• Wpisów: 215
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 20:47
  • Licznik odwiedzin: 21 012 / 1762 dni
 
sallylou
 
SallyLou: Króciutkie dokończenie ostatniego rozdziału, który przed wiekami był. Próbuję ogarnąć ten bajzel w notatkach i zabieram się za pisanie :D Na razie będą tylko rozdziały z "Niepokonanych", ale obiecuję wrócić też do reszty.

sallylou.pinger.pl/m/27045413
___________________________________________________
- Czasami mam wrażenie, że Nick nie pojmuje pojęcia przyjacielskiej pomocy - mruknął Tabris pod nosem podążając śladami swojej towarzyszki, która zniknęła w ciemnych uliczkach slumsów. Gdy tylko nastał mrok, Holly wybiegła z mieszkania niczym nawiedzona zjawa. Już kilka godzin wcześniej lisi demon widział jak uporczywie wpatrywała się w zegarek mrużąc oczy z zniecierpliwienia. Była głodna i tylko czekała, aby móc się wyrwać na polowanie.
A teraz zgubił ją w obskurnych ciasnych uliczkach, które tworzyły istny labirynt korytarzy.
Nie przejmował się tym zbytnio, w końcu była dorosła i posiadała sporą dozę rozsądku. Podejrzewał, że po prostu celowo go porzuciła, nie chcąc by widział jej polowanie. Choć minęło tyle czasu od kiedy spotkał ją po raz pierwszy, to nie zmieniła się zbytnio pod tym kątem. Wciąż brzydziła się tego jak musi żyć.
Ale mimo wszystko…
- To było chamskie, Holly - wysyczał przez zaciśnięte zęby. W przeciwieństwie do walkirii nie znał tutejszych zaułków, więc błądził nie do końca wiedząc gdzie zmierza.
Ludzie, których mijał przedstawiali obraz nędzy i rozpaczy. Różnica między dzielnicami nędzy, a luksusowymi osiedlami bogaczy była diametralna.
I to tu wychowywała się córka Christy… Tabris mógł nieco lepiej zrozumieć specyficzny charakter dziewczyny.
Otoczenie nie podobało się lisiemu demonowi. Cuchnęło tu rozpaczą, gniewem i przerażeniem. Było gorzej niż w najciemniejszych odmętach ziem należących do demonów.
Siedzący pod ścianą rozsypującego się budynku strzec spojrzał na niego zmętniałym wzrokiem.
- Choć jedną monetę daj szlachetny panie. Wspomóż biedną duszę - wyciągnął w jego stronę rękę pokrytą wrzodami.
Tabris odwrócił wzrok. Jak na lisiego demona przystało z daleka wyczuwał aurę śmierci. Mężczyzna umierał powoli na chorobę, która niszczyła ciało od wewnątrz przeżerając organy i kości. Wyniszczenia widoczne gołym okiem, były ostatnim stadium choroby. Zostało mu może kilka dni zanim umrze.
Z cichym westchnieniem Tabris przywołał do siebie ducha, który wniknął w ciało schorowanego człowieka. Jego oczy zniknęły pod powiekami, a rysy twarzy złagodniały. Duch uśmierzył jego ból i pozwolił spokojnie zasnąć, aby bez cierpienia człowiek mógł odejść z tego świata. Więcej demon nie mógł zrobić.
- Zabiłeś go? - usłyszał nad sobą głos Holly. Spojrzał na dziewczynę, która siedziała na krawędzi dachu, bez cienia emocji lustrując leżące ciało.
- Nie, tylko złagodziłem ból - Tabris wzruszył ramionami - Dobrze, że jesteś. Nie wiesz nawet jak łatwo zgubić się w tych zaułkach.
- Wybacz - walkiria zeskoczyła z dachu stając obok niego - Nie zabrałam cię po to byś oglądał jak poluję. Chciałam porozmawiać spokojnie - ruszyła przed siebie nawet nie patrząc czy jej przyjaciel za nią podąża.
- Hm? - Tabris uniósł brew - Co się dzieje? Masz jakieś kłopoty?
- Nie. Akurat nie ja. Chciałam po prostu wiedzieć, czy wszystko w porządku z tobą.
- Masz zamiar znowu mnie pobić, by wyrazić swoje uczucia? - wykrzywił się lekko.
- Nie, o ile będziesz ze mną szczery.
- A dlaczego miałbym kłamać?
Oczy walkirii zapłonęły dziko.
- Jeśli nie zamierzasz być ze mną szczery, zmuszę cię byś powiedział mi prawdę. Tabris, ja naprawdę chcę wiedzieć co się z tobą dzieje. Jesteś cieniem dawnego siebie. Czuję się jakbym już straciła i ciebie - przystanęła na chwilę zagradzając u drogę - Wywalono mnie z mojego niby "domu", Isabel nie żyje,  z Eldem nie mam kontaktu. Tylko ty zostałeś... Wyglądasz jak wrak.
- Dziękuję za szczerość…
- Wiesz, gdybyś był moim chłopakiem poradziłabym sobie z tobą porządnie.
- Swą miłością uleczyłabyś mój ból? - lisi demon spojrzał kpiąco na Holly.
Dziewczyna uniosła brew.
- Oczywiście, że nie. Wybiłabym ci problemy z głowy i to w sensie dosłownym - uderzyła pięścią w otwartą dłoń
- Wyrazy  współczucia dla Nicka - wymamrotał pod nosem Tabris.
- No, ma przerąbane biedactwo…Uch! - nagle grunt uciekł jej spod nóg i wyrżnęła jak długa z hukiem upadając na brudną ziemię.
- Holly! - Tabris wyciągnął rękę do dziewczyny i pomógł jej stać starannie maskując uśmiech.
- Nie wiem co tak cię bawi lisie - mruknęła walkiria otrzepując ubrania - Zagapiła się - kopnęła w wystający z ziemi kamień, który zwalił ją z nóg.
- Skurczybyk miał rację… - mruknął pod nosem Tabris.
- Słyszałam… Co ci nagadał mój uroczy ifryt?
- Że nic cię nie pokona tak szybko jak nowe buty.
Wysokie obcasy czarnych kozaczków stuknęły groźnie.
- Wy, faceci, nie znacie się na tym co świetne. A buty są… czaderskie.
- Cza… jakie?
- Oj, tak mówią te urocze małolaty z bogatych rodzin. Cokolwiek to znaczy idealnie odzwierciedla to co myślę o tych butkach.
- Nie będę wnikał  twój tok myślenia - lisi demon pokręcił zrezygnowany głową. Wolał tamtą bardziej porąbaną Holly, która nie przejmowała się aż tak ciuchami. Nawet jeśli była o wiele straszniejsza.
Nagle ciemność rozdarła łuna szkarłatnego światła nad Centrum.
- O fajerwerki? - walkiria zmrużyła oczy przypatrując się zjawisku.
Słup błękitnego ognia sprawił, że jednak zmieniła zdanie co do źródła światła.
- Cholera jasna - warknęła i rzuciła się biegiem w stronę ognistej łuny.
Tabris nawet nie zauważył tego. Z otwartymi oczami wpatrywał się w szkarłat ognia, który zdusił lśniące niebieskie światło.
- Niemożliwe… - wyszeptał - On nie ma prawa istnieć!

Cool-Fire-Wallpaper-61NQl.jpg

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego