• Wpisów: 215
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 20:47
  • Licznik odwiedzin: 21 299 / 1832 dni
 
sallylou
 
SallyLou:

- Panie Marco!
Odwrócił się w stronę cienkiego głosiku. Srebrnowłosy może sześcioletni chłopiec spoglądał na niego z dołu z szczerym uśmiechem. Jego jasne włosy pozlepiane były ciemnoczerwoną cieczą, która również skapywała z dłoni zaciśniętych w pięści.
- Czego chcesz? - warknął, a uśmiech dziecka zbladł.
- Ja chciałem, by pan pomógł nam. To głupie zwierze cały czas ucieka - nadąsany ton malca sprawił, że kąciki ust Marca drgnęły lekko.
- Radźcie sobie sami - machnął ręką odprawiając dzieciaka.
W tej chwili mrożący krew w żyłach wrzask sprawił, że drgnął nieznacznie, a pełen uśmiech wykwitł na jego zimnym obliczu.
- Słyszę, że Holly sama sobie dobrze radzi - mruknął wstając i skierował się w stronę dźwięku.
Podziemia w Mieście Grzechu były doskonałym miejscem dla bliźniąt. Blade światło bezskutecznie odganiało mrok, który zalegał w każdym kącie zawilgoconych ścian. Mało kto wiedział, że to pozostałości po ludzkich siedzibach, sprzed kilkuset lat. Miasto , które kiedyś było olbrzymią ludzką metropolią zapadło się w ziemię w ciągu jednej chwili stając się grobowcem dla milionów ludzi. Bezpańskim demonom podobało się to miejsce przesiąknięte wonią strachu i rozpaczy ofiar sprzed lat. Woń rozkładu i śmierci sprawiała, że czuły się jak w domu.
To taki był teraz dom Holly i Haydena, których los był w jego rękach. Bezdomne potworne dzieci, były marionetkami w rękach demonicznego lalkarza.
Marco musiał przyznać, że niejako czuł do tych kukiełek sympatię. A przynajmniej coś do niej zbliżonego, gdyż nigdy nie przyznałby się do posiadania ludzkich uczuć. Był z nich dumny jako właściciel.
Zardzewiałe drzwi zgrzytnęły, gdy otworzył je na oścież. Ukazała mu się scena niczym na obrazie psychopatycznego malarza. Spojrzał na zakrwawionego człowieka, który klęczał na zimnym betonie, szlochając spazmatycznie. Przyciskał do piersi dłoń, a na koszuli wokół niej rozrastała się plama krwi.  Oszołomiony z bólu nawet nie zauważył, nadejścia Marco i chłopca. Zwierzęcym wzrokiem spoglądał na drobną postać przed sobą. Długie włosy opadał na twarz dziewczynki zasłaniając jej oblicze. Biała nieco zniszczona koszula ciągnęła się po ziemi niczym suknia. W pomieszczeniu pełnym krwi i brudu była zaskakująco czysta, wręcz wydawała się być niepasującym elementem.
Dopiero, na wołania Marco uniosła głowę odsłaniając upiorne oblicze. Szkarłatno-czarne oko  płonęło otoczone pajęczyną ciemnych żył, a szkliste zielone oko było pozbawione wyrazu jak u zmarłego. Szkarłatne usta drgnęły w wściekłym grymasie ukazując ostre zęby pomiędzy którymi wciąż tkwiły różowoczerwone tkanki.
- Głupi brat - z wilczym warkotem rzuciła się na swojego bliźniak powalając go na ziemie - Mówiłam, żebyś nie szedł po niego!
Hayden stęknął ciężko, ale po chwili uderzył Holly pięścią w twarz.
- Sama jesteś głupia. Dopiero co bałaś się podejść do niego, a teraz jesteś taka odważna?
Wzrok dzieci skierował się na zesztywniałego ze strachu mężczyznę.
- Jest smaczny - szepnęła Holly uśmiechając się tak radośnie, że wyglądała jak normalne dziecko. Tylko czy normalne dziecko potrafiłoby z taką sadystyczną radością dręczyć człowieka?
- Siostra! - Hayden wyszczerzył się i oblizał wargi - Jestem głodny - odepchnął bliźniaczkę i rzucił się na mężczyznę.  Przesiąknięte wonią krwi powietrze rozdarł wrzask.
Marco nawet nie spojrzał na chłopca, ponieważ jego wzrok spoczął na czarnowłosej podopiecznej. Patrzyła na niego w milczeniu jakby czekała na jego ruch. Nawet nie odwróciła się w stronę brata, choć zapewne była tak samo głodna jak on.
Przyklęknął by nie musiała zadzierać tak wysoko głowy.
- Czego chcesz?
Mała zimna rączka dotknęła jego twarzy. Holly spojrzała na niego poważnym wzrokiem.
- Panie Marco, co to znaczy litość? Ten człowiek wypowiedział to słowo…
Demon uśmiechnął się wesoło.
- Nie musisz znać znaczenia tego słowa. Jest ono bezużyteczna. A litość jest dla słabych.
Dziewczynka rozpromieniła się.
- Cudownie! - zawołała radośnie - Jak cię zabije, nie będę słaba, panie Marco - szepnęła przytykając palec do jego wargi. Potem odwróciła się i rzuciła na swoją ofiarę wbijając głęboko zęby w szyję.
Bezpański powoli wstał i wykrzywił się w dziwacznym uśmiechu.
- Stworzyłem potwora - mruknął pod nosem z dumą.
Tylko dlaczego obok niej pojawiło się tak bolesne uczucie zawodu?
734635240e052583b2f5dedfc9403a0f.jpg

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    Ach, rodzeństwo... sama mam brata bliźnika, więc ich kłotnie baardzo do mnie trafiają, nawet jeżeli zwykle dotyczą czego innego haha :P Za to obrazek mi się podoba- często tak właśnie wyglądam, kiedy probuję się porozumieć ze swoim... bliźniakiem XD
     
  •  
     
    Jak dojechałam do obrazka to przez chwilę myślałam, że straciłam mózg.