• Wpisów: 215
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 20:47
  • Licznik odwiedzin: 20 175 / 1612 dni
 
sallylou
 
Nadeszła kolej na mój prezent, choć jest już bardziej poświąteczny :D Od wieków nie dodawałam żadnych rozdziałów tego opowiadania, więc mam nadzieję, że nie zabijecie mnie za tą kiepściznę, którą wycisnęłam z siebie. Musze na nowo się wkręcić w pisanie.
Miłego ( mam nadzieję) czytania :D

Rozdział IX

Wykończony umysł Mei szybko popadł w senne odrętwienie i przez kilka godzin spowijała go ciemność. Dopiero, gdy zmęczony organizm nieco zregenerował się, pojawiły się senne mary i wizje, które ukazywały się i znikały zanim zdążyła się im przyjrzeć. Jednak drażniło to dziewczynę i zakłócało spokojny sen do tego stopnia, że gdy w końcu rozbudziła się czuła się tak samo zmęczona jak wieczorem.
Pierwszym co zrobiła, gdy tylko jej umysł się rozjaśnił, był poczłapanie do piwnic, gdzie chwilowo przetrzymywany był Akihiro. Niemal zderzyła się z Leonem, który pojawił się znikąd przed jej oczami. Skinęła mu głową na powitanie i ominęła bez słowa. Musiała spytać o coś carewicza, zanim to jej się ulotni z głowy.
Pomieszczenia w którym więziono Akiego pilnowało dwóch mężczyzn, którzy spojrzeli na nią jak na wariatkę, gdy poprosiła by ją wpuścili.
- Muszę go o coś spytać - wymamrotała powstrzymując się od ziewnięcia. Musiała przedstawiać obraz nędzy i rozpaczy, ale miała to gdzieś - Jestem Mei…
- Wiem, kim jesteś - starszy z nich przerwał jej - Wnuczka Tadakiego. Panicz Leonard powiedział byśmy nie wpuszczali cię tutaj, aż nie pomówi z twoim dziadkiem.
Dziewczyna skrzywiła się. Mógł jej łaskawie o tym powiedzieć, kiedy go mijała.
- Nie jestem służącą Leona, więc nie może mi niczego zakazywać - odparła hardo - Ale jeśli mój dziadek potwierdził ten zakaz to wyjdę stąd.
Młodszy strażnik westchnął i otworzył drzwi.
- Miej dla niego litość - mruknął tajemniczo zanim weszła do pomieszczenia. Mei podziękowała skinieniem głowy i weszła do środka.
W ponurym wnętrzu mimo wczesnej pory paliły się dwie pochodnie. Carewicz siedział na swoim posłaniu z nogami podciągniętymi do brody jak dziecko. Głowę oparł na splecionych dłoniach tak, że włosy zasłoniły jego twarz. Wyglądał jakby się załamał.
- Carewiczowi nie odpowiadają warunki panujące u nas? - spytała nie mogąc powstrzymać się od odrobiny złośliwości.
- Warunki w porządku, tylko służba coś nie taka - podniósł głowę i spojrzał na nią gniewnie - Mówiłaś coś o zapewnieniu mi nietykalności.
Mei w milczeniu przyjrzała się jego twarzy, która teraz była z jednej strony zaczerwieniona. Z ust i nosa Akiego sączyła się krew, której carewiczowi nawet nie chciało się zetrzeć. Choć w duchu cieszyła się z tego, że oberwał, nie mogła znieść przerażającej myśli, że teraz carewicz, jak tylko go wypuszczą, wszystko wyśpiewa władcy Northen.
- Kto ci to zrobił? - spytała cicho, nie chcąc zdradzić, że głos jej drży.
- Twój narzeczony, który był tu przed tobą. Odważny wielce, kopać kogoś skutego - odparł młodzieniec, choć już spokojniej.
- Narzeczony? - wykrzywiła się dziewczyna - Chyba nie mówisz o Leonie?
- Nie wiem jak miał na imię - Aki wzruszył ramionami - Jasnobrązowe włosy związane w warkocz i okulary.
- To on - mruknęła zdziwiona Mei - Dlaczego nazwałeś o tak? Czy wyglądam na osobę zaręczoną z kimś?
- Nie wiem nic. Ale ten gość zaczął strasznie się ciskać i krzyczeć, zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć. Wrzeszczał, że jak na Błogosławionego jestem okropnym prostki i chamem, który włazi do pokoi młodych dam, bez cienia przyzwoitości. Uznałem, że chodzi mu o ciebie.
- Co za idiota - westchnęła głośno - Wybacz mi za to, że nie dotrzymałam danego słowa. Byłam pewna, że wszyscy są poinformowani o naszym stanie rzeczy.
Aki wydawał się być zszokowany jej słowami.
- Przecież mówiłem już, że nie obchodzi mnie co ta podła gadzina, której muszę służyć, zamierza robić. Gdyby nie to, że potrzebuję pomocy twojego dziadka i reszty rady już by mnie tu nie było. Ja po prostu chcę wrócić do swojego kraju i wesprzeć ojca.
- W porządku. Jednak muszę przeprosić za swoje zachowanie. Po prostu…
- Brzydzisz się nami, tak jak my Przeklętymi - dokończył Aki pocierając policzek, który już zaczął puchnąć. Skrzywił się przy tym - Cholera twardą ma podeszwę w bucie - syknął.
- Poproszę kogoś by cię opatrzył - podeszła do drzwi i już miała wychodzić, gdy przypomniała sobie o tym, po co tu w ogóle przyszła - Masz młodszą siostrę o imieniu Corry?
Aki skinął głową.
- Tak, a czemu pytasz?
- Ciekawość - odparła szybko i wybiegła.
Musiała teraz znaleźć dziadka….

Nie było to trudne, gdyż słyszała jego podniesiony głos na dziedzińcu. Szybko zbiegła po schodach ciekawa na kim staruszek się wyżywa.
Nie była wcale zdziwiona, gdy tym kimś okazał się być Leon.
- Ty kretynie - wrzasnęła przerywając dziadkowi - Prawie zepsułeś wszystko - podniosła rękę gotowa uderzyć Leona, ale Tadaki złapał ją za nadgarstek nim pięść dosięgła twarzy młodego mężczyzny.
- Nie unoś się tak, Mei - upomniał ją surowo dziadek - Dostał już reprymendę.
- Więc wiesz? To dobrze… A teraz zostawiłbyś mnie z tym imbecylem na chwilkę? Chciałam porozmawiać w spokoju.
- Oby to się obyło bez rękoczynów - odparł Przeklęty.
- Nie mogę obiecać - syknęła dziewczyna czując jak wściekłość w niej płonie żywym ogniem - Chodź Leonardzie, chciałabym sobie coś z tobą wyjaśnić.
-Zawlokła go na plac treningowy, gdzie aktualnie nikogo nie było.
- Coś się stało, Mei? - Leon wyglądał na zmartwionego - Czemu jesteś taka zła?
- Pobiłeś więźnia - syknęła rozeźlona - Nie słyszałeś o tym, że tak nie wolno?
- Już twój dziadek nawrzeszczał na mnie. Nie musisz się powtarzać.
- Wiem. Ale nie o to chodzi. Mógłbyś przestać traktować mnie jak własność? - warknęła.
- Co? Kiedy cię tak traktuję?
- Ostatnio bardzo często. Warczysz na każdego, kto powie o mnie coś złego i na każdym kroku pilnujesz.
- Nic złego nie robię. To źle, że staram się by ludzie nie złorzeczyli ci.
- Tak. To nie jest twój interes, Leon. Tak samo jak to, że walnąłeś Akiego. To ja powinnam to zrobić,  a nie ty. Nie jestem nadobną panną, która potrzebuje ochrony przed każdym.
- A co by było gdyby Kimura cię zaatakował?
- To ty być mi na pewno nie pomógł, bo cię nie było. Jeśli wróciłeś tu tylko dlatego, że mam mały problem to jesteś idiotą. Nie potrzebuję opieki żadnego mężczyzny, żadnego kretyna, który nie rozumie tego, że potrzebuję swobody…- urwała widząc jak twarz Leona blednie, a oczy zza szkieł lśnią nienaturalnie.
- Co jest złego w tym, że ktoś się o ciebie troszczy? Jeśli kogoś kochasz poświęcisz mu całe życie. - wyszeptał i zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć odwrócił się i odszedł.
Mei przycisnęła dłoń do policzka, nie wiedząc co zrobić. Ze zmęczenia, strachu i złości na Błogosławionych wyżyła się na Leonardzie, który po prostu chciał jej pomóc.
Wróciła do dziadka, który wciąż stał tam gdzie wcześniej.
- Wyglądasz na wzburzoną. Coś ci naopowiadał? - spytał Tadaki.
- Nie to raczej ja sobie pokrzyczałam. Zresztą nieważne, zaczynam powoli wariować. A i chciałam ci przekazać wiadomość, siostra carewicza to służka mojej mamy.
- Coś ty powiedziała? - dziadek uniósł głowę zaskoczony.
- Twarz Kimury wydawała mi się dziwnie znajoma, ale nie wiedziałam skąd go kojarzę. Jest bardzo podobny do Corry Sun, która pracuje u nas. Akihiro ma siostrę o tym samym imieniu.
- To nonsens. Co carska córka mogłaby robić na Zachodzie? Zresztą na pewno ani ojciec, ani brat by jej tam nie puścili samej. I na pewno nie pracowałaby dla nikogo, mając do dyspozycji takie bogactwo jak majątek cesarza.
- Może to zbieg okoliczności - dziewczyna wzruszyła ramionami - Ale gdyby nie to, to co to mogłoby być?
- Jeśli to naprawdę Corry Kimura, to mógłbym podejrzewać cesarza Sint o szpiegowanie Trias. A to niemal od razu świadczyłoby o tym, że albo pilnują każdego członka naszego klanu, albo to ma związek z Wielkim Księciem i jego córką.
- Caroline - przytaknęła Mei - Zaczynam się bać.
- Ten Aki sprawia na coraz większe kłopoty. Muszę pomówić z Czarną Różą. Znowu… - westchnął ciężko - A tobie radzę zjeść śniadanie i przestać zamartwiać się drobnostkami. Coś wisi w powietrzu.  Powinniśmy być gotowi na wszystko.
- Rozumiem. Do zobaczenia później dziadku.

- Panienka mówi poważnie? Panicz Leon, powiedział coś takiego? - Olivia szarpnęła mocniej grzebieniem, gdy napotkała kołtun.
Mei jęknęła modląc się by ta tortura się szybko skończyła.
- Powiedział, że gdy się kogoś kocha, to poświęca się mu życie, czy jakoś tak.
- To takie piękne. Panicz ma naprawdę poetycką duszę. Piękne wyznanie miłości - westchnęła służąca - I co panienka odpowiedziała na takie wyznanie?
- Co? Nic nie odpowiedziałam, bo powiedział to dopiero wtedy, gdy wyzywałam go i powiedziałam, że nie jest mi potrzebny ani on, ani żaden inny facet. Auć, cholera jasna, Olivio! To boli!
- Przepraszam najmocniej, to niechcący. Ale swoją drogą, to okropne, że tak powiedziałaś temu biedakowi. Przecież widać, że jest zakochany. Mówiłam już kiedyś o tym panience.
- Ale ślubnego kobierca nie będzie - mruknęła Mei przypominając sobie słowa Olivii - Chyba Leon nie odezwie się do mnie już więcej. Ale co mam poradzić na to, że jestem żałośnie płytka i jeszcze nigdy się na porządnie nie zakochałam. Dlaczego czuje się winna temu, ze nie kocham go?
- Nie martw się. Wszystko się poukłada.
Mei pokręciła głową. Patrząc jak wszystko wokół coraz bardziej się plącze miała wrażenie, że może tylko jeszcze głębiej zatonąć w tym chaosie.

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.