• Wpisów: 215
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 20:47
  • Licznik odwiedzin: 19 658 / 1492 dni
 
sallylou
 
SallyLou: Niepokonani: "Niezniszczalny płomień"

Spokojne nocne niebo nad Centrum choć przesłonięte chmurami osrebrzone było nieco światłem księżyca, który nieśmiało wychylał się zza ciemnych chmur. Przechodnie spoglądali niepewnie na niebo nie wiedząc, czy nie rozpęta się kolejna burza, która w tym sezonie stanowiła już nieodzowny element przechodzenia pór roku. Mieli tylko nadzieję, że uda im się dotrzeć spokojnie do klubów, domów czy innych miejsc spotkań nim kosztowne ubrania i kunsztowne fryzury zniszczą kaprysy pogody.
Jednak po chwili nocne życie na ulicy zamarło. Wszyscy, którzy przebywali na zewnątrz wpatrzeni byli w jeden punkt. Oślepiająca fontanna światła wzbijała się niemal do nieba tworząc nad miastem błękitno-czerwoną łunę. Oczarowani tym kolorowym spektaklem gapie dopiero po chwili usłyszeli odległy huk dochodzący z miejsca skąd wystrzeliły barwne płomienie. Eksplozja rozerwała ciszę rozszarpując spokój przechodniów i wprowadzając panikę.

Nick uderzył całym ciałem w szybę, która momentalnie pokryła się pajęczyną pęknięć. Był zbyt zaskoczony by racjonalnie myśleć, wiec pozwolił by instynkt nim kierował. Ten człowiek, który teraz stał po środku jego domu był zdecydowanie niebezpieczny. Krąg czerwonych płomieni, który otaczał jego ciało rozpełz się po podłodze i meblach w błyskawicznym tempie trawiąc je na popiół.
O tak destrukcyjnej sile sam mógł pomarzyć.
- Czego chcesz? - warknął i rzucił się jak strzała do ataku. Jednak, tak jak przewidział, przeciwnik rozpłynął się w morzu płomieni.
- Nick, prawda? - pojawił się w drugim końcu pomieszczenia. Sięgnął ręką do kieszeni i wyciągnął list gończy za ifrytem - Ludzie płacą sporą sumkę za twój łeb mieszańcu. Aż żal byłoby nie skorzystać z takiej okazji.
- Serio? Nie wydaje mi się aby ktoś taki spoufalał się z ludźmi - syknął w odpowiedzi. Przeprosił w myślach  Holly za zniszczenia i kumulując całą energię cisnął kulą ognia w pierś przeciwnika.
Niebieskie światło na chwilę przytłumiło czerwony poblask, a postać ciemnowłosego mężczyzny zniknęła na chwilę w epicentrum eksplozji.
Uderzenie było dość silne by hartowane szkło w oknie rozsypało się w drobny mak.
- No - szyderczy śmiech zabrzmiał zaraz za Nickiem. Odwrócił się gwałtownie widząc jak szkarłatny demon otrzepuje rękawy z liżących je jęzorów ognia.
- Szl… - nie zdążył nawet zamierzyć się, gdy potężne uderzenie wyrzuciło go w pustą przestrzeń, która pozostała po oknie. Próbował chwycić się parapetu, ale ten wyślizgnął mu się spod palców i ifryt runął w dół.
Błyskawicznie rozproszył się w płomienie i bezpiecznie wylądował na ulicy, ku zaskoczeniu i przerażeniu nieświadomych niebezpieczeństwa przechodniów.
Gdy tylko iskierka czerwieni mignęła mu przed oczami, zamknął oczy i wymierzył najsilniejsze uderzenie prosto w szydercze oblicze.

- Holly, zwolnij - Tabris mentalnie błagał umykającą mu walkirię. Nie mógł uwierzyć, że pomimo niebezpiecznie niestabilnych butów biła go na głowę w sprincie. Nie chciał jej znowu zgubić,  ale nie chciał zmieniać się w swą lisią formę by nie wzbudzać paniki w slumsach.
Już i tak miał wrażenie, ze w Centrum dzieje się co dobrego i nie miał zamiaru robić sobie po drodze kłopotów.
- Holly- wyzipał i chwycił dłoń dziewczyny.
- Tabris! - rozgniewane spojrzenie  jakim go obdarzyła zmusiło go by wypuścił ją.
- Błagam, poczekaj. Nie możemy się w to mieszać - próbował ją przekonać, choć słabo mu to wychodziło. Wiedział, że jeśli chodzi o Nicka to nie przemówi temu krnąbrnemu stworzeniu do rozumu.
- Daj spokój. Nie ma nikogo silniejszego niż Nick - wyszczerzyła kły, choć jej uśmiech był nieprzekonywujący - Muszę tylko się upewnić, że ten kto go zdenerwował usmaży się na skwarkę.
- Nie byłbym taki pewien, zwłaszcza jeśli jego rywal jest tym o którym myślę.
- Co? - Holly niosła brew - Gadaj do rzeczy. Nie mam czasu na zagadki i niedomówienia.
- Powiem jeśli się zatrzymasz.
Palnął to w sumie bezmyślnie, ale ku jego zaskoczeniu walkiria stanęła i odwróciła się.
- Mów, tylko szybko - nerwowo obejrzała się na światło rozbłyskające nad miastem co chwila.
- Jeżeli przybył tu Ignis, to możemy żegnać się z życiem. Żaden pomniejszy Demon Nocy, czy nawet walkiria nie równa się siłą z tym potworem. To demon zrodzony z najczystszego ognia, który przez swój chory umysł został wygnany przez wszystkie demony.
- To skoro jest gorszy niż ktokolwiek z nas to czego nikt go nie zabił?
- Bo się nie da. Ignis przetrzyma każdy atak, nawet od najsilniejszego wroga. Jeszcze nikomu nie udało się go poważnie zranić.
- A Nick? Przecież on jest silny - spytała z nadzieją Holly, choć jej rozbiegany wzrok świadczył o tym, że wolałaby się upewnić o przewadze ifryta na własne oczy.
- No tak, ale w obliczu destrukcyjnej siły Ignisa nawet on nie przetrwa.
- Więc módlmy się aby to nie był ten o którym mówisz - odparła Holly i pomknęła jak łania.
Tabris potarł dłonią czoło. Dopiero co wyszedł z jednego piekła, by trafić do kolejnego, jeszcze gorszego. Nie miał sił by walczyć z kimkolwiek. Oparł się o ścianę budynku obserwujące feerię barw. Miał już wszystkiego serdecznie dość.

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego