• Wpisów: 215
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 20:47
  • Licznik odwiedzin: 21 134 / 1790 dni
 
sallylou
 
Rozdział XII


Prawdziwe oblicze nieprzyjemnego wężowatego człowieka Megumi poznała kilka dni po spotkaniu z nim. Od początku widać było, że jest mrukliwym typem, który w najlepszym przypadku zachowuje się oschle, w najgorszym jest jadowity niczym żmija. Nie był skory do rozmowy, zresztą właściwie nie musiał się tak wysilać. Zawczasu rozpoznawał jej niewerbalne pytania i odpowiadał lakonicznie. Mimo to nie był najgorszym towarzystwem. I chociaż traktował dziewczynę bardziej jak przedmiot, którym miał się posłużyć do swoich planów,  starał się zadbać o nową towarzyszkę.
Dziwnym typem był Alex, jednak Megumi musiała w duchu przyznać, że lepszego towarzystwa znaleźć nie mogła. Sprawiał dość nieprzyjemne wrażenie dzięki czemu inni mijani wędrowcy usuwali się z drogi przemykając chyłkiem z opuszczonymi głowami. Dziewczyna czuła się zażenowana tym całym cyrkiem, było jej głupio, że ludzie traktują ich niemal jak smoki.
Szarpnęła wodze swojego wierzchowca i zmusiła do szybszego marszu, aż zrównała się z Alexem.
- Słuchaj, czy aby nie za bardzo się wyróżniamy? - spytała, starając się by zabrzmiało to w miarę uprzejmie.
- Hm? - jej towarzysz spojrzał na nią z ukosa - Skąd taka myśl?
- Zachowujesz się jakbyś było co najmniej królem. To zwraca uwagę.
- O, królowa mnie poczuła - odparł znudzonym głosem mężczyzna.
- Król….owa? Ja się nie zachowuję tak! - odparła nieco niepewnym tonem, nie wiedząc do czego zmierza.
- Nie ważne - mruknął Alex - Może i masz rację. Powinniśmy bardziej uważać.
- W porządku… - uniosła brew nie rozumiejąc co się z nim dzieje. Czy tak zachowywał się każdy psychopata, czy tylko on?
- A może przestań tak głośno myśleć i przyjmij do wiadomości, że niektórzy nie mieli czasu na sen przez kilka ostatnich nocy - warknął, a bursztynowe oko błysnęło niebezpiecznym światłem.
- W porządku - powtórzyła spokojnie nie chcąc drażnić  tego wilka w owczej skórze. Chociaż bardziej wyglądał jak wilk przebrany za sowę…
- Do cholerny, mogłabyś przestać? Masz naprawdę barwne porównania, ale nie obchodzi mnie co o mnie myślisz.
- Trzeba było nie słuchać - powiedziała spokojnie, choć faktycznie musiała mu przyznać rację. Zbyt dużo nad nim filozofowała. Postanowiła od teraz skupić się na krajobrazie.
Kierunek jej wędrówki nie zmienił się, wciąż podążali na północ. Ich drogę przecinał łańcuch górki, który był właściwie najgorszą przeszkodą na drodze.
Na szczęście dziewczyna musiała przyznać, że jej burkliwy towarzysz, potrafi sobie radzić w górach lepiej niż ona i z zadowoleniem stwierdziła iż czuje się bezpieczniej mając kogoś, kto odstrasza innych spojrzeniem. Aczkolwiek musiała przyznać, że Alex był podejrzanym typem, któremu ufać do końca nie mogła, choć wydawał się być nieszkodliwym dla niej. Nie był żadnym obleśnym typem i raczej ignorował ją chyba, że chciał od niej czegoś. Taki układ pasował Megumi, chociaż miała wrażenie, że traktuje ją na równi z wierzchowcami…
Jednooki był zaskakująco podobny do smoków, co zwracało uwagę na każdym kroku, a jednocześnie zaskakująco różny. Ani lodowaty wiatr, ani tumany śniegu nie robiły na nim wrażenia chociaż jego jedyną ochroną przed pogoda był lekki płaszcz. Jak sam stwierdził właściwie go nie potrzebował, ale był przywiązany ponieważ dostał go od byłej dziewczyny. Megumi dygocąc z zimna w grubym kożuchu i płaszczu nawet nie skomentowała jego wywodu.
Ale mimo typowej gadziej zimnokrwistości brakowało mu tej zwinności i gibkości i chociaż był bardzo wytrzymały nie posiadał siły smoków. I przynajmniej jak na razie, nie okazywał zdolności manipulacji ludźmi.
Ten ostatni pogląd Megumi musiała zweryfikować na skutek wydarzeń, które rozegrały się ósmego dnia podróży.
Ubita w śniegu ścieżka, którą podróżowali była szlakiem często używanym przez łowców i kupców, więc nie zalegało na niej zbyt wiele śniegu. Dzięki temu wierzchowce poruszały się w miarę sprawnie nadrabiając czas, który stracili przedzierając się dwa dni wcześniej przez leśną gęstwinę.
Megumi wcale nie była zaskoczona, że zaczął padać śnieg. Ta pogoda nie była normalna, więc nie zdziwiłaby się, gdyby jeszcze dziś była burza. Otuliła się szczelniej płaszczem, chowając pod futro zdrętwiałe z zimna palce.
Alex odwrócił się do niej z zadowoloną miną.
- Jeśli pogoda się nie pogorszy dziś będziemy nocować w ciepłym i bezpiecznym miejscu.
- Co? - zdziwiła się Megumi - Przecież nawet nie przekroczyliśmy gór… - do najbliższego miasta wciąż pozostawało przynajmniej tydzień drogi.
- Niedaleko są tereny myśliwskie, więc pewnie znajdzie się jakaś chata, która służy kłusownikom za schronienie.
Dziewczyna odetchnęła na myśl o odpoczynku w suchym i ogrzewanym pomieszczeniu.
- Wspaniale - odparła, a Alex wysilił się na coś na kształt uśmiechu. Chyba i on chciał nareszcie odpocząć.
Nagle z gęstwiny drzew wybiegła jakaś postać i upadła na ziemię. Po chwili się podniosła i zauważywszy Megumi i Alexa rzuciła w ich stronę.
- Pomocy! - słaby krzyk dobiegł ich mimo sporej odległości.
- Co do diabła? - dziewczyna szarpnęła wodze i zmusiła konia do kłusu, ominęła swojego towarzysza, który warknął by się zatrzymała i podjechała w stronę potykającej się postaci.
Okazała się nią być elegancko ubrana kobieta, której zaczerwieniona z wysiłku twarz wykrzywiona była w przerażeniu.
- Panienko, pomocy! - zamachała na Megumi i dopadła jej wierzchowca w panice ściskając uzdę. Koń spłoszony odskoczył w bok i parsknął szczerząc zęby, więc dziewczyna zeskoczyła z jego grzbietu i puściła wodze wiedząc, że nie oddali się zbytnio.
- Co się pani stało? - spytała siląc się na spokój, bo kobieta rozpaczliwie chwyciła ją za ubranie niemal dusząc.
- Smoki! Zaatakowały moich ludzi…. - wydyszała ciężko - Mój mąż został… zabity…. Pomóż proszę.
W tej chwili koło nich pojawił się Alex.
- Na piekielne czeluście, słuchaj jak coś mówię, idiotko - huknął na Megumi.
- Panie łaskawy - kobieta teraz dla odmiany dopadła do mężczyzny - Litości, pomóż mi. Smoki! One…
- Odsuń się, babo! - warknął na nią i odtrącił.
W oczach kobiety pojawiły się łzy rozpaczy. Padła na kolana splatając dłonie w błagalnym geście.
- Błagam was!. One mnie znajdą.
Megumi uklękła obok kobiety.
- Pomożemy pani - uśmiechnęła się, choć była tak samo przerażona jak ona. Nie chciała się spotykać z tymi potworami, była jeszcze zbyt słaba i fizycznie, i psychicznie. Ale chyba nie potrafiłaby zostawić tej biedaczko samej w nieprzyjaznej krainie.
- Megumi, wstawaj. Nie mamy czasu na teatrzyk - cichy głos, wyzuty z emocji zmusił by spojrzała na niego. Patrzył na nią z dezaprobatą, jakby nie spodziewał się po niej takiej reakcji.
Zacisnęła zęby, ale wstała.
- Jesteś okrutny - syknęła.
- To nie okrucieństwo, tylko sposób na przeżycie. Słabi umierają - zerknął na kobietę, która skuliła się w sobie i zaszlochała gorzko.
- Święte słowa - głośne zawołanie zaskoczyło Megumi. Odwróciła się w stronę nowego głosu i niemal jęknęła z trwogi.
Potężne, opancerzone cielsko wlekło się w ich stronę niespiesznie, a rubinowoczerwone łuski kontrastowały ze śniegiem.  
- Hrabino, nie wolno uciekać - smok pokiwał karcąco palcem, z którego na śnieg spadła kropla czerwieni. Krew. - Chyba nie szukasz nowych przyjaciół, prawda? - zaśmiał się ochryple, a złote oczy zamigotały jak gwiazdy. Omiótł wzrokiem ich wszystkich i wykrzywił się pogardliwie. Mimowolnie dłoń Megumi sięgnęła po sztylet. Wyjęła go powoli, choć miała wrażenie, że nie uda się jej obronić.
Jego spojrzenie spoczęło na Aleksie.
- No proszę, a co to za cholerstwo? Czym ty jesteś?
- Pewnie mnie znasz, kuzynie - mężczyzna w jednej chwili wyglądając niemal jak zaciekawione dziecko - Spotkaliśmy się już kiedyś, Trastil.
- Skąd ty znasz moje imię? - potwór wydawał się być zaciekawiony, choć mowa jego ciała zdradzała, że jest zdolny w każdej chwili zaatakować.
- Znam imiona was wszystkich - odparł Alex, a jego twarz wykrzywiła się w sadystycznym grymasie - Pożeracz Dusz, zna imiona wszystkich swoich ofiar.
Smok zadrżał jakby te słowa go przeraziły. Czyżby Alex nie kłamał i faktycznie te stworzenia bały się go?
- Niemożliwe - odparł, a jego spojrzenie spoczęło na Megumi - Zabiję ją, a ty nawet nie zdążysz się ruszyć.
Szybciej niż mogłaby się spodziewać rzucił się w jej kierunku wyciągając przed siebie szpony.
Hrabina wrzasnęła, a Megumi instynktownie podniosła broń i skoczyła naprzód na oślep dźgając sztyletem. Poczuła jak ciężkie ciało uderza w nią, ale tak jak na treningach przyklękła i przerzuciła go przez siebie.
Dopiero wtedy otworzyła oczy i powoli odwróciła się.
Alex wyszarpnął broń z gardła oszołomionego smoka i rzucił jej zakrwawiony sztylet. Pozwolił potworowi dojść do siebie i wstać .
Trastil splunął krwią i odłamkami zębów, które siła uderzenia wybiła.
- Co.. do..? - zaczął mierząc ją zaskoczonym spojrzeniem.
- Masz wyjątkowe szczęście, przyjacielu - odparł wesoło Alex - Trafiłeś na wyjątkowo wkurzającego człowieka.
Czerwone łuski zamigotały, gdy smok rzucił się w ich stronę. Megumi cofnęła się unosząc sztylet. Drugi raz chyba szczęścia mieć nie będzie i nie uda jej się ten manewr.
Dłoń Alexa zatrzymała smoka tuż przed nią.
- Dość tej zabawy. Rzucanie się na moich ludzi to poważny błąd - zacisnął palce na gardle bestii z taką siłą, że twarde łuski zaczęły pękać i opadać.  Cisnął cielskiem w ziemię, aż oblodzony grunt popękał z trzaskiem.
Megumi patrzyła zaskoczona. Nie sądziła, że może być aż tak silny. W czyje łapy się wpakowała…?
- Nie mam dziś ochoty na walkę - mruknął Alex, a w jego głosie zabrzmiało znudzenie. Pochylił się nad ofiarą i z impetem wbił rękę w jego pierś. Smok ryknął przeraźliwie, ale zaraz krzyk zamarł, gdy mężczyzna wyszarpnął wciąż bijące serce.
Dziewczyna osunęła się na ziemię, czując, że nie ustoi dłużej. Wiedziała, że powinna się odwrócić i zasłonić oczy jak hrabina, ale nie mogła. Szeroko otwartymi oczami patrzyła jak mężczyzna wbija ostre zęby w parujący organ i odgryza kęs.
Więc to było prawdziwe oblicze Alexa. Zniknął teraz złośliwy i cyniczny typ, zastąpiony Pożeraczem Dusz.

Nie wiedziała ile czasu minęło do kiedy smok skonał. Choć miała otwarte oczy, nie widziała nic. Nie mogła drgnąć. Słyszała tylko za sobą zawodzenie kobiet, ale ignorowała ją. Miała wrażenie, że zaraz umrze z zimna, ale nie mogła wstać. Jakby ten obraz, który zobaczyła rzucił ją w wir nieświadomości. Miała wrażenie, że jest na ziemi, a jednocześnie unosi się w powietrzu. Czyżby Alex chciał pożreć jej duszę?
Ciepła dłoń na jej policzku przywróciła jej zmysły. Uniosła głowę spoglądając na Aleksa, który oblizywał szkarłatne kąciki ust.
- Wstawaj - zimny ton kontrastował z ciepłem jakie biło od jego ciała.
Pozwoliła by pomógł jej wstać i odwróciła się nie chcąc patrzeć na zwłoki smoka.
- Jeśli masz jakieś uwagi to powiedz teraz - Alex gwizdnął na swojego wierzchowca, który podbiegł do niego szerokim łukiem obiegając stygnącego trupa.
- Jest zimno, jedźmy już - wetknęła nos pod kołnierz i przywołała swojego konia - Proszę pani… - odwróciła się tępym wzrokiem szukając hrabiny.
Kobieta stała kilka metrów dalej trzymając się a serce. Jej ramiona unosiły się gwałtownie przy każdym oddechu, a w oczach widać było strach.
Chciała podejść do niej, ale jej towarzysz zacisnął dłoń na jej ramieniu.
- Zostaw ją, jest zbyt przerażona by jej przemówić do rozsądku, zresztą nie potrzebny mi kolejny problem na głowie.
- Chcesz ją zostawić tu na śmierć? - spytała szeptem, nie chcąc by kobieta ją usłyszała.
- Była głupia skoro wybrała się na wycieczkę bez odpowiedniej eskorty. Musi sama płacić za swoje błędy. Nie przeżyłaby zresztą w takich warunkach zbyt długo, tak czy owak czeka ją śmierć. Ja mogę ją co najwyżej przyspieszyć.
Megumi była już zbyt wykończona psychicznie, by te słowa zrobiły na niej jakiekolwiek wrażenie. A może w duchu faktycznie przyznała mu rację? Ten świat był okrutny i zmuszał ją do czynienia okropnych rzeczy. Żyła wśród potworów, ale czy naprawdę musiała zachowywać się tak jak one?
- Masz rację - skinęła głową - Powinniśmy się pospieszyć.
Wskoczyła na grzbiet konia i ruszyła miejsca galopem. Chciała oddalić się jak najszybciej od tego miejsca i od palących ją wyrzutów sumienia. I chociaż kobieta zniknęła już z jej oczu, poczucie żalu i bezsilności nie chciało jej opuścić.
Alex patrzył na nią z mieszaniną złości i czegoś jeszcze. Musiał słyszeć jej myśli doskonale, ponieważ nawet nie chciała ich uciszyć.
- Przestań się rozczulać - odezwał się po dłuższej chwili jazdy w milczeniu - Chcąc zabijać smoki musisz odrzucić ludzkie uczucia. Zapomniałaś o tym co chcesz osiągnąć?
- Ale ona była człowiekiem. Dlaczego kazałeś mi zabić człowieka? - niemal jęknęła uświadamiając sobie to co zrobiła. Była jak morderca.
- Czasami trzeba coś poświęcić, by móc osiągnąć coś w zamian. Każdy tak robi, jeśli chce osiągnąć zamierzony cel.
- A ty co poświęciłeś?
- Swoją duszę. Podpisałem pakt z diabłem i teraz chcę sięgnąć po swój laur zwycięstwa. Jeśli mi pomożesz, smoki znikną, a ludzie będą żyć bez obawy.
Odwrócił się do niej, a brązowozłote oko patrzyło na nią wyczekująco.
- Oddaj mi swe serce i wspomnienia, a zdobędę świat, w którym nie będzie więcej smutku i cierpienia. Zwrócę ci rodziców i spokojne życie.
Wyciągnął do niej rękę, a ona po chwili wahania ujęła ją, ściskając mocno.
Miała wrażenie jakby podpisała swój własny pakt z diabłem, nawet jeśli on zarzekał, że jest od niego potężniejszy.
Ale nie żałowała swojej decyzji. W tym zimnym świecie, te słowa pełne nadziei, były jedynym co kazało jej iść naprzód.

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego