• Wpisów: 215
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 20:47
  • Licznik odwiedzin: 19 658 / 1492 dni
 
sallylou
 
SallyLou: Tsa... moje ogarnięcie się zajęło więcej czasu niż powinno, ale niestety wena mnie ma gdzieś i przyłazi tylko na chwilkę. Kto wie kiedy następny raz mnie kopnie :)

____________________________________

Niepokonani: "Najgorsza bestia wśród potworów."

Hayden znudzonym wzrokiem omiótł pochylone w pokłonie postacie. Oddające cześć jemu, wielbiące go jako tego silniejszego. Leniwy uśmiech wypełzł na wąskie usta, ale szybko zniknął, gdy demon uświadomił sobie, że pokorna postawa niewolników to tylko efekt wieloletniego tresowania ich jak psy. Nie miał zbyt częstego kontaktu z tymi ludzkimi kreaturami, które służyły jego Panu. Z reguły zajmował się tym Marco, ale tym razem musiał go wyręczyć. Jak we wszystkim innym ostatnimi czasy…
- No więc - odezwał się znudzonym tonem, wyciągając wygodniej w fotelu - O co chodzi?
- Paniczu, pewien gość prosi o audiencję u pana Marco, niestety nie możemy go odnaleźć, z racji tego odesłano nas tu - wyrzucił na jednym tchu niewolnik jakby bał się, że Hayden mu przerwie.
- No i? Mam się tym zainteresować?
- Gość bardzo nalega - zająkał się niewolnik. - Powiedział, że za każdą minutę zwłoki zabije jednego z demonów. I przyśle ci głowę…
- Interesujące. Ile już czeka?
- Jakieś dwie godziny. Powiedział mi, żebyś lepiej pozwolił mu tu wejść, bo ma zamiar powiesić te głowy na ścianach holu.
- Niech je sobie wiesza, może uda mu się nieco odświeżyć wygląd tego miejsca.
- Bardzo wątpliwe. Tu może być tylko paskudniej - za drzwiami zabrzmiał ochrypły głos. - Mam dość czekania, bezpański kundlu. Wpuść mnie albo zacznę zastanawiać się nad wykorzystaniem twojej czaszki jako pucharu.
- Otwórzcie drzwi - Hayden machnął ręką wciskając się głęboko w fotel - I wynoście się stąd.
Niewolnicy z wysiłkiem  uchylili ciężkie odrzwia usuwając się z drogi stojącej w mroku korytarza postaci.
- Jakiś problem? - Demon Nocy uniósł brew czekając aż przybysz przekroczy próg.
Tak się jednak nie stało.
- Twoja służba to straszne ciemnoty, nawet nie wiedzą kim jestem - w ciemności błysnęły potężne kły - Jestem dość nietutejszy więc mógłbyś mnie zaprosić, jak grzeczny kundel półczłowiek. Z pewnych względów nie mogę tu wchodzić bez pozwolenia kogo z wewnątrz.
- Wolałbym najpierw wiedzieć z kim mam do czynienia.
- Pochodzę z Imperium Ziemi. Choć pewnie komuś takiemu jak ty, nic to nie mówi.
- Ano nie kojarzę. Ale nie żebym kiedykolwiek przykładał się do nauki czy coś.
- Żałosne - westchnął przybysz z rozczarowaniem - Skoro nic nie wiesz znajdziesz kogoś kompetentnego, kto wie w ogóle co się dzieje na świecie.
- Nie trzeba, sam się znalazł - w drugich drzwiach stanął Marco - wejdź , zapraszam.
- Dziękuję - przybysz przestąpił próg.
- Potwór - mruknął Hayden, gdy tylko ujrzał twarz gościa.
- Coś mówiłeś mieszańcu? Za kłamstwa powinienem obciąć ci język.
- Tu nie sięga twoja władza, Lucy. Nie radziłbym grozić podwładnym Pana.
- Hę? - obcy odwrócił się w stronę Marco - Nie rób z siebie głupca. Wleźliście sobie na moje ziemie i uważacie, że to należy do was. Gdyby nie to, że bywacie przydatni dawno byśmy się was pozbyli. A tak w ogóle to miało cię tu podobno nie być, Marco.
- Teoretycznie mnie nie ma, w praktyce jestem. Hayden zastępuje mnie w pilnowaniu porządku, bo nie mam czasu.  Ale skoro musiałeś tu przyjść nieproszony to niestety moim obowiązkiem jest ogarnąć ten burdel, który już udało ci się tutaj zrobić. Podobno powiesiłeś głowy moich ludzi na ścianach.
- Tym razem żartowałem. Tylko ich zabiłem.
- Wielkie dzięki - Marco wykrzywił się ze złości - Już zapomniałem o tym jak bardzo lubisz wkurzać Panów Miast.  Ale koniec gadania o błahostkach. Czego tu szukasz?
- Władca podjął decyzję. To koniec.
- Tak szybko?
- Trzeba podjąć środki zapobiegawcze. Nie można pozwolić aby robiła co jej się w duszy podoba.
- Przepraszam? - Hayden nie rozumiał o czym tych dwóch mówi - Mogę wiedzieć o co chodzi?
Lucy odwrócił się w jego stronę. Czerwone włosy wyglądały niczym kolce na jego głowie, a ciemne okulary zasłaniające oczy błysnęły niczym ślepia dzikiego zwierza.
- Marco, dlaczego pozwalasz półludziom tak się panoszyć? Nie nauczyłeś tego psa manier?
- To nie temat do rozmowy teraz. Zamierzacie zaatakować ją.
- Oczywiście. Jeszcze nim ten rok się skończy Królestwo Demonów Nocy będzie miało nowego władcę.
- Że co proszę? Chyba nie mówisz o Chriście? - Hayden ignorując instynkt samozachowawczy chwycił za futrzany kołnierz demona, co nie było łatwe, gdyż Lucy był o wiele wyższy od niego. Już miał wrzasnąć, aby przybysz wytłumaczył mu o co chodzi, gdy pojął swój błąd.
Nawet nie zauważył kiedy  na jego gardle zacisnęła się ręka niemal miażdżąc krtań. Zanim zdążył zareagować uścisk rozluźnił się,  a silny kopniak w brzuch posłał go na ścianę.
Upadł ciężko i sapnął przerażony, kiedy próbował złapać oddech. Czuł się jakby coś w gardle zaciskało się jak obręcz uniemożliwiając zaczerpnięcie tchu.
- Przestań się bawić - usłyszał głos Marco, który brzmiał jakby zza grubych ścian.
- Cholera, czyżby minęły czasy, kiedy bawiło cię to? To takie przykre - Lucy zarechotał dziko, ale chyba posłuchał bo nagle Hayden poczuł, że może znowu swobodnie oddychać - Twoje szczęście, kundel. Ale drugi raz nie radzę ci tego robić. Bo skończysz jako posiłek dla moich psów. Rozumiesz?
Chłopak podniósł się do siadu zaciskając ręce na brzuchu. Był zbyt skołowany i zaskoczony by ogarnąć o co może chodzić czerwonowłosemu potworowi. Pierwszy raz ktokolwiek obcy potraktował go jak śmiecia.
Skinął głową.
- Chyba nie ogarniasz, kundlu. Rozumiesz, czy nie. Odpowiadaj!
- Tak, rozumiem, panie Lucy - wysapał.
- Świetnie, więc teraz wolałbym przejść do interesów - mruknął do Marco - A ty, gnojku, zapamiętaj. Taka miernota jak ty, zwraca się do mnie Wasza Książęca Mość albo książę Lucifer - uśmiechnął się dziko Lucy i żołnierskim krokiem wymaszerował z sali - Chodźże Marco - rozkazał.
Biedny bezpański demon posłał Hayenowi bezradne spojrzenie i wzruszył ramionami.
- Potem ci wyjaśnię - powiedział bezgłośnie i niemal wybiegł, aby dogonić gościa.
Hayden wytrzeszczył oczy, ale wolał się nie odzywać. Wolał by ten demon więcej się nie pojawiał.

Pół godziny po incydencie z Haydenem Lucy chyba zapomniał już o jego istnieniu. Marco ze smutkiem spoglądał na coraz mniejszą ilość alkoholu w butelce. To był jego ulubiony gin zajumany od Demonów Nocy. A teraz z zastraszającą szybkością znikał z butelki.
- Tego się nie pija w ten sposób - westchnął spoglądając na demona ziemi.
Lucifer w odpowiedzi pociągnął większy łyk i odstawił niemal pustą flaszkę na stół.
- Dobre - westchnął i rozwalił się na fotelu opierając nogi o blat. - Myślę, że rozumiesz już naszą sytuację. Kwestią do dyskusji pozostaje wasz udział. Bo pieprzone aniołki z góry strzelają focha i nie pomogą.
- Podniebne demony mają inne rzeczy na głowie. To było oczywiste, że nie zgodzą się wam pomoc, kiedy u nich jest bałagan.
- No taaa…. Dlatego liczę na waszą pomoc. Macie sporo ludzi chętnych do rozróby i innych przyjemności związanych z wojną. Mam już poparcie siedmiu z dwunastu Miast. Ale bardzo mi zależy by i Miasto Grzechu dołączyło do Imperium. Wiem, że tutejsze demony są najbardziej plugawymi i obrzydliwymi kreaturami jakie aktualnie łażą po ziemi. Bardzo by mi się przydało twoje wsparcie, Marco. Kiedyś świetnie nam szło niszczenie wszystkiego. Powrót do tamtych czasów byłby dla mnie miłą odskocznią od nudnej codzienności.
- Czyli chodzi tylko o zabawę? Nigdy nie wykazywałeś się zbytni rozsądkiem Lucy, ale to przejaw głupoty bliskiej idiotyzmowi.
- Ty doskonale wiesz, że ani mi ani mojemu władcy nie chodzi o zabawę. Jej Wysokość Christa zaczyna niszczyć samą siebie. Jej Królestwo ogarnia powoli chaos i widmo wojny domowej. A na dodatek królowa zaczyna przyciągać do siebie najgorsze wyrzutki społeczne, te które odrzuciliśmy ze względu na ich zbyt wielkie szaleństwo i siłę. Król i jego synowie, gdzieś nie wiadomo gdzie, a szaleństwo Christy rośnie z dnia na dzień.  Trzeba to zakończyć nim będzie za późno.
- Nie mogę się nie zgodzić, ale nie wolno ci rzucać się na Królestwo Demonów Nocy z pazurami, jak dzikie zwierze. Fakt, królowa jest coraz bardziej niebezpieczna, ale nie wolno zapomnieć o tym, że jej ludzie są gotowi za nią umrzeć. Demony Nocy nie są słabe i choć nie angażują się w nasze życie ani ludzi, jestem prawie pewien, że siłą dorównują na pewno nam, a możliwe, że i Imperium. Już nie wspominając o tym co mogłoby się stać, gdyby udało się tobie zabić Christę. Cholera wie co mogłoby to spowodować. Nie wiem, czy któryś z Panów nie połasiłby się o te tereny, twojemu władcy też nie chcę ufać, już nie wspominając o ludziach i tych ich udoskonalonych łowcach. Jeśli przyszłoby do głowy komuś wyżej postawionemu zagrabić bogactwa Demonów Nocy, prawdopodobnie wywiązałaby się najkrwawsza i  najdłuższa wojna od pięciuset lat.
- Więc od razu powinniśmy pomyśleć nad nowym władcą.
- Tego nie da się wymyślić na szybko. Najlepiej byłoby w tym miejscu skończyć rozmowę na ten temat. Wojny nie zaplanuje się w jeden dzień. Tak jak nie powiem ci od razu, czy mogę pomóc. To co chcesz zrobić jest bardzo ryzykowne.
- A czy cokolwiek w moim życiu było mniej ryzykowne? Chyba aż taka ciapa z ciebie się  nie zrobiła i nie martwisz się o mnie Marco?
- Martwię się, że twoje prywatne urazy wpłyną na twój sposób postrzegania Demonów Nocy.
- Insynuujesz, że mogę żywić dawne urazy i chcieć się zemścić? Daj spokój wybaczyłem im wszystko - Lucy zaśmiał się, choć to brzmiało bardziej jak krzyk hieny.
- Takich rzeczy się nie wybacza - mruknął Marco.
Lucy tylko uśmiechnął się.
Lucifer miał w przeszłości pecha natknąć się na tak zwanych "medyków" pochodzących z Królestwa Christy. Byli oni jednostką, która bez wiedzy władz eksperymentowała na wszystkich żywych istotach jakie nawinęły się im pod ręce. Lucy miał piętnaście lat, kiedy nieopatrznie zapuścił się na nieznany teren i wpadł w łapska szalonych naukowców. Ze względu na swą dużą odporność wynikającą z bycia czysto krwistym demonem ziemi, stał się ulubionym przedmiotem chorych wymysłów demonów. Chcąc stworzyć niezniszczalnego potwora poddawali go torturom i wyniszczali organizm przeróżnymi substancjami.
- Nie wiem ile razy złamali mi nos, ale w końcu przestał się zrastać dobrze - rzucił kiedyś podczas rozmowy Lucy. Język rozwiązał mu się dopiero, gdy był pijany w sztok. I choć bełkotliwie opowiedział o eksperymentach medyków.
- Byli silni. Połamali mi na początek kości bym nie mógł uciec. Głupi byłem, a oni cholernie mnie przerażali. Zanim otrząsnąłem się z szoku i bólu straciłem jakąkolwiek drogę ucieczki. Nie pamiętam za dużo. Często traciłem przytomność i budziłem się zakrwawiony. Niezdolny do jakiegokolwiek ruchu. Zaczęła mi odbijać szajba. Potrafiłem non stop gadać sam do siebie. Wiedziałem, że to chore i popieprzone, ale nie potrafiłem się powstrzymać. Przy takim czymś łatwo ześwirować.
Zanim Luciferowi w końcu udało się nawiać jego umysł i ciało zostało na trwałe uszkodzone. Pajęczyna blizn przecinała prawą połowę twarzy na szyi łącząc się z grubymi szramami źle pozszywanymi przez lekarzy. Pierś i prawą rękę naznaczały głębokie rany, które goiły się latami stając się wieczną pamiątką po tym co przeżył. Szok, który przeżył jego organizm sprawił, że ciało stało się bardziej podatne na zranienia, a rany wolniej się goiły.
Ale chyba umysł najgorzej zniósł cierpienie. Demony ziemi z natury nie były tak skore do walk i okrucieństwa jak bezpańscy czy poddani Christy. A jednak wraz z upływem lat po powrocie na swoje ziemie Lucy zaczął zachowywać się o wiele bardziej agresywnie niż inni. Inteligentniejszy niż szalone demony stał się dla władcy narzędziem do siania strachu wśród poddanych i innych nacji demonów. I choć nigdy nie posunął się do jawnych aktów okrucieństwa, Marco przeczuwał, że w końcu musi wybuchnąć.
Teraz miał wrażenie, że ten moment jest bliski.
- Wiesz co, Marco… - bezpański drgnął, na dźwięk głosu Lucifera. Otrząsnął się z rozmyślań i spojrzał na niego. Demon smętnie przyglądał się butelce. Wyglądał jakby też wspominał przeszłość i to co przeszedł. Marco miał zamiar powiedzieć coś by podnieść na duchu starego druha, gdy ten wypalił.
- Naprawdę nie masz tego więcej? - podniósł flaszkę lustrując resztkę płynu na dnie i wyszczerzył kły - mam ochotę dziś się upić.
- Idiota - wycedził Marco nie chcąc dać po sobie poznać, że nieomal zaczął pocieszać tego wrednego sukinsyna.
- Język - syknął Lucy - Bo ci go odgryzę.
- Ta, wiem, że jesteś do tego zdolny. Wiesz co, może jak poszukam, to znajdę coś w miarę przyzwoitego. Oczywiście nie tak doskonałego jak ten gin, ale da się przełknąć.
- No i to rozumiem - demon poprawił okulary - A tak przy okazji to dziwne psychiczne coś co było tam z tobą jeszcze żyje? Chciałem spytać co się tak narwał do ataku.
- Wątpię czy to by go zabiło. W końcu to syn królowej Christy.
- Ooo - Lucifer wyprostował się, a na jego twarzy odmalowało się zdziwienie. Jednak po chwili uśmiech wypełzł na jego oblicze nadając jego rysom bardziej upiorny kształt - Rozumiem.
lucy.jpg

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego