że się dobrze bawicie, ale jak tylko zobaczycie coś podejrzanego szukajcie mnie, Nishikiego albo któregokolwiek członka Czarnej Róży. Leonard na ich wszystkich.
- Niestety - westchnął chłopak.
- Co masz zamiar zrobić dziadku?
- Trzymać ich z dala od mojej wnuczki - surowe spojrzenie tym razem nie było przeznaczone dla niej - Mei, cokolwiek by się nie działo, nie atakuj.
Dziewczyna skinęła głową. Nawet przez myśl by jej to nie przeszło….
Leon posłał jej krzywe spojrzenie i wyciągnął rękę.
- Mogę panią prosić do tańca - spytał głośno sztucznie uprzejmym tonem.
- Oczywiście - "Co za wstyd" pomyślała, gdy ujęła dłoń swojego towarzysza i ruszyła na parkiet. Rozpoczął się takt zachodniego tańca, który na szczęcie znała. Stanęła naprzeciw Leona i pozwoliła mu prowadzić w rytm muzyki wygrywanej na gitarze.
- Nie widziałam, że nasza muzyka jest tu znana - mruknęła, by przerwać krępujące ją milczenie.
- Ależ oczywiście - spojrzał na nią lekko zdziwiony - Muzyka łączy ludzi, no nie?
- Ja tam nigdy nie słyszałam żadnej wschodniej piosenki.
Leonard prychnął pogardliwie.
- Wy, z Zachodu jesteście strasznymi ignorantami. Tratujecie się jak istoty wyższej kategorii, jakbyście byli lepiej rozwinięci czy coś. A wcale tak nie jest.
- Auć! Zabolało…
- No, a przynajmniej większość. Ty nie zadzierasz nosa prawda, dzika kiciu?
- Będę, jak ty będziesz mnie tak nazywał - odparła marszcząc brwi. Marzyła o tym by wyjąć z głowy szpilki i paść trupem na łóżku. Ale na razie się na to nie zapowiadało. Przebywała na sali już ponad trzy godziny, a po Caroline nie było ani widu, ani słychu.
Przez przypadek nadepnęła na stopę swojego partnera.
- Hej niezdaro, skup się - Leon potrząsnął nią mocno.
- O przepraszam - wrócili do normalnego rytmu tańca - Zmęczona jestem.
- Nie dziwię się. Twój dziadek nie ma litości dla swojej wnuczki.
- Bo dzieci mają słuchać starszych i mądrzejszych. A potwory powinny słuchać istot potężniejszych i lepszych.
Twarz Leonarda pokryła trupia bladość.
- Masz ci los - mruknął przez zaciśnięte usta - Pełna kontrola.
Mei odwróciła się do gości, który wtrącił się do ich rozmowy. Młody mężczyzna o brązowych falowanych włosach i różnych oczach…. Dziewczyna spojrzała na niego wrogo. Pomarańczowa tęczówka zniknęła na chwilę pod powieką, ale brązowe oko nawet nie drgnęło.
- Witam - odezwał się głębokim głosem.
- Możemy w czymś pomóc? - Leon niemal miażdżył dłoń w uścisku.
- Nie trzeba. Chciałem tylko powitać młodą damę, jak widać nową w tych stronach.
- Och - Mei strąciła dłoń chłopaka zanim odciął jej dopływ krwi i wyciągnęła w stronę Błogosławionego - Marzyłam o dniu w którym poznam tych owianych legendarną sławą mężów Northen.
- Doprawdy? Cieszy mnie to bo nas zainteresował nowy nabytek księcia Lin Juan - jej rozmówca mówił uprzejmym tonem, ale wyraźnie zaznaczył różnicę jaka była między nimi.
Ręka opadła.
- Uważasz, ze jestem potworem? - spytała bez ogródek, a Leon syknął ostrzegawczo.
Mężczyzna uśmiechnął się ciepło, choć oczy miały dalej taki sam wyraz.
- Zostawmy ten temat na inną okazję. Może zechcesz pójść ze mną? Chciałbym porozmawiać w bardziej ustronnym miejscu.
Mei nawet nie mrugnęła okiem.
- Z przyjemnością - odwróciła się do Leonarda, którego twarz teraz dla odmiany przybrała pomidorowy kolor - Pozwolisz, że opuszczę cię, mój drogi. Nie martw się wrócę niedługo.
- Ominie cię ceremonia. Zaraz się zacznie - zaoponował Leon, a jego oczy ciskały gromy - Dziadek byłby niepocieszony, jeśli ominęłaby cię tak zacna ceremonia - "A raczej zabije mnie, jeśli cię zostawię", mówiły jego oczy.
- Trudno i tak głowa mnie bolała. Chcę wyjść na świeże powietrze.
Różnooki podał jej ramię z uśmiechem satysfakcji, a dziewczyna ujęła je i ruszyła za nim.
Leon stał wciąż na środku z zrozpaczoną miną. Jeśli błogosławieni jej nie zabiją to niewątpliwie uczyni to jej dziadek…
Szkarłatne słońce niknęło za horyzontem, gdy wyszli na pusty taras.
- Ładna aura - Błogosławiony spojrzał na cieniejące niebo.
- Chyba nie chcesz rozmawiać o pogodzie? - Mei odsunęła się od niego i skrzywiła. Zignorowała instynkt, który kazał jej uciekać jak najdalej. Jakaś jeszcze bardziej pierwotna energia, która w niej zaczęła się tlić, zmuszała ją do stania naprzeciw wroga.
- Jestem Shi-ne Mithin - przedstawił się mężczyzna, ale nie wykonał żadnego gestu.
- Mei - odparła sucho dziewczyna odgarniając niesforne loki. Po chwili wahania wyjęła szpilki z głowy pozwalając włosom opaść na ramiona. Lśniły rdzawo w świetle zachodzącego słońca.
- Czego chcesz ode mnie? - odezwała się, gdyż Błogosławiony milczał.
- To takie złe być ciekawym? - Shi-ne uniósł brew udając zaskoczenie - Rzadko widuję gości z Zachodu.
- Nie interesuje cię moje pochodzenie, nieprawdaż? - syknęła dziewczyna rzucając gniewne spojrzenie zadowolonemu z siebie mężczyźnie.
- Ależ interesuje. Czyż szlachcica nie interesuje jakiej krwi jest jego pies? - odezwał się znowu tak spokojnym tonem, że Mei miała wrażenie, ze rzuci się na niego i rozszarpie. Słabo ukryta aluzja, w której wyraźnie pokazywał jej miejsce. Jeśli wszyscy Błogosławieni byli tacy jak on, to powinna zacząć zastanawiać się nad szybkim powrotem do domu.
"Tchórz" przeklęła się w myślach i wysiliła na uśmiech.
- Nie jesteś, panie, szlachcicem. Twa pozycja jest znacznie wyższa - odezwała się, a on wyszczerzył się usatysfakcjonowany - A ja nie jestem suką więc nie będziesz mną sterował, manipulancie - dokończyła, a ostatnia sylaba zamieniła się w głuche warknięcie.
Uśmiech zniknął z oblicza jej rozmówcy, zastąpił go chłodny wyraz.
- Taka jesteś sprytna, co? - odparł, a jego głos stwardniał - Chyba już cię ktoś ostrzegł, że zniewaga mnie, czy któregokolwiek z nas może grozić ci śmiercią.
- Wiem - Mei zmrużyła oczy, ale uspokoiła po chwili. Stanęła twarzą w twarz z koszmarem Przeklętych, który był tylko pyskatym zadufanym w sobie kretynem. Choć strach miażdżył jej krtań oddychała spokojnie i zmusiła się by patrzeć w te kolorowe oczy.
- A wiesz jaka jest twoja pozycja tutaj?
- Owszem - odparła i nagle za Błogosławionym zauważyła jasne loczki, które podskakiwały, gdy ich właścicielka szła w ich stronę. Towarzyszył jej wysoki, nieziemsko przystojny młodzieniec o szarych oczach, które kontrastowały z opaloną cerą i czarnymi włosami.
Mei odruchowo padła na kolana.
Błogosławiony zaśmiał się.
- Taka jest twoja pozycja. Na kolanach przed Błogosławionymi.
- Czyżby? - miękki głos kontrastował z siłą z jaką szarooki odsunął Shi-na.
Książę spojrzał surowo na gościa.
- Bo wydaje mi się, że ta dama nie tobie okazuje szacunek - dokończył patrząc jak mężczyzna pochyla się w ukłonie.
- Wasza Książęca Mość raczy wybaczyć - odezwał się tonem pełnym… uniżenia?
Mei zerknęła spomiędzy splotów, które opadały jej na twarz.
Jej dręczyciel teraz wyglądał zgoła inaczej. Uciekał wzrokiem na bok. Uśmiechnęła się pod nosem. Więc księciu wolno okazywać brak szacunku tym plugawym świętym… Mogło być ciekawie.
- Zostaw nas samych - Lin odprawił Shi- na machnięciem ręki - Możesz wstać - mruknął do wciąż klęczącej dziewczyny.
Mei podniosła się niezgrabnie, czują jak kości odmawiają jej posłuszeństwa. Próbowała się nie skrzywić, gdy kości strzyknęły jej w krzyżu.
- Wasza Książęca Mość uratował mnie - odezwała się patrząc z szacunkiem na swojego władcę. Był młody, mógł mieć jakieś dwadzieścia sześć, góra trzydzieści lat. Stojąca obok niego lady Caroline promieniała szczęściem i mrugnęła wesoło do Przeklętej.
Lin skinął głową. Nie wydawał się być zbyt wesołym człowiekiem, ale był trzecim, oprócz Olivii i Leona, który patrzył na nią bez obrzydzenia i trwogi.
- Caroline poprosiła mnie, gdy ten młody hrabia… jak mu tam… Leonar, oderwał mojego strażnika od służby.
Więc Tadaki pilnował wszystkiego na polecenie księcia.
- Bardzo dziękuję - Mei pochyliła głową.
Coś na kształt uśmiechu przemknęło rzez twarz Lina.
- W końcu kiedyś jak mniemam staniesz się wielką wojowniczką. Nie chciałem by to się skończyło zanim zaczęłabyś trening. Kobieta - potwór, wybacz za nazewnictwo, na moim dworze może umocnić pozycję kraju. Nic tak nie przeraża mężczyzn jak kobieta zdolna ich zabić jednym ciosem.
Caroline zaśmiała się i spojrzała na narzeczonego z miłością.
- Też mam nadzieję, że moja przyjaciółka przyniesie nam chlubę.
- Jako dziedziczka klanu Mishimori, mogę to obiecać - Mei westchnęła ciężko - Wspaniale jest mi poznać mojego wielkiego władcę, ale czy mogłabym się już oddalić? Nie chciałbym martwić dziadka.
- Oczywiście, jutro porozmawiamy - to nie była prośba, ale dziewczyna z uśmiechem skinęła głową ruszyła odnaleźć Tadakiego.
W głowie kołatały się jej różne myśli. Ten wieczór zmienił jej podejście do ludzi.
"…twoja pozycja… na kolanach przed Błogosławionymi"
" …przyniesie nam chlubę"
Rozkaz księcia…
Dziewczyna spojrzała na gwiazdy, które rozświetlały już niebo.
Czy naprawdę wszyscy musieli traktować ją jak swoją własność?

Dziadek był na nią poważnie zły.
- Jak mogłaś strzelić taką samowolkę? Naraziłaś wszystkich na niebezpieczeństwo.
Mei pomyślała, że to trochę przesada. W końcu nic złego się nie stało.
- Panuję nad sobą - odparła spokojnie - Wiedziałam jakie jest ryzyko. Po prostu… chciałam dowiedzieć się sama jacy są Błogosławieni.
Tadaki spojrzał na nią srogo. Drepczący za nim w miejscu Leon wyglądał jak zbity psiak. Dostało już mu się, teraz z nadzieją czekał na karę dla Mei.
"Niedoczekanie twoje…"
- Jeszcze nie wiesz z czym zadarłaś, głupia. Urażona duma Błogosławionego odbije się na tobie prędzej czy później. Wtedy zaboli…
- Więc mam pozwolić, by zrobili z nas zaszczute zwierzęta? Bo tak traktują Przeklętych - wzdrygnęła na wspomnienie spojrzenia Shi-na pełnego satysfakcji z dręczenia jej - Zresztą było, minęło. Dzięki księciu, nie wam…
Leonard wciągnął głośno powietrze zszokowany jej śmiałym oskarżeniem.
Dziadek tylko westchnął. Ku jej zaskoczeniu w jego oczach pojawiły się świetliste ogniki.
- Spór nic nie da. Ale nie myśl, że zawsze się schowasz za plecami władcy. Bo to byłoby zachowanie godne zwierzaka, nie nas - starzec odwrócił się i ruszył w bliżej nieznanym kierunku - Wracaj już do komnaty. Jutro zaczniemy trening - odezwał się na odchodne.
Trening… Mei posmakowała tego słowa. Oj za wesoły był jej dziadek po tym przedstawieniu jakie mu urządziła.
Słowa Leona potwierdziły jej obawy.
- Przygotuj się na tortury z piekła rodem - zawołał wesoło i klepnął w ramię - Przyjdę popatrzeć.
- To tylko trening - Mei wzruszyła ramionami - Nie może być tak źle, prawda?
Usta Leonarda wykrzywiły się w dziwnym uśmiechu. Oczy zalśniły złośliwie.
- Prawda? - Mei powtórzyła niepewnie.


* * * * *
Oślepnę od tego ślęczenia nad klawiaturą. Przepraszam, że tak krótki. Pod koniec wszystko ulotniło mi się z głowy...
  • awatar Zakira Luna: Dopiero co Cię pochwaliłam za długość, a tu co? Nieładnie, nieładnie... <grozi palcem>. Jedyne co Cię ratuje to fakt, że rozdział bardzo mi się podobał :) Ci błogosławieni to...nie, miałam nie używać wulgaryzmów...ech, co to za życie...syper opisy, lecę do następnego! :)
  • awatar Kowalski, opcje!: "Mężczyzna wyczuł obecność obcych" to zdanie miesiąca. Co, że krótki? Moje są krótsze. Mam to samo co Seiti, mózg wywrócony na lewą stronę, może to dlatego, że przed chwilą wróciłam z kina i rzeczywistość jest mało rzeczywista.
  • awatar Seiti: Dzisiaj mi trochę lepiej i... jakoś polubiłam Błogosławionych, rajcuje mnie taki chłód. mrau! Carol chyba zadowolona z przyszłego mężusia. :D też bym była jakbym w prezencie takie ciasteczko dostała. Lubię ciastka. :D Nie daj się, Mei! Dasz radę z treningiem, chyba.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Rozdział III

Nowy świat i nowe inne życie….
Mei westchnęła udręczona i posłała swojemu odbiciu gniewne spojrzenie. Zmarszczyła nos i zmrużyła oczy. Okropność…
Podróż wykończyła ją doszczętnie. Przemiana tylko pogorszyła ten stan. I teraz zamiast nareszcie odpocząć, musiała się przygotować na przedstawienie na dworze Lin Juana.
Szarpnęła mocniej grzebieniem co tylko spowodowało złowróżbny trzask pękającego drewna. Dziewczyna wyjęła z włosów tylko pół przyrządu do układania włosów. Druga połówka zaginęła gdzieś w kołtunie.
Mei spojrzała na rzucony na łóżko nóż. Poczuła nieodpartą pokusę zrobienia z niego użytku i pozbycia się tej przeklętej szopy. Jednak powstrzymała się. Dziadek by ją za coś takiego udusił prawdopodobnie.
Pukanie do drzwi oderwało jej od przemyśleń.
- Proszę - rzuciła szamocząc się z niesfornymi włosami.
Do środka weszła stara kobieta o ciemnej twarzy pooranej głębokimi bruzdami.
- Witam panienko - skłoniła się głęboko z miejsca pokazując swoją pozycję w pałacu. Tylko służba była niższej rangi niż ród Mishimori.
Mei skłoniła głową i wstała z podłogi.
- Witaj - odparła otrzepując swój strój z kurzu. Nie przebrała się jeszcze po podróży, więc jego stan przedstawiał się dość tragicznie.
Służąca otworzyła oczy ze zdumienia.
- Pani, jak ty wyglądasz? Za trzy godziny jest uroczysta kolacja u księcia. Wymagane są odświętne stroje.
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Nie obchodzi mnie to, jestem Przeklęta.
- Ale panienko, książę pragnie cię poznać - kobieta wyglądała na zdziwioną, jakby zachowanie Mei było co najmniej wbrew przyjętemu ogółowi.
- Nie chcę znowu chodzić w tych idiotycznych sukniach. Jestem wolnym człowiekiem i mogę robić co zechcę.
Śmiech dobiegający od drzwi zaskoczył je obie.
- Och, Olivio, uważaj. Dzika kicia ma ostre pazurki. Może udrapać.
- Co? - Mei zmrużyła oczy.
O futrynę w drzwiach opierał się młody mężczyzna w okularach. Długie, jasnobrązowe włosy związane miał w warkocz. Na prosta białą koszulę narzuconą miał bogato zdobioną kamizelkę w różnych odcieniach zieleni. Szerokie spodnie i wiązane na kostce buty dopełniały jego wygląd.
- Panicz Leon - Olivia skłoniła się z szacunkiem - Widzę, że panicz już gotowy.
- Owszem, ale ja widzę, że gwiazda wieczoru nie. Pannica ma zły humorek? - posłał jej złośliwy uśmieszek.
- Kim jesteś? - Mei nie zamierzała odpowiadać na kąśliwą uwagę chłopaka.
- Leonard Montiachi, syn hrabiego, do usług - wykonał elegancki ukłon, choć jego gesty wyraźnie świadczyły, że wciąż kpi sobie z niej.
Dziewczyna dygnęła w zachodnim stylu, choć jej wzrok ciął niczym noże.
- Mei z klanu Mishimori, do usług.
- Paniczu - służąca zasłoniła swoim ciałem widok dziewczynie - Panienka musi przygotować się na wieczór.
- Ależ oczywiście. Do zobaczenia wieczorem, Mei. Mam nadzieję, ze uda się nam porozmawiać.
Gdy wyszedł Mei spojrzała na starą kobietę zaskoczona.
- Co to było?
- Nie przejmuj się. Panicz Leon uwielbia wścibiać wszędzie nosa - mruknęła z uśmiechem - Ale to co mówię ci zachowaj dla siebie, dobrze?
- O, jasne - miała wrażenie, że tę kobietę uda się jej polubić.
- To teraz zabieramy się za upiększenie ciebie - Olivia klasnęła w dłonie, a jej orzechowe oczy zalśniły z podekscytowania.

Mei musiał się poważnie zastanowić, nad tym czy Olivia jest kimś kogo da się polubić. W ciągu dwóch godzin starsza kobieta siłą doprowadziła jej burzę loków do stanu prawie przyzwoitego, choć przy okazji z połowę wyrwała. Jej zabiegi kosmetyczne nie miały w sobie nic delikatnego, a jej duża, jak na ten wiek, siła, obróciła się przeciwko dziewczynie. Została niemal wrzucona do lodowato zimnej wody, a potem niemal obdarta ze skóry. Najprzyjemniejszą częścią chyba było zakładanie odświętnego stroju, którego założenie obyło się bez bólu.
Wymordowana Mei stanęła przed lustrem. Wysiłek Olivii się opłacił. Efekt zdziwił nawet ją.
Długie, gęste loki niegdyś w kolorze czarnym, teraz lśniły blaskiem zachodzącego słońca. Bujne sploty opadały na plecy mieniąc się kolorami piasku, złota i miedzi. Złocistobrązowa cera kontrastowała z tęczówkami, które przybrały barwę płynnego złota. Służąca uwydatniła ich głębię podkreślając je czarnym węglem.
Ale największe wrażenie robiła suknia. Mei miała wrażenie, że ubrano ją w czystą miedź, choć materiał był delikatny jak skrzydła motyla. Obcisła góra ozdobiona była haftami ze złotej nici przetykanej delikatnymi kamieniami piasku pustyni, który też znajdował się w ciężkim naszyjniku i bransoletach. Długa luźna spódnica miała rozcięcie na samej kości biodrowej odsłaniające smukłą nogę obutą w wiązany na łydce pantofel.
Gdy spytała dlaczego jej suknia tyle odsłania, Olivia spojrzała na nią zdumiona.
- A jak miałaby panienka walczyć w tak krępującym materiale?
Oto była odpowiedź. Przyzwoitość szła na bok, liczyła się funkcjonalność .
- Gdyby mnie teraz mama zobaczyła… - mruknęła do odbicia odgarniając włosy z twarzy.
Uśmiechnęła się do swojego odbicia, ale wyszło to niezbyt przekonująco.
Co z tego, że wygląda pięknie, skoro wszyscy i tak widzą w niej potwora?
- Mei - obok niej bezszelestnie stanął dziadek - Gotowa?
- Chyba tak.
- Chyba nie - odparł Mishimori, a jego oczy zalśniły.
Dziewczyna zerknęła zaciekawiona na dziadka.
- Słucham?
- Brakuje tu jeszcze jednego akcentu - spod płaszcza wyjął pakunek i podał jej - Prezent powitalny.
Mei spojrzała na niego zdziwiona i odwinęła delikatny materiał. Pozwoliła by tkanina opadła na podłogę.
- Niesamowity…
Trzymała w dłoni długi sztylet, których pochwa i trzon wykonane były z kości słoniowej, na której wiły się złote wzory przedstawiające dzikiego kota polującego na łanię. Obrazek był tak delikatnie wykonany, że wydawał się być wykonany ręką bogów. Gdy wysunęła ostrze ukazał jej się kolejny wzór tym razem grawerowany w srebrze. Spiralne kwiaty przeplatały się z nieznanymi jej symbolami.
- Co to znaczy? - spytała zaciekawiona obracając ostrze w dłoniach.
- To są błogosławieństwa w runach. Ostrożnie! - zawołał, gdy Mei przesunęła dłonią po krawędzi - Jest naostrzony.
- Piękny - westchnęła w odpowiedzi i w przypływie impulsu uściskała dziadka, jednocześnie uważając by go nie skaleczyć - Uwierzysz mi, jeśli powiem, że to najbardziej udany prezent w moim życiu?
Tadaki poklepał ją po placach lekko zmieszany tą demonstracją uczuć.
- Jeśli jesteś prawdziwą córką Pride'a to owszem - odsunął się i wyprostował szatę - Musimy chyba iść.
- A co mam z tym zrobić? - machnęła sztyletem w powietrzu. Nie miała ochoty się rozstawać z takim cudeńkiem.
- Przypnij go do pasa. Niech widzą z kim mają do czynienia - odparł mężczyzna, a w jego głosie zabrzmiała duma.

Wcześniej Mei nie miała czasu rozejrzeć się po pałacu, ale teraz chłonęła każdy szczegół. Widać było, ze kolejni władcy nade wszystko cenili sobie prostotę i harmonię wnętrza. Pomieszczenia były duże, ale skromnie urządzone. Daleko im było do ociekających złotem i klejnotami pałaców na zachodzie. Ze zdziwieniem dziewczyna zauważyła, że wyglądają o wiele lepiej niż te w których kiedyś przebywała.
Książę miał przyjąć gości w jednej z mniejszych komnat. Gdy tylko służba wpuściła ją i dziadka do środka, dziewczyna musiała przedefiniować pojęcie "mniejszego" pomieszczenia. Sala była olbrzymia, a goście zgromadzeni w niej wydawali się być zgarnięci chyba z całego kraju.
Z nerwów ścisnęła mocniej ramię dziadka.
- Spokojnie - mruknął cicho, tak że tylko ona go słyszała - To tylko małe przyjęcie.
Jej instynkt mówił, że trzeba uciekać i to jak najdalej.
- Mam wrażenie, że wchodzę do paszczy potwora - odszepnęła.
- To tylko takie wrażenie. Przyzwyczaisz się do tego. Wyjaśnię ci te zależności potem.
Mei otworzyła usta by spytać o co mu chodzi, ale ten szarpnął ją a ramię i zawlekł pod ścianę.
- Na razie czekamy tutaj - powiedział i zamarł w bezruchu.
Dziewczyna spojrzała na niego zaskoczona, ale wzruszyła ramionami i oparła się o kolumnę.
Ze swego miejsca mogła spokojnie obserwować tłum ości, którzy przypominali wielobarwne ptaki. I kobiety, i mężczyźni kochali kolory, którymi ozdabiali swe ciała, jednak, jak zauważyła Mei, nie wyglądało to tak tandetnie i kiczowato jak na Zachodzie. Większość ludzi była podobna do siebie. Mieli złocistą cerę i ciemne włosy. Młoda Przeklęta pomyślała, że wśród nich musi być rażąco inna.
I poniekąd miała rację. Przechodzący tu i ówdzie goście zerkali ciekawie na jej złoto-brązowe włosy i połyskujące kocie oczy, po czy oddalali się pospiesznie szepcząc do siebie i rzucając jeszcze ukradkowe spojrzenia na dziewczynę. Nikt się do nich nie zbliżał na odległość bliższą niż trzy metry, jakby spodziewali się ataku z ich strony.
Mei nie wytrzymała i odwróciła się do dziadka.
- Gapią się na nas bo jestem tu nowa, czy dlatego, że znają ciebie.
Starzec uniósł brew.
- Sądzisz, ze moja reputacja tutaj jest, aż tak słaba, że omijają mnie szerokim łukiem? - zanim zdążyła odpowiedzieć posłał jej krzywy uśmiech - Niestety. Tygrys, nawet na smyczy władcy, wciąż jest dla ludzi dzikim zwierzęciem.
Prosta definicja ich pozycji na dworze….
- A poza tym ciekawi są Przeklętej kobiety. Od kilku pokoleń, żadna nie była szkolona na strażnika władców. Ludzie są ciekawi. Zawsze tak było i niestety tak będzie.
- Cieszę się - odparła zgryźliwie Mei i mrużyła oczy pod adresem dziecka, które gapiło się na nią z otworzonymi ustami. Maluch pisnął cicho i podbiegł do matki, która osłoniła go ramionami rzucając pogardliwe spojrzenie Przeklętej. Dziewczyna uniosła pogardliwie kąciki ust i kobieta złapała dziecko za rękę i oddaliła się.
- Mei, nie rób przedstawienia - zadowolenie ulotniło się pod wpływem ostrego spojrzenia Tadakiego.
- Gapią się jak na wilka w klatce. Jak ty to dziadku wytrzymywałeś tak długi czas?
- Porzuć arogancję to zobaczysz. Ignoruj tych ludzi, bo jak będziesz reagować, oni zaczną cię zaczepiać. Zwłaszcza młodzi mężczyźni…
- Typowe - widać płeć przeciwna nie różniła się bardzo od tej z rodzinnych stron. Chociaż… tu przynajmniej mężczyzna wyglądał jak mężczyzna, a nie pudrowana patykowata lalka. Ubrania, nawet te eleganckie odsłaniały ciała, które w większości wyglądały na choć trochę dopracowane. Widać było, że tu nawet wyższe sfery potrafiły ciężko pracować.
Młodzieniec na którym dłużej zatrzymała wzrok mrugnął do niej bez skrępowania i wyeksponował muskuły. Mei zachichotała i zaróżowiła się lekko, gdy chłopak odpowiedział uśmiechem i ruszył w ich stronę.
- O nie - jęknęła.
Tadaki posłał jej złośliwe spojrzenie.
- A nie mówiłem…
Młodzieniec podszedł do nich i pokłonił się głęboko starcowi.
- Mistrzu, witaj z powrotem.
Tadaki westchnęła
- Nie udawaj, Nishiki, że nagle przypomniałeś sobie o starym nauczycielu.
Chłopak wyprostował się ze śmiechem.
- Panie Tadaki, prześwietla pan mój umysł na wylot. Kim jest ta młoda pani? - skierował spojrzenie na Mei. Jego oczy miały głęboki ametystowy kolor. Przeklęty…
Dziewczyna otrząsnęła się z pierwszego szoku i ukłoniła się tak jak pokazała jej Olivia.
- Mei z klanu Mishimori. Miło mi poznać.
Nishiki błysnął olśniewająco białymi zębami.
- Jestem Nishimir z klanu Tanuko. I cała przyjemność po mojej stronie - gdy pochylił głowę jego długi czarny warkocz opadł na ramię. Jego koniec miał barwę soczystej zieleni - Zwłaszcza, że to moja przyszła koleżanka po fachu, jak mniemam?
- Jeszcze się okaże - dziewczyna nie wyobrażała sobie jak może wyglądać jej przyszła praca - Służysz tutaj? - spytała z nadzieją. Nishiki wyglądał na pomocnego gościa, a tacy byli bezcenni.
- Niestety nie. Przyjechałem tylko z moją panią, księżniczką LeeNee z państwa sąsiadującego z Rithistad. Ale często bywam jako posłaniec na tutejszych ziemiach, więc możesz mnie kiedyś spotkać - mrugnął porozumiewawczo do Mei.
- Nishiki, chyba twoja pani cię potrzebuje. Nie możesz jej zostawiać na długo samej - Tadaki wtrącił się.
- Ta, ja wiem, że nie chcesz mnie widzieć mistrzu - odparł niezrażony chłopak - Ale poniekąd masz rację. Lepiej by księżniczka nie czuła się samotna. Do zobaczenia, Meicia - skłonił się znowu i odwrócił - A tak przy okazji zabójczo wyglądasz - rzucił na odchodne i zostawił ich nim dziewczyna dążyła odpowiedzieć.
Starzec potarł skronie.
- Za każdym razem jak go widzę dostaję migreny.
- Wydaje się być miły - "I nie dygocze na widok każdej dziewczyny, jak chłopcy z mojego kraju" dodała w myślach.
- Panienka Mei? - rozległ się głos i do dziewczyny dopadła zziajana służka, która dygnęła szybko - Księżniczka Caroline prosi do siebie panienkę, niezwłocznie.
Mei odwróciła się do dziadka.
- Idź, coś czuję, że lady cię teraz potrzebuje.
- Znajdę cię potem, dziadku - skłoniła się mu i ruszyła za służącą ignorując szepty za swoimi plecami.
Kobieta zaprowadziła ją niesamowicie pięknego pokoju. Wnętrze ozdobione było muślinowymi szalami rozwieszonymi tak, że pokój przypominał tęczowy namiot. A po środku na jedwabnych poduszkach siedziała blada jak ściana przyszła żona Lin Juana. Otaczały ją służące, które coś do niej mówiły i współczująco poklepywały po dłoniach.
- Możemy zostać same? - Mei podniosła wysoko głowę i spojrzała na nie z góry. Rozpierzchły się niczym stado wróbli, mamrocząc coś o potworach.
Przeklęta usiadła obok Caroline i patrzyła na nią w milczeniu. Przyszła władczyni ubrana była w piękną jasnoróżową suknię z dekoltem, który odsłaniał ramiona. Długie rękawy wyszywane srebrem szeleściły, gdy nerwowo poprawiała złote loczki opadające na czoło. Mei spojrzała zazdrośnie na jej włosy. Piękne jasne loki miękko okalały twarz w kształcie serca, tak śliczną, że mężczyźni wszczynali by o nią wojny. Sama chciałaby tak wyglądać, a nie jak rozczochrana dzikuska, której milszy był las niż wytworne sale.
Smukła brzoskwiniowa dłoń chwyciła niepokorny kosmyk w kolorze piasku i pociągnęła.
- Jesteśmy teraz jak siostry - Caroline uśmiechnęła się słabo i opuściła dłoń - Dobrze, że przyszłaś.
- Co się stało?- Mei nie do końca rozumiała zachowanie swojej przyjaciółki. Niemal całą podróż była oazą spokoju, a teraz dygotała jak skrzyczane dziecko.
- Mimi, ja się boję - padła odpowiedź - Boję się tego wszystkiego. Książę jest podobno młody, ale wcale nie wiem jaki może być. Nie chodzi mi nawet o wygląd, ale sama wiesz… Ile dziewcząt wydawano za mąż za pozornie miłych, kulturalnych dżentelmenów, którzy potem okazali się tyranami domowymi i upokarzali swe żony. Ja nie chcę takiego życia…
- Cicho - Mei złapała trzęsące się ręce Caroline i ścisnęła tak mocno, że ta pisnęła - To nie te n sam świat. To nie to samo rodzinne miasto. Tu panują inne zasady. W razie gdyby coś się wam nie udało możesz napisać list rozwodowy. A jakby to nie pomogło masz mnie i mojego dziadka. Tadaki ma duże wpływy i szacunek całego rodu Juan. Jakoś byśmy cię z tego wyplątali… jakby co mogłabym postraszyć księcia swoimi żółtymi ślepiami - zaśmiała się i zmrużyła oczy.
Caroline uderzyła ją lekko w rękę, ale zaraz zachichotała.
- Ty, niedobra! Nie żartuj sobie - powoli się uspokajała i westchnęła - Może i masz rację… Nie może być tak źle, prawda?
- No oczywiście - odparła z uśmiechem Mei, modląc się by to była prawda - A teraz ogarnij się. Zaraz poznasz męża… - mocny uścisk Caroline odebrał jej oddech.
- Dziękuję siostro. Jesteś wspaniała
Mei zarumieniła się.
- Bez przesady. Zobaczysz tylko jak mnie będą tu traktować. Zapowiada się świetnie wręcz - westchnęła ciężko.
- Jak będę już rządzić to dam im do zrozumienia, że mają cię szanować - odparła wyniosłym tonem Caroline i wstała. Ustawiła się w dystyngowanej pozie i z poważną miną rzekła - I co Mimi? Czy wyglądam władczo?
Mei roześmiała się.
- Wasza Wysokość - dygnęła i odwróciła się do drzwi. Położyła dłoń na klamce i spojrzała na swą przyszłą władczynie. Zrobiło jej się przykro, że nie będą mogły przebywać ze sobą tyle czasu ile by chciały. Jednak wykrzesała z siebie ostatni trochę przygaszony uśmiech - Wszystko się ułoży - rzuciła na odchodne i wyszła.
Łzy zapiekły ją w oczy, ale powstrzymała je. Nie wolno potworom okazywać słabości. Dziadek by ja zbeształ za zbytnie rozczulanie się nad sobą.
Dotknęła dłonią sztyletu, którego ciężar i chłód przynosił ukojenie. Weszła z powrotem do sali patrząc na wszystkich wojowniczo. Pod jej buntowniczym spojrzeniem, ci, którzy wcześniej szeptali na jej temat usuwali się z drogi, szybko jak myszy polne.
Gorycz zalała serce Przeklętej. Traktowali ją jak zwierze, któremu trzeba schodzić sprzed oczu, bo nosi na sobie obroże władcy. Takie zwierze się omija, ale jednocześnie nienawidzi za przywileje i szacunek, tych którym służą.
- Mademoiselle? - czyjś głoś wyrwał ją z filozoficznych rozmyślań. Dziewczyna odwróciła głowę.
Leonard spojrzał na nią z dezaprobatą. Pod grubymi szkłami okularów lśniły ciemnobrązowe oczy.
- Weźże się uśmiechnij, bo gości gotowi cię zastrzelić. Poszła już plota, na temat nowego, niekiełznanego potwora, panoszącego się po zamku. Podobno ma jasne włosy jak zboże i wielkie kły. Uśmiechałaś się do kogoś może?
- Śmieszne - rzuciła młodemu mężczyźnie poważne spojrzenie - Ktokolwiek rozgaduje o mnie takie rzeczy, będzie musiał porozmawiać ze mną.
- Ha, to dopiero śmieszne. Słuchaj mała, twój dziadek zrobił ze mnie twoją niańkę, więc nauczę cię paru rzeczy. Po pierwsze nie rób nic podejrzanego dopóki nie uzyskasz przychylności księcia. Po drugie nie wywyższaj się tak. To że wszyscy traktują cię jak bestię nie znaczy, ze masz im dawać do tego powody. A po trzecie… - spojrzał na nią, a światło odbite od okularów oślepiło ją na moment. Usta młodzieńca wykrzywiły się - Do diabła!
- Co? Trzecie do diabła? - Mei nie wiedziała o co mu chodzi dopóki nie skierowała wzroku tam, gdzie Leon.
Pojawili się nowi goście. Po strojach można było zauważyć, że przybyli z daleka i dopiero co zsiedli z koni. Wszyscy byli wysocy, jasnoskórzy, ubrani w kunsztowne szaty. Na przodzie kroczyła para. Widać było, że to arystokratyczne małżeństwo. Mężczyzna nosił przy boku miecz. Był jedyny uzbrojonym na sali poza Mei. Kobieta przy jego boku o klasycznych rysach twarzy patrzyła ciepło na zebranych.
Mei poczuła szarpnięcie za rękaw. Spojrzała wrogo na natarczywego Leona.
- No co?
- Wracamy do twojego dziadka. Szybko - powlókł ją za ramię, a ona była zbyt zaskoczona by zaprotestować.
Tadaki spojrzał na nich jak na parę wariatów.
- Co za błazenadę odstawiacie? Nie wstyd wam?
- Panie Mishimori, przybyli władcy Northen.
Starzec spojrzał zaskoczony.
- Jak to? Mieli przysłać posłów…
- Ale najwidoczniej sami się wybrali - jęknął Leonard i zdjął okulary. Mrużąc oczy przecierał je chusteczką.
- No ładnie.
Znikąd zjawił się Nishiki. On również wydawał się być zdenerwowany.
- Mamy problem.
- Hej - Mei miała dość tych dziwnych scenek - Ktoś mi wyjaśni o co chodzi?
Wszyscy jak na komendę odwrócili się do niej jakby zapomnieli, że istnieje.
- Meicia - zaczął Nishiki, a język wydawał się mu plątać - Dziadek ci opowiadał o Błogosławionych, prawda?
- No, tak. Czczeni, wielbieni i w ogóle bóstwa. Ale o co chodzi?
- Otóż w Northen Błogosławieni nie tylko są czczeni i tym podobne. Mają ten cudowny przywilej bycia traktowanymi przez władców jak ulubione dzieci. Para królewska nigdzie się bez nich nie rusza. Ba każda zniewaga tych ich "dzieci" grozi śmiercią i rzeczami nawet od niej gorszymi.
- Rozumiem - dziewczynie przestało się to już podobać.
- To nie wszystko. Z reguły w każdym miejscu, gdzie są urządzają polowania. I kochana moja zgadnij kogo szlag wtedy trafia - fioletowooki Przeklęty niemal dygotał, a w spojrzeniu czaił się zwierzęcy lęk. Jak na tak silnego Przeklętego charakter miał dość słaby.
Mei westchnęła. Czuła się, jakby ktoś walnął ją w brzuch.
- Nie mów, że…
- Tak, owszem - odpowiedział jej Tadaki, gdyż Nishiki najwidoczniej nie był w stanie - Urządzają sobie łowy na potwory. A świeże mięsko zawsze ich ciągnie…
Dopiero po chwili dziewczyna zrozumiała o co mu chodzi.
- No, a ja denerwowałam się głupim przyjęciem - uśmiechnęła się krzywo do dziadka, ale wiedziała, że wzrok ma pewnie tak pełen strachu jak Nishiki.
Obok nich przeszedł chłopak ubrany w ciemnobłękitny płaszcz. Serce Mei zamarło, gdy ominął ją wywołując falę paniki i pierwotnego strachu. Odwrócił się na chwilę, patrząc na nią z obojętnym wyrazem twarzy. Potargane czarne włosy zasłaniały jego twarz, ale gdy odwrócił się odsłoniły oczy, które przez ułamek sekundy lustrowały ją zimnym wykalkulowanym spojrzeniem. Prawe oko miało srebrną barwę, a lewe lodowo błękitną. Jednak oba miały ten sam wyraz. Czaiła się w nich chęć mordu.
Nieznajomy nawet się nie zatrzymał, ale dziewczynie wydawało się, ze ta chwila trwa wieczność. Gdy granatowy płaszcz zniknął jej z oczu, odwróciła się powoli do reszty.
- Błogosławiony, tak? - spytała słabo.
- Tak, ale jeszcze młody i niezbyt silny.
Niezbyt silny? Czując jego obecność Mei miała ochotę rzucić się na niego i zabić, a jednocześnie uciec jak najdalej i schować się pod łóżkiem. Jeśli on był słaby, to jak potężni mogli być ci Błogosławieni?
- Przygotuj się na możliwy rozlew krwi tej nocy - Tadaki położył na jej ramieniu dłoń.
Tylko taką odpowiedź uzyskała
  • awatar Kowalski, opcje!: Piąteczka Lisa! Też wolę czarnowłosych.
  • awatar Lisa Angels: Ja wolę czarnowłosych albo czerwonowłosych :D
  • awatar Seiti: Mój Nick ma jasne włosy i mój Bubuś również. XD Ciągnie nas w tę samą stronę, oj ciągnie. :D Kiedy next?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Niepokonani: "Początek nowego świata"

Pociągnęła wilka za sobą w stronę zabudowań. Ku swojemu zadowoleniu zauważyła, że nie stawiał zbytniego. Jego zamglone spojrzenie znowu pozbawione był jakichkolwiek emocji.
Kopnięciem otworzyła skrzydłowe drzwi i zawlekła swojego towarzysza do środka.
- Wredna baba - mruknął Nick, gdy szarpnęła go za ramię trochę mocniej.
- Twoja wina. Ruszałbyś się bardziej żywo - mruknęła w odpowiedzi.
Oczy wilka zamigotały błękitnym płomieniem.
- Jakbyś nie zauważyła jestem martwy. Z reguły ktoś, kto jest martwy nie może być bardziej żywy.
- Się okaże jeszcze ….
Zaprowadziła go do pokoju. Był schludny i czysty.
- Kurde, mają tu lepiej niż u nas. Zazdroszczę - westchnęła cicho oglądając proste, aczkolwiek przytulne pomieszczenie.
Nick usiadł na łóżku i posłał jej zirytowane spojrzenie.
- Czego jeszcze ode mnie chcesz? Mało mnie dręczyłaś za życia?
"Będzie trudno" pomyślała i oparła się o drzwi. Nie ucieknie jej. Była znacznie silniejsza.
Przez chwile zastanawiała się czy nie połamać mu kości, ale zaraz zmroziła ją ta myśl. Dlaczego miałaby to robić komuś kto dopiero co tyle wycierpiał.
Potrząsnęła głową chcąc pozbyć się wstrętnych myśli.
- Nicolas Liar? - spytała zamiast tego - Czemu mi o tym nie powiedziałeś
- A pytałaś? - kolejne wrogie spojrzenie.
- W sumie racja - poczuła palący wstyd. No oczywiście zawsze zajmowała się sobą i nie obchodziło ją to dotyczyło reszty. Ale upokorzenie!
- Wiem, że mnie pamiętasz - odezwała się po chwili dziękując za to, że jej twarz nie zdradziła mu jej uczuć - Ale chciałabym widzieć ile.
Mężczyzna uniósł brew.
- Jesteś Holly, demon, bądź coś w tym stylu. Żywisz się ludźmi i jeśli o nich chodzi traktujesz ich jak śmieci. Nie obchodzi cię nic poza tobą samą, już nie wspominając o tym, że jak tylko masz okazję próbujesz manipulować wszystkimi wokoło dla własnej korzyści
Ręce dziewczyny zadrżały. Mówił szczerze, nie okłamywał jej. On naprawdę tak myślał.
Dlaczego zostały mu tylko złe wspomnienia? Dlaczego nie pamiętał reszty?
- Nick… - zaryzykowała - Pamiętasz komu wyznawałeś miłość?
- Oczywiście, demonico - jego czoło wygładziło się i uśmiechnął się - mojej dziewczynie.
"Tak" jej podświadomość wykonała taniec zwycięstwa.
- A ta dziewczyna to - pociągnęła go za język.
- Jenny - mruknął rozmarzony - Moja śliczna Jennifer.
- Że co, kurwa? - wrzasnęła Holly odrywając się od drzwi. Jak Jennifer? Kto to do cholery jest?
W oczach Nicka znów zabłysnął szafirowy płomień.
- O kurcze - na chwilę zapomniała o swojej urażonej dumie i podeszła bliżej.
Wcześniej myślała, że to tylko gra światła, ale teraz widziała wyraźnie, że oczy wilka żarzą się niebiesko.
- Weź kobieto się odsuń - Nick wyciągnął rękę chcąc ją odepchnąć, ale dłoń zamarła w powietrzu. Na smukłych palcach tańczył błękitny ogień - Co to? - potrząsnął dłonią, a ogniki zniknęły.
- Czyli chyba się udało. Możesz wrócić do życia! - złapała go za rękę mimo wyraźnych protestów.
- Nie dziękuję, postoję. Nie chcę wracać do tej chorej rzeczywistości - próbował rozdzielić ich ręce -Puść, cholera.
- Nie, dopóki nie wbiję ci do głowy tego co powinno tam być - warknęła. Czemu wydawał się być silniejszy? W końcu ona była demonem. A teraz jego dłoń miażdżyła jej kości.
- Do cholery, odwal się ode mnie - jego oczy lśniły z złości i czegoś jeszcze - Holly, to ci nic nie da - dodał cedząc słowa, gdy wbiła paznokcie w jego dłoń.
Siłowali się piorunując wzrokiem.
Oczy Holly wypełniły łzy. Nick był kimś innym, nie takiego go znała.
- Co się z tobą stało?
Wilk zjeżył się.
- Umarłem. To trochę wpływa na postrzeganie świata i istot - spojrzał na nią pogardliwie.
- Ty! - zamachnęła się chcąc przywalić mu za pyskowanie. Jednak on uchylił się, a pięść trafiła powietrze. Nie mając oporu Holly zachwiała się i grunt uciekł jej spod nóg. Uderzyła z całej siły w Nicka, który nie zdążył się osłonić.
Upadli na materac, który zamortyzował uderzenie.
- Au…
A raczej zamortyzował upadek Holly. Blondyn trzymał się za nos.
- Walnęłaś mnie łokciem - syknął.
- Twoja wina. Było się mi nie stawiać - dziewczyna uśmiechnęła się. Zanim Nickowi udało wyjść z oszołomienia przetoczyła się i usiadła na jego brzuchu.
- Złaź ze mnie - w szafirowych oczach zobaczyła zaskoczenie, ale nie wykonał żadnego ruchu by ją strącić. Albo wywnioskował, że jak się ruszy to połamie mu kończyny, co zresztą w razie czego planowała, albo wracała mu pamięć.
- Nie - walkiria uśmiechnęła się przekornie. Nachyliła się nad jego twarzą - Nic ci nie jest. Aż tak wielkiej krzywdy ci nie zrobiłam.
- Świetnie, więc teraz bądź tak łaskawa…
- Cicho - zdusiła jego słowa pocałunkiem. Gdy próbował odsunąć głowę przygryzła jego wargę. - Nie zrobisz niczego, dopóki nie wyrazisz zgody na powrót.
Błękitny ogień zatańczył na jego włosach. Holly musnęła je ręką chcąc zobaczyć czym są, ale nie miały ani konsystencji, ani temperatury. Ogień, bez dymu nie robił żadnej krzywdy.
- Holly - zirytowany szept odwrócił jej uwagę od płomieni. Wzrok Nicka skupiony był na jej twarzy - Ładne te wzory - wyszczerzył zęby i gdy ona zastanawiała się o co mu chodzi, zrzucił ją z siebie i przycisnął do łóżka - Ładnie to tak pogrywać ze mną?
- Hej! - próbowała się wyrwać.
- Co mówiłaś na temat wyrażania na coś zgody?
- Puść mnie wariacie! Myślisz, że wolno ci mną pomiatać? - kopnęła go łamiąc nogę.
Nick zmarszczył czoło jakby tylko go delikatnie pacnęła.
- Na więcej cię nie stać - posłał jej uśmiech, który wyglądał na szczery.
- Rozwaliłam ci kość, a ciebie to bawi? - wykrzyknęła obrażona.
Czym on był? Co stworzył chcąc go ratować?
- Hm jak to mówiłaś? Ach tak… Cicho siedź - nachylił się i ich wargi się zetknęły. Przez ciało dziewczyny przebiegł dreszcz. Cholera to nie tak miało być!
Jego usta zsunęły się na szyję drażniąc wrażliwą skórę. Holly spięła się, gdy musnął czułe miejsce. Nigdy nie powinna odsłaniać szyi przed nikim. To była najszybsza droga do śmierci. A teraz pozwalała na to tej istocie, która była tak różna od jej poważnego i opanowanego wilka.
Złapała go za szyję przyciągając do ciała. Jego ręce chwyciły jej wąską talię, gdy oplotła go nogami odchylając głowę.

Nick spojrzał na demoniczną dziewczynę, która patrzyła na niego oczami zamroczonymi z pożądania. Błękitny ogień lizał jego skórę, gdy rozpinał koszulę, by dostać się do ukrytego pod nią ciała. Jednak nie zwracał na nie uwagi. Nie miał zamiaru roztrząsać tego. Cienki materiał opadł odsłaniając alabastrową skórę. Z cieniem irytacji zauważył, że jest o wiele chudsza niż powinna. Zamknięcie źle na nią działało.
Jednak nie wyglądała tak źle. Ciało było kształtne i kuszące…
Nick uśmiechnął się drapieżnie. Krew uderzyła mu do głowy, a jego własne ciało pragnęło dotyku tych smukłych bladych ramion. Odetchnął głęboko, gdy Holly otarła się o jego męskość. Jej wielkie oczy przybrały kolor jadeitu, a wargi zaczerwieniły się od pocałunków. Jej dłonie otoczyły jego twarz przyciągając do swojej. Jej zęby znowu złapały jego wargę, kalecząc do krwi, a jej noga gładziła jego udo. Przekręciła się tak, że teraz siedziała na jego kolanach, a jej ciało wiło się nad nim drażniąc i rozbudzając palące pożądanie.
- Nick - szepnęła, a jej ręką zatańczyła na jego rozporku. Mroczny uśmiech zmienił jej oblicze, gdy przez materiał zacisnęła dłoń na jego przyrodzeniu - Wrócisz ze mną?
- Tak - zgodziłby się nawet, gdyby prosiła by odciął ramię, byleby nie przestawała.
Pocałował ją żarliwie, a ona odpowiedziała mu tym samym.
Po chwili oderwała się jednak od niego i spojrzała w oczy. Jej wzrok był surowy i zimny niczym lód.
- Zbieraj się przystojniaku - ku jego zaskoczeniu zsunęła się z jego kolan i złapała koszulę narzucając na nagie ciało.
Przez chwilę siedział w osłupieniu patrząc jak zapina guziki. Miała poważny wyraz twarzy, choć jej ręce lekko dygotały.
Zaczął się śmiać. Skubana diablica!
- Wiesz co - rzucił z wyrzutem wstając - jesteś okrutna.
- Może, ale nie głupia. Wiedziałeś kim jestem jak tylko mnie zobaczyłeś. I wiem co siedziało w twojej głowie, skarbie - uśmiechnęła się krzywo .- Zresztą zasłużyłeś sobie za tą Jennifer - zmrużyła oczy.
- Ale nie kłamałem - Nick zaplótł ręce na piersi patrząc na dziewczynę z urazą - lubisz się bawić ludźmi i wykorzystywać ich.
- Ta, przystojniaku, ale tobą zabawię się jak wrócimy.
Mężczyzna rzucił jej spojrzenie, dobitnie świadczące o tym co myśli na ten temat.
- Dobra - uniósł ręce do góry - W porządku. Wracam do żywych.
- Cudownie - Holly poderwała się by go uścisnąć. Nick przytulił ją do siebie i uśmiechnął.
W porządku wróci do tego podłego świata. Ale teraz wszystko będzie się toczyć na jego warunkach.
- Dobra, mała. Prowadzisz - otworzył jej drzwi. Ruszyła przodem pogrążona w swoich myślach. Nick wiedział, że potrafi się wedrzeć do jego umysłu, więc skupił się by zablokować jej dostęp.
Lepiej by nie wiedziała co ją może czekać, gdy wrócą.

Tabris skulił się, gdy nadczłowiek po raz kolejny dźgnął go mieczem. Rany nie goiły się, a zmęczenie nie pozwalało mu się skutecznie bronić. Kątem oka widział jak Zmora spada ze swojego wierzchowca, który zmienia się w smugę dymu. Demonica walczyła z dwoma nadludźmi, a jej obrona słabła z każdą chwilą.
Przegrywali..
Głośny huk zdekoncentrował demona, tak, że nie zauważył wymierzonego w niego ciosu. Poczuł jak ostrze nasączone czarną substancją wbija mu się w serce. Upadł nie mogąc się ruszyć.
- Tabris - kolejny cios blokował Viljar ratując demona przed śmiercią. Chimera krwawiła z nosa, a cały bok pokrywała świeża krew.
- To koniec. Są silniejsi - lisi demon zacisnął dłoń na ranie, która nie chciała się zagoić. Zaraz wykrwawi się i umrze. Zupełnie jak zwykły człowiek…
-DOŚĆ - potężny ryk rozbrzmiał na niebie zagłuszając zgiełk walki - WYNOCHA NĘDZNE LUDKIE SZUMOWINY!
Nadludzie spojrzeli w górę zaskoczeni. Wydawali się być zmieszani i na chwilę zaprzestali walki.
Z nieba spadł czarny kształt o olbrzymich nietoperzach skrzydłach, który spadł na ziemię wybijając w niej krater. Potężna trzymetrowa istota ruszyła w ich stronę.
Tabris podniósł się na kolana. Spojrzał na skrzydlatego odzianego w czarną zbroję. Kim on mógł być?
Tajemnicza istota podniosła ręce do góry na olbrzymie poszarpane skrzydła rozłożyły się całkowicie.
- JAM JEST PAN MIASTA GRZECHU - głos wydawał się grzmieć z każdej strony - COFNIJCIE SIĘ LUDZKIE KREATURY, BO ONI SĄ POD MOJĄ OPIEKĄ.
Demony i chimery nie kryły zaskoczenia widząc jak nadludzie cofają się i w panice umykają w stronę miasta.
Gdy ostatni z nich oddalił się. Istota podeszła bliżej.
- Kretyni - rozległ się głos, teraz już niewątpliwie pochodzący spod przyłbicy. Nagle ciało przybyłego skurczyło się, a zbroja zniknęła.
Marco otrzepał rękawy eleganckim gestem.
- Dobra - omiótł wzrokiem zebranych - A teraz spieprzamy zanim skapną się, że to tylko iluzja. Holly i Nick dadzą sobie radę sami.
Tabris pomyślał, że chyba już ma omamy. Jednak wystąpił przed innych i spojrzał prosto w oczy bezpańskiego demona.
- Prowadź.

Nick
  • awatar Kowalski, opcje!: To ja się już nie zaliczam, wolę brunetów. Co za boski rozdział. Nie mogę się doczekać kolejnego, weny życzę. PS Fajne tło, awatar też.
  • awatar SallyLou: Ha moje będzie troszkę inna :) Ale dusze sprowadzać będzie :D
  • awatar Seiti: Walkireie były boginiami, co sprowadzały dusze wojowników, tych najdzielniejszych. ;) Mnie tam intryguję, co się dzieje z Nickiem.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Niepokonani: " Królestwo Umarłych"

Nathaniel czuł się jak w chorym śnie. Te istoty, nadludzie, byli niezniszczalni. Włączyło ich tylko pięciu, a mieli dużą przewagę nad nimi. Byli szybcy i cholernie silni. Mężczyzna na własne oczy widział jak Zmora przebiła włócznią głowę jednego z przeciwników, a Eld dokończył dzieła odrywając ją od korpusu. Niemal krzyknął z radości, ale po chwili zobaczył, że bezgłowe ciało dalej stoi, a na dodatek wyciąga ręce kierunku zielonoskórego demona, który patrzył w zdziwieniu jak nadczłowiek idzie w jego stronę.
- Wyrzuć to - ryknął Nathaniel, a Edl porzucił trofeum i wzbił się w górę uciekając przed wrogiem, który już wyciągał po niego ręce. Jednak zaraz opuścił dłonie i podniósł głowę nasadzając ją na szyję. Tkanki, naczynia i mięśnie zrosły się ze sobą, Nadczłowiek znów wyglądał jak nienaruszony.
Viljar wraz z Tabrisem metodycznie siekali kolejnego nadczłowieka, ale ich wspólny wysiłek był tak samo bezowocny. Rany goiły się natychmiast, a odcięte części ciała przyrastały z powrotem.
Nie było dobrze. Reszta też nie radziła sobie dużo lepiej. Jedyne co mogli robić to atakować i uskakiwać przed ciosami. Ale w końcu nawet taka taktyka mogła okazać się zawodna.
- Z motyką na słońce - mruknął pod nosem Nathaniel i odwrócił się kątem oka widząc łowcę, który wbiegał do tunelu trzymając miecz.
- Przygotować broń - ryknął do reszty i zniknął w ciemnościach. Musiał polować na Nicka. Chimera rzuciła się w pościg za nim. Ale potężne drzwi zatrzasnęły się, a nadczłowiek zablokował je od środka. Mężczyzna trzasnął pięścią w metal.
- Kurwa - warknął i odwrócił dostrzegając łowcę, który z uśmiechem sunął w jego kierunku. Wycelował w niego z kuszy.
- Gorzej być nie może - mruknął Nathaniel.

- Nie zgadzam się - głos uwiązł w gardle Holly. Tak być nie mogło, nie miała zamiaru pozwolić odejść temu wilkowi.
Cały czas ściskała jego wciąż ciepłą dłoń jakby to miało przywrócić mu życie. Wodziła oczami po jego twarzy szukając jakichkolwiek oznak, że jednak się myli. Nick wyglądał jakby spał, choć dziewczyna doskonale wiedziała, ze tak nie jest. Serce ucichło, płuca nie pracowały, a umysł jakby zniknął. Pusta skorupa pozbawiona żywotności.
Nie wiedziała ile już tu trwa. Przestał ją obchodzić czas i inne istoty, które znajdowały się w pobliżu. Czuła tylko jak ciepło uchodzi z ciała jej wilka, a twarz blednie w miarę jak odpływała z niej krew. Pomyślała o tym, że nigdy już nie zobaczy tego smutnego, lekko sarkastycznego uśmiechu.
Wstała zataczając się. Oczy lśniły dziko w półmroku jak ślepia kota. Zacisnęła zęby by powstrzymać kolejny wybuch płaczu. Nie mogła teraz się rozczulać jak bachor nie będzie płakała dopóki śmierć nie zwróci jej tego co należy do niej.
Chwyciła zakrwawiony nóż porzucony przez Jacka. Mroczna cząstka jej umysłu podszeptywała jej co ma zrobić.
A Holly jej posłuchała.
Podniosła do góry zakrwawione ostrze. Zalśniło szkarłatnie w słabym świetle lamp.
"Dalej" szeptała jej podświadomość "Zrób to"
Dziewczyna zacisnęła kły i z całej siły wbiła ostrze w swoją pierś. Wrzasnęła czując przeszywający ból. Instynktownie chciała wyjąć ostrze i skulić, ale powstrzymała się. Krew ściekała na ziemię, która wchłaniała ją, jakby była to ofiara.
Jej ręce trzęsły się jak u chorej na padaczkę, ale nie wypuściła trzonu.
- Kurwa… - strużka krwi popłynęła jej po brodzie skapując na twarz Nicka. Rozdygotana potworzyca spojrzała na niego z nadzieją, jakby miał zaraz otworzyć oczy. Jednak tak się nie stało. Nóż tkwił za płytko.
- Nie - jęknęła dziewczyna próbując poprawić uchwyt. Palce ślizgały jej się od krwi, ale w końcu złapała pewniej i bez zastanowienia zagłębiła ostrze w swą pierś celując w serce. Zawyła nieludzko, a blask szafirowych oczu przygasł. Upadła i obraz przed oczami rozmył się.

Holly nie wiedziała kiedy odzyskała przytomność. Leżała na ziemi zbyt słaba i zmęczona by drgnąć. Co się z nią stało?
- Moje gratulacje - spokojny głos nad jej głową zmusił ją by uniosła wzrok. Postać odziana w pelerynę pochylała się nad nią, a lśniące białe oczy były jedynym co widać było spod kaptura.
- Udało mi się? - Holly przyjęła wyciągniętą dłoń i wstała.
Zdecydowanie nie był to obrzydliwy tunel nadludzi.
- Tak, kobieto. Otworzyłaś przejście do mojego świata. Witaj w Krainie Umarłych - jej towarzysz wykonał zamaszysty gest prezentując swą krainę.
Ponure, ciemne miejsce zasnute było mgłą. W oddali majaczyły się zarysy budynków i małych ruchomych istotek. Zmarłych.
- Udało się - Holly uśmiechnęła się usatysfakcjonowana. Czyli ten cichy głos w głowie mówił prawdę. Odwróciła się do zakapturzonego mężczyzny - Wybacz, ale nie znam twego imienia, panie.
- Bo go nie mam, kobieto - świecące oczy spojrzały na nią przelotnie - Mam rozumieć, że przybyłaś tu po kogoś?
- Owszem - skinęła głową - Bardzo mi zależy, by odzyskać go z powrotem.
- Rozumiem. Więc chodźmy poszukajmy Nicolasa Liar.
Nikolas Liar? Holly uniosła brew. Albo facet się pomylił, albo Nick jej czegoś nie powiedział…
- Skąd wiedziałeś o kogo mi chodzi? - spytała zamiast tego. Gość dużo wiedział, nie mogła nie zauważyć.
- Wiem wszystko i znam wszystkich - odparł tajemniczo.
- Spoko…
Przewodnik rzucił jej zaciekawione spojrzenie.
- Nie zachowujesz się jak typowa istota, która tu przybywa.
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Ha, więc nie wiesz wszystkiego. Właśnie zadźgałam się nożem by tu trafić, a poza tym niezniszczalny psychopata więził mnie przez rok, twierdząc, że uda mu się mnie w nim rozkochać. Już nie mówiąc o tym, że widziałam jak umarł najwspanialszy chłopak na świecie. To może wpływać trochę na zachowanie.
Spod kaptura wydobyło się ciche westchnienie.
- Wiesz, że jest łatwiejszy sposób by tu trafić? Bez robienia mielonki z serca?
- Co?
- Trzeba rozciąć dłoń i wymówić formułkę, ale zapewne nikt cię tego nie nauczył. Rozumiem że jesteś tu po raz pierwszy…
- Ta i nie powiem, że chciałabym tu wracać - Holly spojrzała na ścieżkę przed nimi. Przechodzące postaci miały ten sam ponury wygląd i obojętne miny.
- Kurcze, więc to mnie czeka, gdy umrę - ten świat nie wydawał się jej za radosnym miejscem. A co z wiecznym rajem, błogosławieństwem i szczęściem. To kłamstwa?
- Spokojnie to Przedsionek. Tu dusze czekają na przejście dalej. Potem Królestwo dzieli się na trzy Sfery: Laur, Shingam i Erthel. Zależnie od tego na co się zasłuży trafia się do jednego z nich.
Przed oczami Holly przemknęły twarze wszystkich, których skrzywdziła.
- Cholera to już po mnie - stwierdziła rzeczowo.
- Ty nie musisz się stresować. Możesz przebywać gdzie chcesz i ile chcesz. Dla walkirii droga wolna.
- Dla czego co? - potworzyca otworzyła usta - Jestem demonem…
- Nie tylko - przerwał jej towarzysz - Chyba zauważyłaś co się z tobą ostatnio stało. Poczułem to aż tu, kobieto.
- To wszystko… - ten ból, płomienie i brak grawitacji - To wszystko przemiana?
- Oczywiście. Współczuję, że w takich warunkach to się stało. Musiało cię to nieźle przestraszyć.
- Nie miałam na to czasu - mruknęła Holly. Wtedy przecież próbowała pomóc Nickowi i reszcie.
- No mniejsza, chyba widzę cel naszego spaceru. Widzisz już go? - płaszcz załopotał, gdy postać wskazała za róg budynku.
Stojąca w kącie postać opierała się plecami o ścianę. Jasnowłosy mężczyzna ubrany w szare ubrania nonszalancko opierał się o ścianę obojętnie obserwując przechodzące dusze. Przy bosych stopach siedział czarny kotek patrząc na ludzi znudzony wzrokiem.
Holly zatrzymała się. Wyraz twarzy Nick, gdy skierował wzrok w jej stronę zmienił się. Pokerową maskę zastąpił wzrok pełen… głodu?
- Idź - przewodnik popchnął ją do przodu - Musisz go przekonać by wrócił. Jeśli nie zechce nic nie wskórasz.
Dziewczyna skinęła głową i ruszyła w stronę Nicka. Jeszcze nigdy nie bała do niego podejść, ale dlaczego miał taki wzrok? Zupełnie nie pasował do jej wilka.
- Nick - stanęła w bezpiecznej odległości.
- Holly - znudzony zimny ton był jej równie obcy jak wzrok - Co ty tu robisz?
Świeżo mianowana walkiria wysiliła się na uśmiech.
- Przyszłam po ciebie mój wilku.
- Twój? Nie wydaje mi się bym do kogokolwiek należał - Nick skrzywił się, a kpiący uśmiech wypełzł na jego oblicze - Zresztą jakbyś nie zauważyła jestem martwy, więc bądź tak łaskawa dać mi święty spokój.
- Do cholery, co ty pieprzysz? - teraz Holly zaczęła odczuwać złość. Podły nastrój wilka zaczynał się jej udzielać.
- Kobieto - zakapturzona postać podeszła do niej - Musisz wiedzieć, że dusze tracą tu niemal wszystkie wspomnienia. Dlatego musisz je najpierw ożywić.
- W porządku. Możesz odejść poradzę sobie z nim - odwróciła się do najeżonego wilka.
- Wspaniale - syknął jej w odpowiedzi Nick - Darowałabyś sobie demonico…
- A co z piękną diablicą? Nie pamiętasz, że tak mnie nazywałeś? Moje ego okropnie cierpi - wtrąciła dziewczyna i zarzuciła włosy na plecy. Dopiero po chwili zauważyła, ze kuli się jak do ataku i wyprostowała plecy.
- Kocham cię Nick, słyszysz - dodała już spokojny tonem - I będę cię dręczyć dopóki nie zgodzisz się ze mną.
Mężczyzna uniósł brew. Cholera był naprawdę seksowny nawet po śmierci. Nawet jako dusza.
Zaraz dusza…
- Głupia dziewczyno jesteś - odparł. Holly wyciągnęła rękę i dotknęła jego policzka. - Co ty do diabła robisz?
- Prawie byłam pewna, że jesteś duchem.
- Dusza to nie duch, Holly - zrzędzenie mu wychodziło tak samo dobrze jak za życia.
- Więc zamknij się - złapała go za ramię i z całej siły pociągnęła za sobą. Po chwilowym oporze ruszył za nią, ale mamrotał coś pod nosem z irytacją.
Holly uśmiechnęła się szelmowsko. Miał ciało i był ciepły. Już chyba wiedziała jak mu przypomnieć siebie. Wyszczerzyła zęby do biednej wleczonej duszy.
Oj odzyska pamięć, zadba o to…
  • awatar Kowalski, opcje!: O, nie zauważyłam tego. to dlatego nie mogłam się skapczyć o co chodzi w tym wyżej, ale już mi się poukładało. Mielonka z serca i ten tekst "Głupia dziewczyno jesteś".
  • awatar Lisa Angels: Serio zrobiła sobie mielonkę z serca? Zastanawiałam się co jej to da i już przez chwilę zastanawiałam się czy nie obudzi się w celi z jackiem przed oczami. Cale szczęście nie. Trafiła tylko do krainy umarłych i musi wyciągnąć nadąsanego wilczka z przedsionka hadesu. Cudo.
  • awatar Seiti: Widzę, że nasze jaźnie stworzyły już całość, bo ost. miałam w głowie scenę z odrąbanym łbem. Mikołaj... tzn. Nikuś idź grzecznie za Holly i wracaj mi do żywych!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Umarłam pisząc ten rozdział. Chyba najdłuższy jaki kiedykolwiek stworzyłam. Za błędy przepraszam, już nic prawię nie widzę od tego wgapiania się w kompa.

Niepokonani: " Wilcza krew cz. 2"

Dochodziła już północ, gdy Nick z ekipą opuścili Królestwo i wydostali się na ziemię. Panował mrok, tylko nieliczne gwiazdy migotały słabo spomiędzy nawarstwiających się ciężkich chmur. Orzeźwiające zimowe powietrze zapewniało doskonałą widoczność i pozwalało się skoncentrować na zadaniu.
- Gdzie my właściwie jesteśmy? - odwrócił się do demon stojącego z boku. Nie miał pojęcia, który to z nich. W ludzkiej postaci, otrzymanej w wyniku wypicia napoju Christy, był to wysoki ciemnoskóry chłopak.
- Dwie i pół mili na południowy wschód od Risa - odparł młodzieniec skrzeczącym głosem.
Ach, więc to zielono skóry Eld.
- W porządku - Nick zatarł dłonie i wyprostował się, by skupić na sobie uwagę wszystkich - Omówiliśmy wszystko wcześniej teraz tylko przypominam. Rozpraszacie się po całym terenie dwójkami i ruszacie trzymając się blisko ziemi. Na śniegu jesteśmy bardzo widoczni więc musimy wykorzystać każde sprzyjające ukształtowanie terenu. Obóz znajduje się przed miastem więc nie marnujemy czasu forsując mury. A teraz do dzieła.
Jego towarzysze skinęli w milczeniu głowami i bezszelestnie podporządkowali się rozkazowi. Nick pozwolił im na szybsze tempo, a sam przemienił się i biegł kłusem na końcu. Jego łapy zostawiały ślady w miękkim śniegu, który spadł tego dnia, zakrywając lodową pustynię, a oddech zmieniał w roziskrzoną parę. Noc była piękna, jednak teraz nie było czasu na podziwianie widoków, musiał skupić się na zadaniu.
Dołączył do niego duży śnieżny lis, którego futro wtapiało się w otoczenie czyniąc go niemal niewidocznym.
- "No heja" - zawołał myślach przebierając szybko łapami. Był dwa razy mniejszy od wilka i musiał wkładać spor wysiłku, by utrzymać tempo.
Nick spojrzał na niego kuląc uszy.
- "Ty?"
- " Tabris, do usług. Lisi demon, jak da się zauważyć" - jego towarzysz wyszczerzył kły w uśmiechu.
- " Ach, tak" - teraz już wiedział o kogo chodzi. Wiecznie śmiejący się upiór o lisich uszach i ogonie. - " Czego?" - warknął.
- " Kurcze, uprzejmy gość chociażby przywitał się. Nie no, żartuję" - skurczył się pod wściekłym spojrzeniem Nicka - " Wszyscy odwalają swoją robot dwójkami, a ja chcę dostać się prosto do Holly. Jako jej opiekun powinienem sam tam wejść"
W jego słowach czuć było coś na kształt smutku i poczucia winy.
- "Czyżby?"
Lis westchnął ciężko.
- " No wtedy zostawiłem ją samą, a powinienem był czuwać, by tej małej się nic nie stało. Posłuchałem jej i poszedłem pomóc chimerom. Zostawiłem ją i jestem winny"
Nick doskonale wiedział jak się czuje demon. Sam popełnił ten kretyński błąd, przez który tyle wycierpiała.
- " Dobra" - mruknął - " Tylko nie przeszkadzaj"
Odległość między nimi, a miastem szybko malała. Po kilku minutach biegu wilk dostrzegł ciemne zarysy muru i światła, które nadludzie rozpalili na noc.
- " Kretyni'' - prychnął Tabris - " Jeszcze by szyld wywiesili: Uwaga, darmowe mięso dla demonów."
Nick prychnął rozbawiony tą uwagą.
- " Ludzie" - to słowo opisywało wszystko. Nick odetchnął głęboko, a jego ruchy stały się bardziej płynne. Biegł teraz niemal ciągnąc brzuchem po ziemi. Trzymając głowę nisko skierował się bardziej na wschód, a jego towarzysz bezszelestnie pomknął za nim.
Pół kilometra przed siedzibą nadludzi zatrzymał się i przylgnął do podłoża. Demon pobiegł jeszcze kilkadziesiąt metrów do przodu i również zamarł w bezruchu.
Czekali na sygnał.

- Mam tego cholernie dość. Wypuść mnie, wypuść!
Miarowe uderzenia w drzwi akcentowały wściekłość zawartą w słowach.
Jack westchnął ciężko. Od tego łomotu bolała go już głowa.
- Pieprzony dupku odpowiedz mi - kolejny wrzask i kolejne kopnięcie drzwi.
- Wciąż ma siłę wrzeszczeć? - jeden z nadludzi spojrzał pytająco na Jacka.
- Cholera ją tam wie… Dałem podwójną dawkę środka, a ona drze się wciąż już… - zerknął na zegarek - …. półtorej godzin.
- Weź to jakoś uspokój. Nogi jej nie bolą od tego kopania?
- Hej kretyni! Wy durne wieprze, tłuste bezużyteczne ścierwa!
- Światowa dama - zaśmiał się jeden z mężczyzn - Słyszałem chyba już każde możliwe przekleństwo.
Jack skrzywił się. Co tej suce znowu odbiło? Wcześniej wydawał się być taką spokojną.
- Dobra - westchnął - Pójdę tam i jakoś ją uciszę.
- Wyrwij jej język. W końcu i tak odrośnie - zaśmiał się któryś z nadludzkich łowców, a reszta za jego przykładem zarechotała rozbawiona.
- Mogłaby użyć tego języka do czegoś lepszego - zachichotał kolejny - Taka dzikuska musi wiedzieć jak dogodzić facetowi.
- Ja bym tam się do niej nie zbliżył. Jeszcze by pogryzła - kolejna salwa śmiechu.
- Idioci - Jack uśmiechnął się pod nosem. Chyba miał sposób by ją złamać…

- Mięso! Czemu milczysz? Chce krwi…. - Holly zawyła niczym ranne zwierze. Po raz kolejny uderzyła w drzwi nie pozwalając ranom i siniakom się zaleczyć. Jej krew tworzyła mozaikę w rożnych odcieniach szkarłatu na drzwiach i ścianach, ale nie zwracała na to uwagi.
Co tym szaleńcom odbiło?
Sama nie wiedziała kiedy zaczęła wyczuwać obecność wszystkich istot posiadających energię w promieniu dziesięciu mil. Po prostu w jednej chwili nagle oszołomił ją strumień dźwięków, obrazów i myśli. Wyczuwała gdzie się znajduje każdy nadczłowiek, co robią ludzie w mieście Risa, którego nazwę dopiero poznała. Ba, nawet wyczuwała jak kilka kilometrów od niej mały króliczek uciekał przed drapieżnym ptakiem. Widziała wszystko.
Gdy tylko się uspokoiła i zaczęła spokojniej oddychać uderzyła ją znajoma obecność. Szare oczy, zapach futra i chaotyczne, plączące się myśli. Nick. On był gdzieś w pobliżu.
Tylko co tu robił? Wątpiła w to, że przybył tu za nią.
Ale słowa Haydena…
" Czekaj cierpliwie Nick coś kmini…"
Czy to możliwe, że jej brat wiedział o planach wilka?
Po dłuższej chwili wątpliwości się rozwiały. Zdecydowanie Nick zmierzał prosto w kierunku obozu. Towarzyszyła mu grupa, w której rozpoznała chimery, Tabrisa i Elda.
Radość oślepiła ją, by zaraz zniknąć w mroku przytłaczającej ją okrutnej rzeczywistości. Przecież ci nadludzie znaleźli środek zabijający demony. Stworzony z jej własnej krwi. Nie mogła pozwolić by umarli na darmo. Nie mogła stracić Nicka….
Męczyła się już dłuższy czas wrzeszcząc i tłukąc po pomieszczeniu. Liczyła na to, że skupi na sobie uwagę nadludzi i jakoś ostrzeże przyjaciół. Jednak choć słyszała myśli wilka nie mogła mu przekazać tych informacji. Strach i rozpacz wycisnęły z jej oczu łzy.
- Mięso… - zaszlochała - Mięso, ja chcę jeść…. Chcę rozszarpać was na kawałki… Zniszczyć
Osunęła się na podłogę i ukryła twarz w dłoniach. Już dłużej tak nie mogła.
A wtedy otworzyły się drzwi i stanął w nich Jack.
- Zamkniesz się w końcu? Oszalałaś doszczętnie, dziewczyno?
Złapał ją za ręce i podniósł do góry.
- Jack czy mięso? - wyszeptała patrząc mu w oczy. Leniwy, senny uśmiech wypełzł na jej oblicze. Udawanie kompletnie obłąkanej nie było takie trudne, zwłaszcza, że niedaleko jej było do tego stanu.
- Co ty mamroczesz, Holly? Chyba leków za dużo - rzucił nią o ścianę. Dziewczyna upadła na podłogę krzywiąc się. Pieprzony palant, niedługo pożegna się z życiem.
- Po co tu przyszedłeś? Myślisz, że będę cicho jak będziesz tu siedział?
- Czy ty naprawdę nie rozumiesz, ze jesteś w beznadziejnym położeniu? Nic ci tu nie pomoże, nikt się nad tobą nie zlituje, poza mną, rzecz jasna - dotknął jej policzka muskając kciukiem usta.
Śmierć dla niego to za mała kara, jej podświadomość podsuwała obrazy absolutnego zniszczenia, całkowitego unicestwienia.
- Nie dotykaj mnie, sukinsynu. Taka świnia jak ty nie ma prawa kłaść łap na kimś takim jak ja - odezwała się sama nie wiedząc czemu.
Mocny cios w twarz nie pozwolił jej nad tym się zastanawiać. Holly uderzyła głową w ścianę i straciła na chwilę przytomność.
Gdy ocknęła się Jack patrzył na nią z mordem w oczach.
- Jestem twoim panem. Masz mnie słuchać niewolnico.
- Dziękuję, ale miałam już jednego Pana. Więcej nie trzeba - wymamrotała ustami pełnymi krwi. Od ciosu pękła jej czaszka i skóra na głowie. Ciepła krew spływała za kołnierz jej sponiewieranej koszuli.
Nadczłowiek nachylił się nad nią.
- O co chodzi? Dopiero co zachowywałaś się normalnie, teraz świrujesz jak na początku. Przecież nic to nie da, sama dobrze wiesz.
- Nie zrozumiesz wariata - uniosła umazaną krwią dłoń do jego twarzy i przytknęła do policzka.
Musiała skupić w sobie energię. Pomyślała o Nicku, który dla niej stanowił źródło ciepła i siły, którego dotyku nie brzydziła się nigdy. Który teraz narażał się by ją ocalić.
Z wrzaskiem rzuciła się na Jacka powalając go na podłogę. Złapała go za włosy i pociągnęła mocno do góry. Jej przeciwnik zawył z bólu i zrzucił z siebie nim rozerwała jego kręgi szyjne.
Holly odtoczyła się od niego, czując lęk. Więzienie osłabiło ją i mogła liczyć tylko na atak z zaskoczenia. A ten się nie udał. Przeciwnik był silniejszy i dobrze odżywiony . Mogła tylko liczyć na to, że Jack się zlituje i ją rozszarpie na strzępy. Wolała umrzeć niż stać się tym co widziała w głowie nadczłowieka.
- Poddajesz się potworzyco? - zwycięski śmiech odbił się od betonowych ścian - Więc chodź tu do….
Upiorne końskie rżenie zagłuszył jego słowa. Opętańcy śmiech jakiejś kobiety zawtórował zwierzęciu.
- Co u licha? - Jack podniósł się i rozejrzał jakby mógł tu dojrzeć właścicieli głosów.
Huk na zewnątrz sprawił, że Holly poskoczyła zaskoczona. Ile tych demonów tam jest? Zdawało się, że umysł ją oszukuje..
- Jack - drzwi otworzyły się gwałtownie i jeden z nadludzi wszedł do środka. Kątem oka spojrzał na skuloną dziewczynę i odwrócił do przywódcy - Demony nas zaatakowały!
- Jak to? - Jack spojrzał na Holly - Wiedziałaś! Wiedziałaś, że tu idą - wysyczał - To wszystko było specjalnie.
- Ach jakiś ty mądry - odparła Holly i uśmiechnęła się - Geniusz.
Kopniak, który jej zafundował łowca rzucił ją na przeciwległą ścianę. Próbowała się podnieść, ale poślizgnęła się w kałuży krwi i rąbnęła czołem o ziemię.
Świetny nokaut, pomyślała patrząc jak obraz dwoi się i troi.
- Nie martw się Holly. To się szybko skończy - Jack uśmiechnął się - Zanim uleczysz rany, zabijemy wszystkich.
Wilcze wycie zmroziło jej krew w żyłach.
Paskudy grymas wykrzywił twarz nadczłowieka.
- Przyniosę ci głowę wilka na tacy.
I trzasnął drzwiami.
- Nie daruję ci tego! - warknęła potworzyca i wstała chwiejnie. Czuła się żałośnie słaba, oparła dłonie o drzwi i nie mając siły by nawet w nie uderzyć.
Wściekłość gotowała się w jej żyłach, przyprawiając o ból głowy. Krew spływała z ust, gdy wzięła głębszy oddech. Połamane żebra przebiły płuco, w którym chlupotała krew.
Obrzydzenie ogarnęło ją. Nędzna kreatura. Nie była lepsze od tych nadludzi, niczym się nie różniła od najokrutniejszych potworów. Zasłużyła na ten ból i upokorzenie. Należało się to jej za te wszystkie istoty, którym odebrała życie.
Ale Nick nie zasłużył na śmierć. Ani on ani reszta jej… przyjaciół?
- Przyjaciele - wycharczała opierając rozpalone czoło o chłodną ścianę. Nigdy nie miała przyjaciół, nigdy nikt nie wyciągnął do niej przyjaznej ręki. Jedyne istoty z którymi się kontaktowała to były jej ofiary, albo ludzie, którymi się bawiła jak marionetkami.
Nie mogła pozwolić, by ktokolwiek umierał za nią.
Poczuła jak jej ciało pochłania ogień, wypalając od wewnątrz. Żar sprawiał tak niemiłosierny ból, że dziewczyna z wrzaskiem upadła na podłogę zwijając się w kłębek. Czuła, że się pali, ale nie widziała ani dymu, ani płomieni. Lewe oko płonęło swym własnym płomieniem mocniejszym, bardziej rwącym od reszty ciała. Holly miała ochotę wyszarpać je byleby pozbyć się tego koszmarnego bólu. Wyła tak długo i głośno, aż straciła głos, a jej ciało przeszło w drgawki. Wygięła się w łuk odrzucając głowę w tył. Niewidzialna siła podniosła ją do pozycji stojącej i wszystko zniknęło. Płomienie, ból i strach rozmyły się i opuściły ją.
Holly powoli uniosła głowę. Czarne włosy odkryły bladą twarz , której oczy i czoło pokrywały misterne tatuaże przypominające wytworną maskę. Różowe usta rozchyliły się ukazując zęby ostrzejsze niż dotychczas. Gęste przypominające pióra rzęsy zatrzepotały i powieki uniosły ich ciężar do góry.
Oczy zupełnie inne niż dotychczas. Oczy, których kolor przypominał barwę najdroższego szafiru. Oczy tak piękne, że wszystko wokół bladło…. Patrzyły na świat z wyrazem czystej nienawiści.

Jack ruszył ku wyjściu trzymając w ręce miecz. Zmrużył oczy, widząc masakrę, która rozgrywała się na jego oczach. Demony i ludzie podobni do zwierząt atakowali jego ludzi. Łowca uśmiechnął się pod nosem. Głupcy przecież nic to im nie da. Stworzenia, jednak jak zauważył były szybkie rzucały się błyskawicznie do ataku i umykały przed zabójczymi ciosami łowców.
Rżenie konia znowu ogłuszyło go. Odwrócił się i zobaczył galopujące zwierze niosące na swym grzbiecie kobietę. Koń był piękny. Czarny jak smoła perszeron musiał być równie silny jak nadludzie. A siedząca na jego grzbiecie istota trzymając w dłoni włócznię zadawała nadludziom ciosy z siodła. Jej długie czarno- fioletowe włosy zasłaniały nagie ciało, o skórze barwy węgla. Rozjarzone oczy śmiały się, gdy wbiła ostrze broni w głowę nieuważnego łowcy. Demon, który z nim walczył wykorzystał okazję i oderwał mu głowę. Ciemnozielone skrzydła załopotały w powietrzu, gdy odsunął się na bezpieczną odległość od tryskającej krwi.
Jack poczuł na szyi muśnięcie powietrza i zrobił unik nim dopadł go człowiek o lisiej twarzy porośniętej sierścią. Chimera. Łowca błyskawicznie wyprowadził cios jednak napotkał pustkę. Człowiek- lis wymknął mu się z rąk i popędził dalej.
- Tchórz - syknął nadczłowiek.
Szybko przejrzał taktykę napastników. Rzucali się i uciekali szukając nowej ofiary. Żaden nie walczył z konkretnym łowcą dłużej niż minutę. Kanciarskie zagrania widocznie się sprawdzały bo żaden potwór nie odniósł obrażeń. Jackowi to się nie podobało.
Jego uwagę zwrócił przemykający blisko ziemi demon o długim białym ogonie. Kierował się w stronę niepilnowanego wejścia do tuneli. Mężczyzna spiął się w sobie i z szybkością strzały rzucił na demona. Jednak nim dopadł kreaturę srebrnoszary kształt zagrodził mu drogę warcząc głucho.
- Ten wilk… - mruknął pod nosem - Ty jesteś za to wszystko odpowiedzialny? - rozcapierzył palce i próbował go zajść z tyłu.
Jednak wilk przemienił się i stanął przed nim młody mężczyzna, który uniósł kąciki ust odsłaniając zęby.
- Poznaję cię łowco. Ty jesteś za to odpowiedzialny. Zginiesz - znowu się przeobraził i rzucił do ataku. Był szybki, szybszy niż jakikolwiek inny przeciwnik. Jack poczuł jak jego kły wbijają się w jego nogę. Odskoczył i zanim wilk zdołał odskoczyć chwycił go za skórę.
Zwierzę warknęło głucho i nagle zmienił się rozkład ciężaru ciała wilka, gdy przybrał ludzką formę. Poczęstował łowcę solidnym kopniakiem w twarz.
- Ty dupku - Jack zwalił się na ziemie próbując poskładać popękane kości twarzy. Jeśli nie zdążyłby tego zrobić przed regeneracją zostałoby mu tak na zawsze. Syknął, gdy szczęka wskoczyła na miejsce i rzucił się za wilkiem.
- Nie daruję ci tego - syknął. - Przygotować broń! - ryknął.

Nick podszedł do Viljara.
- Jak ci idzie? - spytał spokojnie jakby to była zwykła zabawa
- Już zaraz… - chimera wysunęła język majstrując w skupieniu w zamku. Po chwili coś kliknęło - Proszę.
Wspólnie otworzyli ciężkie, pancerne drzwi.
- Pomóż reszcie - rozkazał Nick i wszedł do środka.
Było tu jeszcze zimniej niż na zewnątrz. Wydawało się, że nawet powietrze zamarzło. Wilk wiedziony czułym nosem i instynktem ruszył najciemniejszym korytarzem. Uśmiechnął się widząc kolejne mocne drzwi. To musiało być tutaj.
Sprawnie otworzył skoble i wszedł do środka.
W pomieszczeniu znajdowała się…
- Pustka? - mruknął zdziwiony Nick. Jego euforia opadła.
Jednak ktoś wcześniej musiał tu być i to niedawno. Kałuża krwi na podłodze ledwo zaczęła krzepnąć.
Wszedł głębiej i odwrócił się do drzwi. Cała ściana ochlapana była krwią jakby ktoś próbował się przez nią przebić gołymi rękami. Krew kapała nawet z sufitu…
Wilk zmarszczył czoło i uniósł głowę do góry.
- O w mordę - wyrwało mu się.
Przy samym suficie niemal dotykając go plecami wisiała dziewczyna. Jej zniszczona zakrwawiona koszula falowała podobnie jak włosy, które ułożyły się wokół głowy niczym aureola. Z rąk kapała krew. Lewitujące ciało było pokryte pyłem betonowym i krwią.
Dopiero, gdy otrząsnął się z pierwszego szoku zrozumiał na kogo patrzy. Ścisnęło go w z gardle z radości i rozpaczy, które pojawiały się na przemian.
- Holly? - wydusił z siebie.
Dziewczyna błyskawicznie otworzyła oczy.
- Ty?! - krzyknęła i nagle jakby grawitacja znowu miała na nią wpływ, spadła. Mężczyźnie udało się ją złapać nim gruchnęła o ziemię.
- Mała, to naprawdę ty - szepnął cicho i uśmiechnął się.

-……naprawdę ty - dobiegł ją głos tak ciepły i tak jej bliski. Holly z wysiłkiem uniosła powieki.
- Nick? - spojrzała w jego stare oczy, które nie pasowały do kogoś w jego wieku. Był jakiś… inny. Zmienił się zarówno fizycznie jak i psychicznie.
Dziewczyna powoli usiadła czując, że zawroty głowy ustały. Odzyskała jasność myślenia.
- Czy ty miałeś czelność nazwać mnie małą? - spojrzała na niego, a on wybuchnął śmiechem tak szczerym i wesołym, że sama się uśmiechnęła.
- Tego mi brakowało najbardziej - odezwał się po chwili pomagając jej wstać.
- Serio? - uniosła brew - A nie tego? - wspięła się na palce i pocałowała go. Nick, jej Nick, odwzajemnił pocałunek z takim żarem i namiętnością, że z jej oczu popłynęły łzy. Pozwoliła by obejmował ją. Jego dotyk nie wywoływał w niej obrzydzenia, wtuliła głowę w jego pierś słuchając bicia serca.
- Holly, powinniśmy się stąd zmywać - głos Nicka znowu był rzeczowy i poważny.
Dziewczyna poczuła wstyd.
Profesjonalista z niego, mruczała podświadomość, a ty się zachowujesz jak małolata
- Ta jasne - uniosła głowę - Jest kilka osób, z którymi chciałabym porozmawiać.
- O to zabijanie teraz nazywa się "rozmową" - Nick wyszczerzył kły. Zdjął skórzaną kurtkę i zarzucił na ramiona Holly - Wyglądasz strasznie.
- Tak strasznie, że musisz mnie zakrywać - prychnęła Holly, ale otuliła się ciepłą skórą - Dziękuję, jest cudowna.
Wyszli na korytarz. Holly rozglądała się.
- Wiesz, że nawet nie wiedziałam jak to miejsce wygląda. Byłam nieprzytomna, gdy mnie tu przywlekli - westchnęła.
- Nie powinnaś stamtąd wychodzić - z mroku wysunął się Jack dzierżąc w dłoni długie ostrze. Rzucił się w ich stronę.
Nick odepchnął dziewczynę zanim nadczłowiek uderzył w niego. Holly odbiła się plecami od ściany i zaatakowała widząc jak Jack odtrąca wilka i biegnie dalej.
- Pożegnaj się z swoim Nikusiem - syknął i ku jej zaskoczeniu ominął ją znikając w mroku. Holly wyszczerzyła zęby. Dorwie ego sukinsyna i zamorduje. Ale głos wilka zatrzymał ją. Odwróciła się i zachwiała, czując jak ból głowy powraca.
Nick uniósł głowę i posłał jej dziwny uśmiech. Zauważyła, że jego koszula lśni, jakby nasiąkała wilgocią.
- Bywało… lepiej - mruknął, a z kącika ust popłynęła mu krew. Ramiona zaciskał na brzuchu, ale to nie powstrzymało krwawienia, które barwiło koszulę na ciemnoburgundowo. Holly podtrzymała go by nie upadł i pomogła usiąść. W jednej chwili zapomniała o Jacku i chęci zemsty.
- Nick? - szepnęła klękając obok niego. To się nie mogło dziać naprawdę.
Spojrzał na nią zamglonym wzrokiem.
- Ja to mam pecha. Nawet nie miałem czasu się nacieszyć spotkaniem - mimo rozpaczliwych starań Holly, jego twarz bladła w miarę utraty krwi.
- Wilku - zawołała głośno, gdy nie zareagował na jej szept. Powoli skierował wzrok na jej twarz - Właśnie tak musisz zachować przytomność. Pobiegnę po pomoc - chciała się zerwać, ale mocny uścisk jego dłoni zatrzymał ją.
- Zostać - wyszeptał - Proszę Holly. Chcę cię widzieć moja piękna diablico.
Jej łzy kapały na jego twarz, ale skinęła głową i uścisnęła mocno rękę, gdy jego uchwyt zaczął słabnąć.
Jego spojrzenie miało zbyt czuły wyraz by mogła patrzeć mu w oczy. Wszystko w niej krzyczało by uciekła jak najdalej, bo instynkt podpowiadał jej, że rana jest śmiertelna. Ale nie chciała w to wierzyć.
- Kiedy tu przebywałam marzyłam o tym by znowu cię zobaczyć. Martwiłam się, czy nie będziesz mnie szukał, czy pójdziesz w swoją stronę. Z jednej strony miałam nadzieję, że wrócisz, a czasami wolałam byś nie przychodził. Chciałam sama móc się uwolnić i znaleźć cię - Holly doskonale wiedziała, ze gada od rzeczy i na dodatek głupoty, ale umysł przestał funkcjonować prawidłowo. Mówiła to co jej ślina na język przyniosła, a Nick wydawał się słuchać z lekkim uśmiechem na ustach.
- Cieszę się, że cię nie zostawiłem. Kocham cię mała, wiesz? - uniósł odrobinę głowę i zamknął oczy. Jego pierś uniosła się w głębokim oddechu i westchnął. A potem oddech zamarł, a serce ucichło.
Holly wciąż trzymała jego rękę nie mogąc wykonać żadnego ruchu. To nie prawda. To nie mogło się tak skończyć.
- Nick? Nick, otwórz oczy - szepnęła cicho gładząc jego czoło. - Nie zostawiaj mnie ! - wrzasnęła tuląc do siebie ciało, które należało do najdrożej jej istoty.
Szlochała, czując jak jej serce jest rozszarpywane na kawałki. Jej wilk umarł…
Po chwili jednak stłumiła płacz i otarła oczy, które przybrały lodowo zielony kolor.
- Nie pozwolę na to - jej krzyk zabrzmiał jak lament tysięcy istnień.
  • awatar Lisa Angels: A ja znów przeczytałam i nie zostawiłam komentarza... Ale musiałam odetchnąć... kurde ale jak sobie przypomnę to znów mam ochotę ro****lić tego hu***a jak on śmiał tknąć mojego wilczka?! Rozszarpię na strzępy i spuszczę w klozecie! Nie waż się go ukatrupić na śmierć bo nie wyrobię! Spokojnie... Wdech wydech... no dobra zaintrygowałaś mnie Holly co jej się stało? Lewitowała i zmieniał jej się kolor oczu? I ta czułość na otoczenie. Chyba ci pseudo ludzie odblokowali w niej bardzo nieprzyjemną dla nich istotę... hehe
  • awatar Kowalski, opcje!: Faktycznie długi! I właśnie taki jest najlepszy! Rzeczywiście pod koniec trochę smutno, ale ja nie płaczę. nie wiem dlaczego, ale ja nigdy nie płaczę. Na pogrzebie wszyscy dookoła mnie ryczą i patrzą na mnie z nienawiścią, bo ja nie. A ja po prostu nie mogę. coś mnie w takich sytuacjach blokuje. Odbiegłam od tematu...
  • awatar Seiti: widzę, że mi zjadło (kochana klawiatura). Groźba brzmiała: szykuj się na bezsenne noce, które Ci zapowiedziałam. I po efekcie... Nie możesz go zabić na śmierć, nie możesz! ;(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Kolejny rozdział. Wena jednak nie umarła

Niepokonani: "Wilcza krew cz.I"

Trisha siedziała czytając książkę. Zbiory zgromadzone przez demony były naprawdę intrygując. Właśnie pochłaniała opis jednej z bitew między Demonami Nocy, a Upiorami Ziemi gdy Nathaniel wbiegł do pokoju.
- Skarbie, coś się stało? - chimera opuściła książkę na kolana i spojrzała na swego męża.
- Nick zwariował - warknął zdenerwowany Nathaniel grzebiąc w szafie - Wyobraź sobie moje droga, że uwidziało mu się, że pójdzie do kwatery Nadludzi sam. Rozumiesz? Sam!
- Co takiego się stało? Czy to z tego powodu Jej Wysokość wzywała go do siebie?
- Nie, ale zjawił się ten zdrajca, brat Holly. Ten sługus Marca orzekł, że chce zjednoczenia demonów. Po tym co zrobili z tym światem!
- A Christa co na to? - Trisha całkowicie zapomniała o lekturze, która zsunęła się z koca na podłogę. Mężczyzna podniósł ją i odłożył na półkę.
- Oczywiście nie zgodziła się, ale ten mały krętacz podsunął Nickowi pomysł na uwolnienie Holly. I nasz wilk łapał przynętę.
W tym momencie drzwi trzasnęły z hukiem i stanął w nich obiekt ich rozmowy. Nick wszedł i spojrzał wściekle na Nathaniela.
- Nawet nie zaczynaj - warknął, ale w jego głosie po raz pierwszy od roku brzmiały emocje.
- Słońce - Trisha uniosła dłoń, a jej oczy wypełniły się łzami. Nick spojrzał na nią i jego wzrok złagodniał. Przykląkł i ujął jej dłoń.
- Trisha, nie patrz tak na mnie - zaczął i zamknął oczy. Przez chwilę wyglądał młodziej, jakby znowu miał siedemnaście lat i przepraszał na swe czyny.
- Nick, do cholery, nie manipuluj moją żoną - ryknął człowiek- niedźwiedź i łapiąc się za włosy.
Wilk zignorował go.
- Niczego ci nie zabraniam. Moja zgoda i tak nie ma znaczenia, bo zrobisz to co będziesz uważał za właściwe - odparła kobieta po dłuższej chwili.
- Dziękuję - mężczyzna podniósł się i spojrzał triumfalnie na stojącą pod ścianą chimerę.
- Ty, wstrętny manipulancie - syknął Nathaniel.
- Moja wina, że jesteś pod pantoflem? - wyszczerzył się Nick i mrugnął łobuzersko do kobiety - Pójdę znaleźć Mumrila. Potrzebuję eksperta w dziedzinie epicko tchórzowskich ucieczek - i zniknął robiąc tak samo dużo hałasu, jak przy wejściu.
- Trisha! - warknął rozeźlony mężczyzna.
- Nie moja wina, że nie liczy się z twoim zdaniem. Trzeba było go dobrze wychować.
- Co? Nie traktuj go jak swojego dziecka. Choć gdyby był porządnie złoił bym mu skórę - spojrzał na zamknięte drzwi - Choć może… Myślisz że go dogonię?
- Nath, nie wygłupiaj się. Nie widzisz jak wygląda? W końcu przestał przypominać żywego trupa. On naprawdę pragnie odzyskać Holly.
- To szaleństwo, ten plan nigdy się nie powiedzie - mruknął Nathaniel.
- Gdybym to ja siedziała w klatce dręczona przez ludzi, co byś zrobił?
- Głupie pytanie, oczywiście, ze bym cię uratował - złożył na jej ustach pocałunek i pogładził z czułością po policzku.
- Więc nie przeszkadzaj Nickowi w jego planach. Nie zapominaj, że zawsze dbał o swoich ludzi.
- Zawsze mnie dziwiło czemu on tak się swobodnie wśród nich czuje - mruknął cicho Nathaniel.
- Myślę, że boi się powtórki - zastanawiała się głośno Trisha - Traktował tego ludzkiego chłopca jak swojego brata, teraz znalazł kogoś, komu poświęcił serce. Nie chce znowu czuć się winnym…
- Serio ma wyrzuty sumienia z powodu Ruddiego? Nie widać tego po nim.
- Jesteś facetem. Wy jesteście ślepi - odparła Trisha patrząc z ukosa na męża.
Chimera podniosła ręce w geście poddania.

- Hej Mumril! - chimera zakrztusiła się alkoholem i upuściła szklankę rozlewając złoty napój.
Mały, łysy człowieczek złudnie podobny do jaszczurki odwrócił się powoli.
- Ale masz minę! Boisz się mnie? - Nick wyszedł z cienia i skierował się w stronę chimery.
Mumril zmrużył oczy. Coś podejrzanie żywy był ten wilk…
- Hej Nick - z wyższej skały zsunął się chudy cień o miedzianej czuprynie. W ręce trzymał wysokie naczynie w którym pienił się zgniłozielony drink.
-Viljar nawet nie chcę wiedzieć co wy tu chlacie - zaczął, zanim lisia chimera otworzyła znowu usta.
- Szkoda, specjał demonów.
- Mam to gdzieś - warknął wilk - Ale w sumie przydasz mi się. Idę do Risa.
- Risa? Po cholerę się tam pchać? - skrzywił się Mumril.
- Interes - odparł dyplomatycznie Nick - Będę potrzebował trochę huku i zamieszania więc chciałbym byście podzielili się swoimi światłymi pomysłami.
- Ho, ho król złodziei pyta nas o radę? - zaśmiał się Viljar - Czuję się zaszczycony - pociągnął spory łyk z szklanki.
Nick wyglądał jakby miał ochotę strzelić rudego w pysk, więc Mumril zdecydował się wtrącić.
- Gdyby było to coś standardowego poleciłbym ci dmuchawkę z kurarą, ale z tego co podejrzewam nie idziesz okradać zwykłych ludzi.
- Zgadza się. Mam ochotę spotkać się z nadludźmi.
Viljar uniósł kciuk.
- Przyjdę na twój pogrzeb.
- Dziękuję za słowa wsparcia - prychnął wilk - Jesteś nieocenionym przyjacielem.
Chimera wzniosła toast.
- Do usług.
- To świństwo jest mocniejsze niż sądziłem - bąknął pod nosem Mumril - Ale na poważnie chcesz tak ryzykować? Dla potwora?
- ONA nie jest potworem - syknął Nick zirytowany tym, że jaszczur go tak szybko przejrzał.
- Serio? - Viljar spojrzał na niego wymownie, choć niezbyt mu to wyszło - Słyszałem co nieco o tych małych kundlach. Dzieciach Christy. Oboje mają w głowie nieźle poprzewracane.
- Dziękuję za jakże mi potrzebny komentarz. Twoje uwagi będą bezcenne, kiedy ktoś zechce mnie zabić.
- Przestańcie… - zaczął znowu Mumril, ale zagłuszył go wilk warcząc coś na temat głupich chimer i wtykania nosa w nieswoje sprawy….
- Zamknąć się do cholery jasnej! - głośny ryk zmusił wszystkich do spojrzenia na Nathaniela, który stał na skale, górując nad nimi.
- Żałosne - dorzucił już cichszym tonem.
Powoli balansując potężnym cielskiem zszedł niżej.
- Wstyd mi za was wszystkich. Te dziewczyńskie sprzeczki słychać chyba na całą okolicę.
- Szefie dołączysz może do nas - oczywiście Viljar nie mógł sobie darować ironii w głosie.
Nathaniel odwrócił się pytająco do reszty.
- Co on pije?
- Pojęcia nie mam - odparł Mumril wzruszając ramionami. Czuł się jak niańka, która musi pilnować tych kretynów, by sobie krzywdy nie narobili.
- Mniejsza. Chciałbym wiedzieć co to za idiotyczne zbiorowisko i knucie za moimi plecami - skierował pytanie do wilka.
Nick wyszczerzył zęby.
- Nie chciałeś pomóc, sam też dam radę.
- Wiedziałem, ze trzeba było tu przyjść ze smyczą i kagańcem - wymruczał Nathaniel, a lisia chimera zaśmiała się głośno. - Poważnie nieźle ci się pieprzy w tej głowie wilku. Więc…
- Co więc? - Nick pociągnął go za język.
- Więc idę z tobą - dokończył Nathaniel z taką miną jakby widział coś naprawdę obrzydliwego.
Wilk uśmiechnął się. " Dzięki ci Trisha", a głośno rzekł:
- Zapowiada się ciekawie. To teraz zastanówmy się nad tym hukiem i zamieszaniem.

- Holly, perełko, spójrz na mnie….
" Zabić, zmiażdżyć kłami, rozerwać na strzępy…"
- Mała potworzyco wiem, że mnie słyszysz. Wstań.
" Wbić rękę w brzuch, rozciąć żyły…."
- Holly! Pobudka!
" I jeść, jeść, jeść!"
Holly otworzyła powoli oczy. Te same betonowe ściany, ta sama zimna podłoga. Skierowała swoje spojrzenie na tego, który wyrwał jej z błogiego odpoczynku.
- Witaj Jack - podniosła głowę i usiadła opierając się o ścianę.
Srebrnooki łowca uśmiechnął się do niej.
- Jak się czujesz, kochana moja?
- W porządku - odparła spokojnie przygładzając ręką potargane włosy. Mimowolnie zerknęła na ręce. Sama skóra i kości.
Jack usiadł obok niej opierając się plecami o beton.
- Nudziłaś się beze mnie?
- Strasznie… Gdzie byłeś? - spojrzała na niego spod rzęs.
- Nasi ludzie znaleźli nowy sposób na zabijanie demonów. I wszystko dzięki tobie - jego ramię otoczyło jej chude ciało i przysunęło bliżej.
Dziewczyna wzdrygnęła próbując ukryć obrzydzenie. Słowa mężczyzny były dla niej niezrozumiałe.
- Jak to " dzięki mnie"?
- Twoja krew to śmiertelna trucizna, Holly. Sprawdzaliśmy ją w terenie. Zabija na miejscu przeżerając ciało od środka. Czy to nie genialne?
" On naprawdę myśli, że będę się tym zachwycać? Jego ego jest jeszcze większe niż Tabrisa"
- Kto to Tabris? - usłyszała pytanie i odwróciła gwałtownie głowę.
- Co?
- Wymówiłaś imię Tabris? Pytam kto to?
- Chyba jedna z moich ofiar - mruknęła cicho chowając twarz w ramionach.
Minęło już wiele czasu od kiedy słyszała głos tego wesołego demona. I Nicka. Z przerażeniem uświadomiła sobie, że wcześniej wcale nie zastanawiała się nad tym co się z nim stało. Jej myśli przysnuwała mgła i nie mgła się skupić na dłużej niż na krótką chwilę. Zapewne była to zasługa tych cholernych specyfików którymi truł ją Jack. Nie miała wcale siły, a głód stał się czymś naturalnym, z czym nie chciała walczyć. Krew, którą piła należała do nadczłowieka, więc właściwie nie mogła tego uznać za właściwy posiłek. Chudła i marniała, ale wcześniej nie zwracała na o takiej uwagi. Dopiero teraz zaczynała jasno myśleć, choć łowca nie zmniejszył dawki. Czyżby się uodporniła?
Jack siedział milcząc, a ona próbowała nie rozszarpać go za to, ze ma czelność jej dotykać. Była spokojna, panowała nad żądzą mordu, a jednak chciała widzieć jego rozszarpane ciało, zimne, stężałe w pośmiertnym bezruchu. Ciało zniszczone i rozerwane przez nią.
Uśmiechnęła się, a łowca odpowiedział tym samym.
- Widzę, że masz dobry humor. Powinienem częściej z tobą przebywać.
- O tak… - "Bym mogła wyobrażać sobie jak ten uśmiech przechodzi w strach…"
- Panie! -drzwi otworzyły się i wbiegł zziajany Alexander - Jest problem.
- Co znowu, do diabła - warknął Jack wstając - Chwili spokoju nie ma…
- Wołają cię do budynku głównego. Podobno przyszła jakaś ważna wiadomość.
- Dobra. Zostań tu, ok.? Wrócę zaraz - wybiegł nie troszcząc się o zamknięcie drzwi.
Alex przykucnął obok Holly.
- Kurcze strasznie wyglądasz? - zanim zareagowała złapał ją za włosy i uważnie przyjrzał twarzy.
- Puść mnie, mały gnoju, o paluchy odgryzę - warknęła odpychając jego ręce.
- Nie tak ostro… siostrzyczko - zaśmiał się chłopak, a jego oczy zalśniły demonicznie.
Dziewczyna otworzyła usta.
- Hayden?
- Brawo zapamiętałaś moje imię - uśmiechnął się drwiąco. - Oj nie traktują cie tu dobrze. Chudziutka jesteś, Marco nie będzie zadowolony.
- Marco… - zaczęła, ale uderzyło ją coś - Jak ci się to udało?
- Co? - spytał bardzo inteligentnie jej brat.
- No to….- machnęła dłonią na jego ciało.
- A… opętałem go, czy jak to się na to mówi - odparł zadowolony z siebie Hayden - Słaby dzieciak wpuścił mnie bez trudu.. no ale my tu gadu, gadu, a ten smakowity łowca zaraz tu przyjdzie. Niedługo cię stąd uwolnimy siostra. Wrócisz do Miasta Grzechu.
- W życiu! Tu też całkiem wygodnie - prychnęła Holly. Nie miała ochoty wpaść spod deszczu pod rynnę.
- Ładna mi wdzięczność. A tak właściwie to nie byłoby źle. Nasz Pan chce zawrzeć sojusz z Demonami Nocy.
- I co myślisz, ze się uda? - zaśmiała się kpiąco dziewczyna. Coś nie wierzyła w taki scenariusz.
- No na razie matka kazała mi wypieprzać stamtąd bo mi nogi z d… - spojrzał na siostrę i odchrząknął - Ale przynajmniej mnie ostrzegła, bo naprawdę chyba chciała to zrobić.
- Dziwisz się zdrajco?
- Nie właściwie… - Hay odgarnął włosy z twarzy - Kurde to ciało jest niewygodne. Będę znikać. Czekaj cierpliwie Nick cos kmini…
- Alex ty kretynie po cholerę mnie wołałeś? - rozległ się wrzask Jacka i wpadł do pomieszczenia - Nic się nie działo.
- Yyyy ja wiem - Alex - Hayden nonszalancko podniósł się i uśmiechnął - Po prostu chciałem ją pocałować. Słodka jest - wyszczerzył się do potworzycy.
Holly opadła szczęka, a twarz Jacka przybrała bordowy kolor.
- Ty sukinsynu - złapał chłopka za ucho i szarpnął do wyjścia - Stłukę cię na kwaśne jabłko.
- W porządku. Pa, pa Holly. Do zobaczenia- posłał siostrze całusa zanim Jack wyciągnął go na zewnątrz.
- Żegnaj Alex - zawołała za nimi zanim zatrzasnęły się drzwi.
Gdy hałas na korytarzu ucichł złapała się za brzuch i zaczęła się śmiać po raz pierwszy od kiedy tu trafiła.

Christa tupała nerwowo nogą czekając na tego aroganckiego wilka. Od kilku godzin szlajał się po całym jej Królestwie cholera wie po co. Obok niej stało sześć demonów, które miały w razie czego pomóc w walce. Tabris, Eld, Rikki, Mitchel, Imris i jedyna kobieta zwana Zmorą. Królowa specjalnie wybrała najlepsze jednostki mające przechylić szalę zwycięstwa na stronę demonów.
- Się nie spieszą - zauważył Tabris strzygąc lisimi uszami. Potarł dłonią głownie miecza wiszącego u jego pasa. Podobnie jak reszta ubrany był w czarne, maskujące ubrania upodabniające ich do ludzkich szpiegów. Każdy demon przy pasku miał flakonik z napojem, który umożliwiał im wejście na ziemię i zapewniał cielesną powłokę. Jako istoty z koszmarów nie mogli inaczej wejść do świata ludzi.
W końcu drzwi do sali otworzyły się i wszedł Nathaniel, a za nim wszystkie chimery oprócz Trishy, Daniela i Mumrila.
Na końcu kroczył Nick. Christa wciągnęła ze świstem powietrze czując aurę, która go otaczała. Wilk emanował dziką brutalną siłą i zwierzęcą wściekłością. Ubrany był w skórzane spodnie i kurtkę, a na nogach miał solidne oficerki. Włosy związał z tyłu, choć kilka luźniejszych pasm opadało mu na twarz. Przez ciemne szkła okularów błyszczały lśniące oczy. Podszedł do Christy i ukłonił się.
- Wróć z moją córką - chciała brzmieć władczo, ale tym razem blask jej potęgi przyćmił drapieżnik.
Wilcze kły błysnęły w ponurym uśmiechu.
- Nawet za cenę życia, pani.
Rozpoczęła się pierwsza próba dotarcia do siedziby nadludzi.
  • awatar Lisa Angels: Hahaha... Heyden wymiata... nie no powaliłaś mnie tym, jak wcześniej go nie cierpiałam, to teraz rozbawił mnie na maxa. A tak w ogóle to ile lat ma Trisha i Nathaniel? Bo jakoś tak strasznie młodo sobie ich wyobraziłam, i teraz mi coś nie pasuje XD Ale ubaw... Biedny Alex dostał łomot za niewinność. I mona Jacka bezcenna... hahahahahah cudownie!
  • awatar Seiti: Padam upojona Twym piórem! Chyba nic mnie nie docuci. Jak wspaniale się to czyta. Zacieram rączki, nie mogąc się doczekać akcji. Ach, Nick... co te Nicki mają w sobie ;)
  • awatar Kowalski, opcje!: Jak wilk może być arogancki? ;) Nathaniel to jedno z moich ulubionych imion, wiesz? Moja wena też nie obumarła, dzisiaj rano udało mi się nawet sklecić rozdział.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›