• Wpisów:215
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 20:47
  • Licznik odwiedzin:20 315 / 1645 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
I znowu minęło dużo czasu od ostatniego wpisu... Brawo ja.
A tak ogółem to serio ostatnio czasu mam mało. Gdybym wiedziała, że teraz utknę w bigosie życiowym to bym napisała parę rozdziałów na zapas zanim wena zwieje. No ale nie napisałam i mózg się ulotnił za weną. Maturę zdałam ( byłam zaskoczona tym ) i aktualnie mogę nazywać siebie studentką Niestety z racji tego stanu rzeczy mnóstwo czasu pochłania mi szukanie mieszkania i ogarnianie remontów w domu. Także nie wiem, kiedy w końcu ogarnę się z opowiadaniami.
Ale z drugiej strony uzależnienie od rysowania mnie nie opuszcza więc jak znajdę moment ślęczę nad bazgrołami i udaję wielką artystkę. Kupiłam nowe zestawy kredek i jestem z nich bardzo zadowolona ( jak ktoś zainteresowany mogę zrobić ich recenzję czy coś). Tak więc znowu wywijam się od pisania rysunkami. Przepraszam!





 

 
Niepokonani: "Niezniszczalny płomień"

Spokojne nocne niebo nad Centrum choć przesłonięte chmurami osrebrzone było nieco światłem księżyca, który nieśmiało wychylał się zza ciemnych chmur. Przechodnie spoglądali niepewnie na niebo nie wiedząc, czy nie rozpęta się kolejna burza, która w tym sezonie stanowiła już nieodzowny element przechodzenia pór roku. Mieli tylko nadzieję, że uda im się dotrzeć spokojnie do klubów, domów czy innych miejsc spotkań nim kosztowne ubrania i kunsztowne fryzury zniszczą kaprysy pogody.
Jednak po chwili nocne życie na ulicy zamarło. Wszyscy, którzy przebywali na zewnątrz wpatrzeni byli w jeden punkt. Oślepiająca fontanna światła wzbijała się niemal do nieba tworząc nad miastem błękitno-czerwoną łunę. Oczarowani tym kolorowym spektaklem gapie dopiero po chwili usłyszeli odległy huk dochodzący z miejsca skąd wystrzeliły barwne płomienie. Eksplozja rozerwała ciszę rozszarpując spokój przechodniów i wprowadzając panikę.

Nick uderzył całym ciałem w szybę, która momentalnie pokryła się pajęczyną pęknięć. Był zbyt zaskoczony by racjonalnie myśleć, wiec pozwolił by instynkt nim kierował. Ten człowiek, który teraz stał po środku jego domu był zdecydowanie niebezpieczny. Krąg czerwonych płomieni, który otaczał jego ciało rozpełz się po podłodze i meblach w błyskawicznym tempie trawiąc je na popiół.
O tak destrukcyjnej sile sam mógł pomarzyć.
- Czego chcesz? - warknął i rzucił się jak strzała do ataku. Jednak, tak jak przewidział, przeciwnik rozpłynął się w morzu płomieni.
- Nick, prawda? - pojawił się w drugim końcu pomieszczenia. Sięgnął ręką do kieszeni i wyciągnął list gończy za ifrytem - Ludzie płacą sporą sumkę za twój łeb mieszańcu. Aż żal byłoby nie skorzystać z takiej okazji.
- Serio? Nie wydaje mi się aby ktoś taki spoufalał się z ludźmi - syknął w odpowiedzi. Przeprosił w myślach Holly za zniszczenia i kumulując całą energię cisnął kulą ognia w pierś przeciwnika.
Niebieskie światło na chwilę przytłumiło czerwony poblask, a postać ciemnowłosego mężczyzny zniknęła na chwilę w epicentrum eksplozji.
Uderzenie było dość silne by hartowane szkło w oknie rozsypało się w drobny mak.
- No - szyderczy śmiech zabrzmiał zaraz za Nickiem. Odwrócił się gwałtownie widząc jak szkarłatny demon otrzepuje rękawy z liżących je jęzorów ognia.
- Szl… - nie zdążył nawet zamierzyć się, gdy potężne uderzenie wyrzuciło go w pustą przestrzeń, która pozostała po oknie. Próbował chwycić się parapetu, ale ten wyślizgnął mu się spod palców i ifryt runął w dół.
Błyskawicznie rozproszył się w płomienie i bezpiecznie wylądował na ulicy, ku zaskoczeniu i przerażeniu nieświadomych niebezpieczeństwa przechodniów.
Gdy tylko iskierka czerwieni mignęła mu przed oczami, zamknął oczy i wymierzył najsilniejsze uderzenie prosto w szydercze oblicze.

- Holly, zwolnij - Tabris mentalnie błagał umykającą mu walkirię. Nie mógł uwierzyć, że pomimo niebezpiecznie niestabilnych butów biła go na głowę w sprincie. Nie chciał jej znowu zgubić, ale nie chciał zmieniać się w swą lisią formę by nie wzbudzać paniki w slumsach.
Już i tak miał wrażenie, ze w Centrum dzieje się co dobrego i nie miał zamiaru robić sobie po drodze kłopotów.
- Holly- wyzipał i chwycił dłoń dziewczyny.
- Tabris! - rozgniewane spojrzenie jakim go obdarzyła zmusiło go by wypuścił ją.
- Błagam, poczekaj. Nie możemy się w to mieszać - próbował ją przekonać, choć słabo mu to wychodziło. Wiedział, że jeśli chodzi o Nicka to nie przemówi temu krnąbrnemu stworzeniu do rozumu.
- Daj spokój. Nie ma nikogo silniejszego niż Nick - wyszczerzyła kły, choć jej uśmiech był nieprzekonywujący - Muszę tylko się upewnić, że ten kto go zdenerwował usmaży się na skwarkę.
- Nie byłbym taki pewien, zwłaszcza jeśli jego rywal jest tym o którym myślę.
- Co? - Holly niosła brew - Gadaj do rzeczy. Nie mam czasu na zagadki i niedomówienia.
- Powiem jeśli się zatrzymasz.
Palnął to w sumie bezmyślnie, ale ku jego zaskoczeniu walkiria stanęła i odwróciła się.
- Mów, tylko szybko - nerwowo obejrzała się na światło rozbłyskające nad miastem co chwila.
- Jeżeli przybył tu Ignis, to możemy żegnać się z życiem. Żaden pomniejszy Demon Nocy, czy nawet walkiria nie równa się siłą z tym potworem. To demon zrodzony z najczystszego ognia, który przez swój chory umysł został wygnany przez wszystkie demony.
- To skoro jest gorszy niż ktokolwiek z nas to czego nikt go nie zabił?
- Bo się nie da. Ignis przetrzyma każdy atak, nawet od najsilniejszego wroga. Jeszcze nikomu nie udało się go poważnie zranić.
- A Nick? Przecież on jest silny - spytała z nadzieją Holly, choć jej rozbiegany wzrok świadczył o tym, że wolałaby się upewnić o przewadze ifryta na własne oczy.
- No tak, ale w obliczu destrukcyjnej siły Ignisa nawet on nie przetrwa.
- Więc módlmy się aby to nie był ten o którym mówisz - odparła Holly i pomknęła jak łania.
Tabris potarł dłonią czoło. Dopiero co wyszedł z jednego piekła, by trafić do kolejnego, jeszcze gorszego. Nie miał sił by walczyć z kimkolwiek. Oparł się o ścianę budynku obserwujące feerię barw. Miał już wszystkiego serdecznie dość.
  • awatar Kowalski, opcje!: Zapraszam na fanfic z Legolasem.
  • awatar Kowalski, opcje!: Wakacje sprzyjają pisaniu. Najpierw zaległy rozdział u Lisy, teraz idę do ciebie i patrzę... rozdział. Chcę poznać Tabrisa na żywo. Chyba się dogadamy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Tsa... moje ogarnięcie się zajęło więcej czasu niż powinno, ale niestety wena mnie ma gdzieś i przyłazi tylko na chwilkę. Kto wie kiedy następny raz mnie kopnie

____________________________________

Niepokonani: "Najgorsza bestia wśród potworów."

Hayden znudzonym wzrokiem omiótł pochylone w pokłonie postacie. Oddające cześć jemu, wielbiące go jako tego silniejszego. Leniwy uśmiech wypełzł na wąskie usta, ale szybko zniknął, gdy demon uświadomił sobie, że pokorna postawa niewolników to tylko efekt wieloletniego tresowania ich jak psy. Nie miał zbyt częstego kontaktu z tymi ludzkimi kreaturami, które służyły jego Panu. Z reguły zajmował się tym Marco, ale tym razem musiał go wyręczyć. Jak we wszystkim innym ostatnimi czasy…
- No więc - odezwał się znudzonym tonem, wyciągając wygodniej w fotelu - O co chodzi?
- Paniczu, pewien gość prosi o audiencję u pana Marco, niestety nie możemy go odnaleźć, z racji tego odesłano nas tu - wyrzucił na jednym tchu niewolnik jakby bał się, że Hayden mu przerwie.
- No i? Mam się tym zainteresować?
- Gość bardzo nalega - zająkał się niewolnik. - Powiedział, że za każdą minutę zwłoki zabije jednego z demonów. I przyśle ci głowę…
- Interesujące. Ile już czeka?
- Jakieś dwie godziny. Powiedział mi, żebyś lepiej pozwolił mu tu wejść, bo ma zamiar powiesić te głowy na ścianach holu.
- Niech je sobie wiesza, może uda mu się nieco odświeżyć wygląd tego miejsca.
- Bardzo wątpliwe. Tu może być tylko paskudniej - za drzwiami zabrzmiał ochrypły głos. - Mam dość czekania, bezpański kundlu. Wpuść mnie albo zacznę zastanawiać się nad wykorzystaniem twojej czaszki jako pucharu.
- Otwórzcie drzwi - Hayden machnął ręką wciskając się głęboko w fotel - I wynoście się stąd.
Niewolnicy z wysiłkiem uchylili ciężkie odrzwia usuwając się z drogi stojącej w mroku korytarza postaci.
- Jakiś problem? - Demon Nocy uniósł brew czekając aż przybysz przekroczy próg.
Tak się jednak nie stało.
- Twoja służba to straszne ciemnoty, nawet nie wiedzą kim jestem - w ciemności błysnęły potężne kły - Jestem dość nietutejszy więc mógłbyś mnie zaprosić, jak grzeczny kundel półczłowiek. Z pewnych względów nie mogę tu wchodzić bez pozwolenia kogo z wewnątrz.
- Wolałbym najpierw wiedzieć z kim mam do czynienia.
- Pochodzę z Imperium Ziemi. Choć pewnie komuś takiemu jak ty, nic to nie mówi.
- Ano nie kojarzę. Ale nie żebym kiedykolwiek przykładał się do nauki czy coś.
- Żałosne - westchnął przybysz z rozczarowaniem - Skoro nic nie wiesz znajdziesz kogoś kompetentnego, kto wie w ogóle co się dzieje na świecie.
- Nie trzeba, sam się znalazł - w drugich drzwiach stanął Marco - wejdź , zapraszam.
- Dziękuję - przybysz przestąpił próg.
- Potwór - mruknął Hayden, gdy tylko ujrzał twarz gościa.
- Coś mówiłeś mieszańcu? Za kłamstwa powinienem obciąć ci język.
- Tu nie sięga twoja władza, Lucy. Nie radziłbym grozić podwładnym Pana.
- Hę? - obcy odwrócił się w stronę Marco - Nie rób z siebie głupca. Wleźliście sobie na moje ziemie i uważacie, że to należy do was. Gdyby nie to, że bywacie przydatni dawno byśmy się was pozbyli. A tak w ogóle to miało cię tu podobno nie być, Marco.
- Teoretycznie mnie nie ma, w praktyce jestem. Hayden zastępuje mnie w pilnowaniu porządku, bo nie mam czasu. Ale skoro musiałeś tu przyjść nieproszony to niestety moim obowiązkiem jest ogarnąć ten burdel, który już udało ci się tutaj zrobić. Podobno powiesiłeś głowy moich ludzi na ścianach.
- Tym razem żartowałem. Tylko ich zabiłem.
- Wielkie dzięki - Marco wykrzywił się ze złości - Już zapomniałem o tym jak bardzo lubisz wkurzać Panów Miast. Ale koniec gadania o błahostkach. Czego tu szukasz?
- Władca podjął decyzję. To koniec.
- Tak szybko?
- Trzeba podjąć środki zapobiegawcze. Nie można pozwolić aby robiła co jej się w duszy podoba.
- Przepraszam? - Hayden nie rozumiał o czym tych dwóch mówi - Mogę wiedzieć o co chodzi?
Lucy odwrócił się w jego stronę. Czerwone włosy wyglądały niczym kolce na jego głowie, a ciemne okulary zasłaniające oczy błysnęły niczym ślepia dzikiego zwierza.
- Marco, dlaczego pozwalasz półludziom tak się panoszyć? Nie nauczyłeś tego psa manier?
- To nie temat do rozmowy teraz. Zamierzacie zaatakować ją.
- Oczywiście. Jeszcze nim ten rok się skończy Królestwo Demonów Nocy będzie miało nowego władcę.
- Że co proszę? Chyba nie mówisz o Chriście? - Hayden ignorując instynkt samozachowawczy chwycił za futrzany kołnierz demona, co nie było łatwe, gdyż Lucy był o wiele wyższy od niego. Już miał wrzasnąć, aby przybysz wytłumaczył mu o co chodzi, gdy pojął swój błąd.
Nawet nie zauważył kiedy na jego gardle zacisnęła się ręka niemal miażdżąc krtań. Zanim zdążył zareagować uścisk rozluźnił się, a silny kopniak w brzuch posłał go na ścianę.
Upadł ciężko i sapnął przerażony, kiedy próbował złapać oddech. Czuł się jakby coś w gardle zaciskało się jak obręcz uniemożliwiając zaczerpnięcie tchu.
- Przestań się bawić - usłyszał głos Marco, który brzmiał jakby zza grubych ścian.
- Cholera, czyżby minęły czasy, kiedy bawiło cię to? To takie przykre - Lucy zarechotał dziko, ale chyba posłuchał bo nagle Hayden poczuł, że może znowu swobodnie oddychać - Twoje szczęście, kundel. Ale drugi raz nie radzę ci tego robić. Bo skończysz jako posiłek dla moich psów. Rozumiesz?
Chłopak podniósł się do siadu zaciskając ręce na brzuchu. Był zbyt skołowany i zaskoczony by ogarnąć o co może chodzić czerwonowłosemu potworowi. Pierwszy raz ktokolwiek obcy potraktował go jak śmiecia.
Skinął głową.
- Chyba nie ogarniasz, kundlu. Rozumiesz, czy nie. Odpowiadaj!
- Tak, rozumiem, panie Lucy - wysapał.
- Świetnie, więc teraz wolałbym przejść do interesów - mruknął do Marco - A ty, gnojku, zapamiętaj. Taka miernota jak ty, zwraca się do mnie Wasza Książęca Mość albo książę Lucifer - uśmiechnął się dziko Lucy i żołnierskim krokiem wymaszerował z sali - Chodźże Marco - rozkazał.
Biedny bezpański demon posłał Hayenowi bezradne spojrzenie i wzruszył ramionami.
- Potem ci wyjaśnię - powiedział bezgłośnie i niemal wybiegł, aby dogonić gościa.
Hayden wytrzeszczył oczy, ale wolał się nie odzywać. Wolał by ten demon więcej się nie pojawiał.

Pół godziny po incydencie z Haydenem Lucy chyba zapomniał już o jego istnieniu. Marco ze smutkiem spoglądał na coraz mniejszą ilość alkoholu w butelce. To był jego ulubiony gin zajumany od Demonów Nocy. A teraz z zastraszającą szybkością znikał z butelki.
- Tego się nie pija w ten sposób - westchnął spoglądając na demona ziemi.
Lucifer w odpowiedzi pociągnął większy łyk i odstawił niemal pustą flaszkę na stół.
- Dobre - westchnął i rozwalił się na fotelu opierając nogi o blat. - Myślę, że rozumiesz już naszą sytuację. Kwestią do dyskusji pozostaje wasz udział. Bo pieprzone aniołki z góry strzelają focha i nie pomogą.
- Podniebne demony mają inne rzeczy na głowie. To było oczywiste, że nie zgodzą się wam pomoc, kiedy u nich jest bałagan.
- No taaa…. Dlatego liczę na waszą pomoc. Macie sporo ludzi chętnych do rozróby i innych przyjemności związanych z wojną. Mam już poparcie siedmiu z dwunastu Miast. Ale bardzo mi zależy by i Miasto Grzechu dołączyło do Imperium. Wiem, że tutejsze demony są najbardziej plugawymi i obrzydliwymi kreaturami jakie aktualnie łażą po ziemi. Bardzo by mi się przydało twoje wsparcie, Marco. Kiedyś świetnie nam szło niszczenie wszystkiego. Powrót do tamtych czasów byłby dla mnie miłą odskocznią od nudnej codzienności.
- Czyli chodzi tylko o zabawę? Nigdy nie wykazywałeś się zbytni rozsądkiem Lucy, ale to przejaw głupoty bliskiej idiotyzmowi.
- Ty doskonale wiesz, że ani mi ani mojemu władcy nie chodzi o zabawę. Jej Wysokość Christa zaczyna niszczyć samą siebie. Jej Królestwo ogarnia powoli chaos i widmo wojny domowej. A na dodatek królowa zaczyna przyciągać do siebie najgorsze wyrzutki społeczne, te które odrzuciliśmy ze względu na ich zbyt wielkie szaleństwo i siłę. Król i jego synowie, gdzieś nie wiadomo gdzie, a szaleństwo Christy rośnie z dnia na dzień. Trzeba to zakończyć nim będzie za późno.
- Nie mogę się nie zgodzić, ale nie wolno ci rzucać się na Królestwo Demonów Nocy z pazurami, jak dzikie zwierze. Fakt, królowa jest coraz bardziej niebezpieczna, ale nie wolno zapomnieć o tym, że jej ludzie są gotowi za nią umrzeć. Demony Nocy nie są słabe i choć nie angażują się w nasze życie ani ludzi, jestem prawie pewien, że siłą dorównują na pewno nam, a możliwe, że i Imperium. Już nie wspominając o tym co mogłoby się stać, gdyby udało się tobie zabić Christę. Cholera wie co mogłoby to spowodować. Nie wiem, czy któryś z Panów nie połasiłby się o te tereny, twojemu władcy też nie chcę ufać, już nie wspominając o ludziach i tych ich udoskonalonych łowcach. Jeśli przyszłoby do głowy komuś wyżej postawionemu zagrabić bogactwa Demonów Nocy, prawdopodobnie wywiązałaby się najkrwawsza i najdłuższa wojna od pięciuset lat.
- Więc od razu powinniśmy pomyśleć nad nowym władcą.
- Tego nie da się wymyślić na szybko. Najlepiej byłoby w tym miejscu skończyć rozmowę na ten temat. Wojny nie zaplanuje się w jeden dzień. Tak jak nie powiem ci od razu, czy mogę pomóc. To co chcesz zrobić jest bardzo ryzykowne.
- A czy cokolwiek w moim życiu było mniej ryzykowne? Chyba aż taka ciapa z ciebie się nie zrobiła i nie martwisz się o mnie Marco?
- Martwię się, że twoje prywatne urazy wpłyną na twój sposób postrzegania Demonów Nocy.
- Insynuujesz, że mogę żywić dawne urazy i chcieć się zemścić? Daj spokój wybaczyłem im wszystko - Lucy zaśmiał się, choć to brzmiało bardziej jak krzyk hieny.
- Takich rzeczy się nie wybacza - mruknął Marco.
Lucy tylko uśmiechnął się.
Lucifer miał w przeszłości pecha natknąć się na tak zwanych "medyków" pochodzących z Królestwa Christy. Byli oni jednostką, która bez wiedzy władz eksperymentowała na wszystkich żywych istotach jakie nawinęły się im pod ręce. Lucy miał piętnaście lat, kiedy nieopatrznie zapuścił się na nieznany teren i wpadł w łapska szalonych naukowców. Ze względu na swą dużą odporność wynikającą z bycia czysto krwistym demonem ziemi, stał się ulubionym przedmiotem chorych wymysłów demonów. Chcąc stworzyć niezniszczalnego potwora poddawali go torturom i wyniszczali organizm przeróżnymi substancjami.
- Nie wiem ile razy złamali mi nos, ale w końcu przestał się zrastać dobrze - rzucił kiedyś podczas rozmowy Lucy. Język rozwiązał mu się dopiero, gdy był pijany w sztok. I choć bełkotliwie opowiedział o eksperymentach medyków.
- Byli silni. Połamali mi na początek kości bym nie mógł uciec. Głupi byłem, a oni cholernie mnie przerażali. Zanim otrząsnąłem się z szoku i bólu straciłem jakąkolwiek drogę ucieczki. Nie pamiętam za dużo. Często traciłem przytomność i budziłem się zakrwawiony. Niezdolny do jakiegokolwiek ruchu. Zaczęła mi odbijać szajba. Potrafiłem non stop gadać sam do siebie. Wiedziałem, że to chore i popieprzone, ale nie potrafiłem się powstrzymać. Przy takim czymś łatwo ześwirować.
Zanim Luciferowi w końcu udało się nawiać jego umysł i ciało zostało na trwałe uszkodzone. Pajęczyna blizn przecinała prawą połowę twarzy na szyi łącząc się z grubymi szramami źle pozszywanymi przez lekarzy. Pierś i prawą rękę naznaczały głębokie rany, które goiły się latami stając się wieczną pamiątką po tym co przeżył. Szok, który przeżył jego organizm sprawił, że ciało stało się bardziej podatne na zranienia, a rany wolniej się goiły.
Ale chyba umysł najgorzej zniósł cierpienie. Demony ziemi z natury nie były tak skore do walk i okrucieństwa jak bezpańscy czy poddani Christy. A jednak wraz z upływem lat po powrocie na swoje ziemie Lucy zaczął zachowywać się o wiele bardziej agresywnie niż inni. Inteligentniejszy niż szalone demony stał się dla władcy narzędziem do siania strachu wśród poddanych i innych nacji demonów. I choć nigdy nie posunął się do jawnych aktów okrucieństwa, Marco przeczuwał, że w końcu musi wybuchnąć.
Teraz miał wrażenie, że ten moment jest bliski.
- Wiesz co, Marco… - bezpański drgnął, na dźwięk głosu Lucifera. Otrząsnął się z rozmyślań i spojrzał na niego. Demon smętnie przyglądał się butelce. Wyglądał jakby też wspominał przeszłość i to co przeszedł. Marco miał zamiar powiedzieć coś by podnieść na duchu starego druha, gdy ten wypalił.
- Naprawdę nie masz tego więcej? - podniósł flaszkę lustrując resztkę płynu na dnie i wyszczerzył kły - mam ochotę dziś się upić.
- Idiota - wycedził Marco nie chcąc dać po sobie poznać, że nieomal zaczął pocieszać tego wrednego sukinsyna.
- Język - syknął Lucy - Bo ci go odgryzę.
- Ta, wiem, że jesteś do tego zdolny. Wiesz co, może jak poszukam, to znajdę coś w miarę przyzwoitego. Oczywiście nie tak doskonałego jak ten gin, ale da się przełknąć.
- No i to rozumiem - demon poprawił okulary - A tak przy okazji to dziwne psychiczne coś co było tam z tobą jeszcze żyje? Chciałem spytać co się tak narwał do ataku.
- Wątpię czy to by go zabiło. W końcu to syn królowej Christy.
- Ooo - Lucifer wyprostował się, a na jego twarzy odmalowało się zdziwienie. Jednak po chwili uśmiech wypełzł na jego oblicze nadając jego rysom bardziej upiorny kształt - Rozumiem.
  • awatar Kowalski, opcje!: Zagłosujesz na mój kolaż w konkursie? Numer 4 jestem. Proooszę. swiat.wedlug.pati.pinger.pl/m/27212329
  • awatar Seiti: Pochłonęłam jednym tchem. Biedny Lucy, mam nadzieję, że trup będzie siał się często i gęsto. mrau.
  • awatar Lisa Angels: Lucifer, imię godne diabła, a bardziej przypomina wampira... Nie lubię go... z drugiej strony może być dobrym sprzymierzeńcem Nicka i naszej Warkirii, albo i nie. Hayden jaki potulny, widać, że pojął, ze to nie przeciwnik jego pokroju. Podobał mi się tekst o demonach z nieba XD Aniołki, nie ma co XD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Króciutkie dokończenie ostatniego rozdziału, który przed wiekami był. Próbuję ogarnąć ten bajzel w notatkach i zabieram się za pisanie Na razie będą tylko rozdziały z "Niepokonanych", ale obiecuję wrócić też do reszty.

http://sallylou.pinger.pl/m/27045413
___________________________________________________
- Czasami mam wrażenie, że Nick nie pojmuje pojęcia przyjacielskiej pomocy - mruknął Tabris pod nosem podążając śladami swojej towarzyszki, która zniknęła w ciemnych uliczkach slumsów. Gdy tylko nastał mrok, Holly wybiegła z mieszkania niczym nawiedzona zjawa. Już kilka godzin wcześniej lisi demon widział jak uporczywie wpatrywała się w zegarek mrużąc oczy z zniecierpliwienia. Była głodna i tylko czekała, aby móc się wyrwać na polowanie.
A teraz zgubił ją w obskurnych ciasnych uliczkach, które tworzyły istny labirynt korytarzy.
Nie przejmował się tym zbytnio, w końcu była dorosła i posiadała sporą dozę rozsądku. Podejrzewał, że po prostu celowo go porzuciła, nie chcąc by widział jej polowanie. Choć minęło tyle czasu od kiedy spotkał ją po raz pierwszy, to nie zmieniła się zbytnio pod tym kątem. Wciąż brzydziła się tego jak musi żyć.
Ale mimo wszystko…
- To było chamskie, Holly - wysyczał przez zaciśnięte zęby. W przeciwieństwie do walkirii nie znał tutejszych zaułków, więc błądził nie do końca wiedząc gdzie zmierza.
Ludzie, których mijał przedstawiali obraz nędzy i rozpaczy. Różnica między dzielnicami nędzy, a luksusowymi osiedlami bogaczy była diametralna.
I to tu wychowywała się córka Christy… Tabris mógł nieco lepiej zrozumieć specyficzny charakter dziewczyny.
Otoczenie nie podobało się lisiemu demonowi. Cuchnęło tu rozpaczą, gniewem i przerażeniem. Było gorzej niż w najciemniejszych odmętach ziem należących do demonów.
Siedzący pod ścianą rozsypującego się budynku strzec spojrzał na niego zmętniałym wzrokiem.
- Choć jedną monetę daj szlachetny panie. Wspomóż biedną duszę - wyciągnął w jego stronę rękę pokrytą wrzodami.
Tabris odwrócił wzrok. Jak na lisiego demona przystało z daleka wyczuwał aurę śmierci. Mężczyzna umierał powoli na chorobę, która niszczyła ciało od wewnątrz przeżerając organy i kości. Wyniszczenia widoczne gołym okiem, były ostatnim stadium choroby. Zostało mu może kilka dni zanim umrze.
Z cichym westchnieniem Tabris przywołał do siebie ducha, który wniknął w ciało schorowanego człowieka. Jego oczy zniknęły pod powiekami, a rysy twarzy złagodniały. Duch uśmierzył jego ból i pozwolił spokojnie zasnąć, aby bez cierpienia człowiek mógł odejść z tego świata. Więcej demon nie mógł zrobić.
- Zabiłeś go? - usłyszał nad sobą głos Holly. Spojrzał na dziewczynę, która siedziała na krawędzi dachu, bez cienia emocji lustrując leżące ciało.
- Nie, tylko złagodziłem ból - Tabris wzruszył ramionami - Dobrze, że jesteś. Nie wiesz nawet jak łatwo zgubić się w tych zaułkach.
- Wybacz - walkiria zeskoczyła z dachu stając obok niego - Nie zabrałam cię po to byś oglądał jak poluję. Chciałam porozmawiać spokojnie - ruszyła przed siebie nawet nie patrząc czy jej przyjaciel za nią podąża.
- Hm? - Tabris uniósł brew - Co się dzieje? Masz jakieś kłopoty?
- Nie. Akurat nie ja. Chciałam po prostu wiedzieć, czy wszystko w porządku z tobą.
- Masz zamiar znowu mnie pobić, by wyrazić swoje uczucia? - wykrzywił się lekko.
- Nie, o ile będziesz ze mną szczery.
- A dlaczego miałbym kłamać?
Oczy walkirii zapłonęły dziko.
- Jeśli nie zamierzasz być ze mną szczery, zmuszę cię byś powiedział mi prawdę. Tabris, ja naprawdę chcę wiedzieć co się z tobą dzieje. Jesteś cieniem dawnego siebie. Czuję się jakbym już straciła i ciebie - przystanęła na chwilę zagradzając u drogę - Wywalono mnie z mojego niby "domu", Isabel nie żyje, z Eldem nie mam kontaktu. Tylko ty zostałeś... Wyglądasz jak wrak.
- Dziękuję za szczerość…
- Wiesz, gdybyś był moim chłopakiem poradziłabym sobie z tobą porządnie.
- Swą miłością uleczyłabyś mój ból? - lisi demon spojrzał kpiąco na Holly.
Dziewczyna uniosła brew.
- Oczywiście, że nie. Wybiłabym ci problemy z głowy i to w sensie dosłownym - uderzyła pięścią w otwartą dłoń
- Wyrazy współczucia dla Nicka - wymamrotał pod nosem Tabris.
- No, ma przerąbane biedactwo…Uch! - nagle grunt uciekł jej spod nóg i wyrżnęła jak długa z hukiem upadając na brudną ziemię.
- Holly! - Tabris wyciągnął rękę do dziewczyny i pomógł jej stać starannie maskując uśmiech.
- Nie wiem co tak cię bawi lisie - mruknęła walkiria otrzepując ubrania - Zagapiła się - kopnęła w wystający z ziemi kamień, który zwalił ją z nóg.
- Skurczybyk miał rację… - mruknął pod nosem Tabris.
- Słyszałam… Co ci nagadał mój uroczy ifryt?
- Że nic cię nie pokona tak szybko jak nowe buty.
Wysokie obcasy czarnych kozaczków stuknęły groźnie.
- Wy, faceci, nie znacie się na tym co świetne. A buty są… czaderskie.
- Cza… jakie?
- Oj, tak mówią te urocze małolaty z bogatych rodzin. Cokolwiek to znaczy idealnie odzwierciedla to co myślę o tych butkach.
- Nie będę wnikał twój tok myślenia - lisi demon pokręcił zrezygnowany głową. Wolał tamtą bardziej porąbaną Holly, która nie przejmowała się aż tak ciuchami. Nawet jeśli była o wiele straszniejsza.
Nagle ciemność rozdarła łuna szkarłatnego światła nad Centrum.
- O fajerwerki? - walkiria zmrużyła oczy przypatrując się zjawisku.
Słup błękitnego ognia sprawił, że jednak zmieniła zdanie co do źródła światła.
- Cholera jasna - warknęła i rzuciła się biegiem w stronę ognistej łuny.
Tabris nawet nie zauważył tego. Z otwartymi oczami wpatrywał się w szkarłat ognia, który zdusił lśniące niebieskie światło.
- Niemożliwe… - wyszeptał - On nie ma prawa istnieć!

  • awatar Seiti: Gdzie jesteś i co robisz, że nie ma nic dalej?!
  • awatar Kowalski, opcje!: I mam to samo co z blogiem Seiti. Muszę czytać od początku, żeby coś rozumieć i ogarniać. Ale spoko, jak się pojawi następny rozdział to będę już ogarnięta.
  • awatar Seiti: Uuuu, to się zaczęło coś dziać :D Raju jak dawno nie czytałam tego. Ach, tęskniłam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Miał być wilk, a wyszło coś między szopem a pluszową zabawką
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
"Chcecie moich skarbów? Szukajcie ich! Ukryłem je wszystkie w jednym miejscu"
Ostatnie słowa Gold. D Rogera przed egzekucją posłały rzesze piratów na morze. Rozpoczęła się wielka era piractwa...

Dwadzieścia lat później swą przygodę zaczyna Monkey D. Luffy - niepoprawny optymista, użytkownik Diabelskiego Owocu i najbardziej zdeterminowany człowiek na świecie. Ma jedno pragnienie, chce zgromadzić załogę i odnaleźć legendarny skarb One Piece.

Tak rozpoczyna się w 1999 anime, które sprawiło, że odzyskałam nadzieję w dobrą rozrywkę. Kiedy koleżanka poleciła mi tego tasiemca niechętnie obejrzałam pierwszy odcinek i powiedziałam sobie, że nigdy więcej nie tknę tego tytułu. Kreska była dla mnie brzydka, muzyka nieciekawa, a Luffy stereotypowy aż do bólu shounenowy bohater. Dopiero po jakimś czasie skusiłam się na drugi odcinek i zostałam pokonana. Wiedziałam, że będę oglądać dalej. Powodem był ten uśmiech XD

Szermierz Roronoa Zoro był pierwszym, który dołączył do załogi Słomianych i moim ulubionym bohaterem. Niedługo potem dołączyła sprytna nawigator Nami, tchórzliwy strzelec Usopp i czarujący kucharz Sanji, który żył tylko, aby usługiwać pięknym paniom. Na przestrzeni odcinków do załogi dołączyli również inni, ale ta piątka to podstawa pirackiej załogi.
Bohaterowie to podstawa tej serii. Nikt, kto się pojawia nie jest zbyteczny. Każdy ma historię, mniej lub bardziej rozbudowaną. Choć można podzielić ludzi na tych po stroni marynarki i tych po stronie piratów nikt nie jest całkiem dobry, ani doszczętnie zepsuty. Antagoniści to mocna strona tego anime. Nie są mdli, źli dla zasady. Każdy ma swój cel i chociażby nie wiadomo jak byłby podły jest postacią ciekawą.
Fabuła zasługuje na nagrodę. Nie spotkałam się dawno z tytułem, który byłby tak spójny i logiczny po tak wielu latach (OP wciąż wychodzi, a mangaka nie zamierza jeszcze kończyć). Mimo tego, że anime ma już ponad 700 odcinków, nie ma miejsca na nudę i powtarzalność. Bohaterowie się zmieniają, przeciwnicy rosną w siłę, a akcja cały czas idzie do przodu.
Mangaka, Eiichiro Oda, stworzył niesamowity świat. Bywały momenty, że śmiałam się jak głupia, bywało, że całymi dniami płakałam bo stracie ciekawego bohatera. Żyłam historią i czułam więź z bohaterami. Wciąż tak jest. Akcja idzie do przodu, jestem na bieżąco z anime i mangą. I wciąż przeżywam tę przygodę. "One Piece" jest warty uwagi
  • awatar Seiti: Kolejną wzięło na OP. :D Kiedyś zaczęłam oglądać, ale utknęłam gdzieś i nie wiem gdzie. Ilość mnie przytłoczyła XD Ale anime spoko było.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Po dość długim okresie milczenia wznawiam działalność tego nieszczęsnego bloga. Przepraszam za tak długą nieobecność, ale matury rządzą się własnymi prawami Ale co było minęło (prawie). Teraz mogę powoli i spokojnie zacząć układać bałagan, który sobie natworzyłam. I oczywiście nadrobić Wasze opowiadania, bo widzę, że trochę mi się tego zebrało.
Tyle tytułem wstępu. Mam dla was na razie tylko parę rysunków, choć pod wieczór może się pojawi recenzja nowego anime, które pochłonęło smętne resztki czasu wolnego
Tradycyjnie, wybaczcie jakość oświetlenia. Ciemność mnie pochłania


  • awatar Seiti: Niesamowite, cudowne, wspaniałe. Kurde blaszka 3 mnie urzekł.
  • awatar SallyLou: Matury wbrew pozorom nie były takie straszne jak myślałam :D Jeszcze parę zostało, ale najgorsze już za mną.
  • awatar Kowalski, opcje!: No i jak tam matury? Opowiadaj. Rysunki są przepiękne, Lisa ma rację, rodem z kadrów z anime.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 


Uroczyście przysięgam, że jak najszybciej nadrobię zaległości i w pisaniu i czytaniu. Wybaczcie mi, proszę, te opóźnienia, ale dopiero teraz będę miała trochę wolnego czasu
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Ja wiem, że bardzo krótkie i bardzo słabe. Po raz enty obiecuję poprawę.
Seiti to specjalnie dla Ciebie, bo wiem, że długo czekałaś na to opko

Niepokonani: "Śmierć ifrytowi"

Wściekłość demonicznej królowej odbiła się na jej podwładnych. W Królestwie Demonów Nocy zapanowała ponura atmosfera, której podziemia nie uświadczyły od dawna. Zmiany jakie zaszły w zachowaniu władczyni sprawiły, że niepokój zalągł się wśród demonów, podsycając niepewność i lęk o przyszłość. Wspaniała Christa zmieniła się w lodową królową.
Christa siedziała bez ruchu na tronie bardziej podobna do figury z marmuru niż do żywej istoty. Piękne oblicze wykrzywił grymas gniewu nadając jej delikatnym rysom hardości i okrucieństwa.
Ucieczka Holly, zdrada Tabrisa i chaos, który zapanował w Radzie Demonów sprawiły, że Christa pozwoliła mroczniejszej stronie charakteru zapanować nad sobą. Była za łagodna dla wszystkich, a teraz efekty zaczęły ją rujnować.
- Głupia dziewucha - syknęła - Żałosny syn…
Nie chciałam mieć takich słabeusz za dzieci. Miały być silne i niezależne, a nie tak mierne kierujące się uczuciami sieroty. Mamrotała przekleństwa nie zdając sobie sprawy z tego, że pewien skrzydlaty demon przycupnął niemal pod samym sklepieniem pomieszczenia wpatrując się w władczynię.
Eld drgnął lekko niemal czując jak słowa dosięgają i jego. Jego królowa zniknęła zastąpiona prawdziwym koszmarem. Otumaniona złem nawet nie zauważyła jego obecności, gdy złorzeczyła swoim dzieciom o które jeszcze nie tak dawno martwiła się.
Źle było , że władczyni zajmowała się swoją osobą, zamiast ratować swoje królestwo. Gdyby ludzie wiedzieli w jak osłabione są demony niechybnie wykorzystali by to i wybili wszystkie.
- Widzę cię - zimny głos Christy sprawił, że Eld niemal podskoczył. Poczuł strach na myśl co królowa może mu zrobić, za śledzenie jej, gdy nagle usłyszał czyjś głos.
- Jesteś spostrzegawcza, pani - na środku pomieszczenia pojawił się ogień, który przybrał postać ludzką.
- Nick? - szepnął zaskoczony demon. Nie spodziewając się go tutaj. Jednak, gdy płomień zniknął zorientował się, że to nie jest ifryt. Nieznajomy miał ciemne włosy, choć faktycznie był łudząco podobny do Nicolasa.
- Czego tu chcesz? - Christa odezwała się do demona, który spokojnie otrzepywał spodnie. Wyglądał zupełnie jak człowiek i gdyby nie to, że przed chwilą pojawił się znikąd, Eld nie uwierzyłby w to, że jest taki jak on.
- Przybywam z pomocą, o królowo - obcy zupełnie nie przejmował się stanem w jakim była władczyni. Nawet z swojego miejsca Eld widział jak jego usta wykrzywia kpiący uśmiech.
- Pomocą? W czymże ty chcesz mi pomóc? - głos królowej ociekał pogardą.
- Ludzcy łowcy szukają pewnego ifryta. Sądzę, że królowa wie o kogo chodzi.
- Owszem. Co ci do tego?
- Nagroda za jego głowę jest spora, aczkolwiek i tak moim zdaniem zbyt mała. Zresztą nikt jej nie zgarnie, bo ifryt jest dość silny by zniszczyć przeciwnika.
- Do czego dążysz? - w głosie królowej zabrzmiało zainteresowanie.
Dłoń obcego rozjaśnił pomarańczowy ogień.
- Jest takie powiedzenie: "ogień zwalczaj ogniem". Jestem w stanie zniszczyć ifryta jeśli tylko dostanę za to odpowiednią zapłatę.
Eld wytrzeszczył oczy, nie mogąc uwierzyć w to co słyszy. Nigdy nie słyszał o kimś tak silnym, by walczyć z ifrytem w pojedynkę. Ale jeszcze bardziej zaskoczyła go odpowiedź władczyni.
- Podoba mi się to co mówisz. Kontynuuj.

- Ty skończony kretynie! Ty cholerny idioto! Co ci do łba strzeliło, durniu?
Nick spokojnie patrzył jak Holly potrząsa swoją ofiarą jak marionetką, wkładając w to całą swą siłę i wściekłość. Nieszczęśnik, nad którym się znęcała, spokojnie pozwalał jej na to, nawet nie próbując się przeciwstawić.
- Tabris, no odpowiedz mi! - walkiria syknęła wściekle, ale na chwili puściła go i odsunęła o krok. Odwróciła się do ifryta - No powiedz mu, że to debil.
- Patrząc na was, to mam szczere wątpliwości które zachowuje się jak debil - odparł Nicolas szczerze, ignorując groźne spojrzenie dziewczyny - Uspokój się Holly, nie szalej tak. Nawet nie wiesz o co chodzi.
Lisi demon uśmiechnął się ponuro.
- Daj spokój Nick. Przecież wiem, że ona chciała w ten sposób powiedzieć jak bardzo za mną tęskniła i że się martwi.
- Wcale nie, naprawdę uważam, że jesteś debilem - odburknęła Holly - Po coś tu przyszedł? Życie ci niemiłe, czy jak?
- Może i tak - spojrzał na nią ponuro, a walkiria skuliła się wbijając wzrok w podłogę. Nawet ona nie mogła długo patrzeć w jego oczy przepełnione rozpaczą. - Jest problem i to duży. W Królestwie pojawił się pewien nietypowy demon, do złudzenia podobny do ciebie Nick.
- W jakim sensie? - ifryt zmarszczył brwi.
- No wiesz, też jest chodzącą pochodnią i zarzeka, że cię zabije.
- Jest ifrytem? - dziewczyna spojrzała na ukochanego, jakby próbowała wyczytać o czym on myśli, jednak jego oblicze pozostawało niewzruszone.
- Nie wiemy. Nikt nie rozmawiał z nim poza twoją matką, Holly.
- Dlaczego królowa zadaje się z kimś, kto może być ifrytem? Ostatnim razem jak ją widziałem brzydziła się na mnie spojrzeć - mruknął Nick przypominając sobie miejsce w którym go przetrzymywano.
- Jej Wysokość zatraca się w swoim gniewie i przestaje nad sobą panować. Szuka zemsty, a chwilowo obiektem jej wściekłości jesteś ty. Na pewno zabicie cię sprawiłoby jej olbrzymią przyjemność.
- Co z Radą? Już zauważyłam, że mama ma lekkiego świra, ale czy oni nie powinni coś z tym zrobić.
- Na obecną chwilę panuje w Królestwie władza absolutna, więc nikt nic nie może poradzić. Jeśli wykonamy jakiś niewłaściwy ruch, możemy ściągnąć sobie na głowy nadludzi, a to doprowadzi do całkowitego upadku.
- No to wesoło tam musi być - westchnął Nick - Ale wracając do tematu. Mam rozumieć, że ten demon, który zarzeka, że mnie zabije, ma błogosławieństwo królowej?
Tabris pokiwał smętnie głową.
- Jest gotowa mu zapłacić byleby się jak najszybciej ciebie pozbył.
- A ja? - Holly uniosła głowę wpatrując się w Tabrisa - Coś mówiła o mnie? Albo reszcie?
- Wydziedziczyła cię i Haydena, ale o tym już wiesz. Marco wywaliła na zbity pysk i zakazała powrotu do Królestwa pod groźbą śmierci. To chyba też już wiesz. Miranda i chimery są pod naszą opieką, choć na razie Christa nie zwraca na nich uwagi.
- Czyli chociaż u nich wszystko w porządku. Ale co ty zamierzasz tu robić? Pełnokrwiste demony źle znoszą przebywanie wśród ludzi.
- Dam sobie radę - odparł lisi demon - Widziałem ogłoszenia. Nieźle sobie radzicie z likwidacją nadludzi, ale myślę że przyda się wam pomoc.
- Chcesz polować? - ifryt uniósł brew - Nie bierz tego do siebie, ale nie sądzę byś się nadawał.
Tabris uśmiechnął się.
- Wiem jak silni są nadludzie i wiem, że jak na razie tylko tobie udaje się ich skutecznie zabić. Ale jestem mistrzem oszustwa i nie mam zamiaru grać z nimi fair. Pokażę im jak bolesna może być zemsta demonów.
- Dalej nie… - zaczął Nick, ale Holly przerwała mu zasłaniając usta.
- Cicho siedź Nick. Każda pomoc jest dla nas korzystna. Jeśli Tabris jest gotowy zaryzykować mamy obowiązek mu pomóc. Isabel była dla mnie miła, a ja nie mogłam jej się odwdzięczyć. Teraz mogę chociaż ją pomścić - odezwała się hardo - Nick gdybym cię nie odzyskała wtedy w więzieniu, byłabym gotowa pozabijać wszystkich nadludzi. Pomogę przyjacielowi, czy z tobą, czy sama.
Ifryt westchnął i odsunął dłoń dziewczyny.
- Nigdy nie zrozumiem demonów - westchnął zrezygnowany - No więc, co teraz robimy?
  • awatar Kowalski, opcje!: Oj, chyba przegapiłam moment twojego powrotu. Królowa mnie rozczula. Nie wiem dlaczego, ale okropnie lubię tą postać. Zawsze miałam pociąg do takich bohaterów, z których ni wiadomo co będzie. Mój odbiór. Piekne.
  • awatar Seiti: Czytałam z zapartym tchem, prawie popuszczając (miałam iść do toalety, ale zobaczyłam rooozdział). Jak ja tęskniłam za nimi, ach. Teraz musisz się zrehabilitować tak marną ilością i dostarczyć mi spory kawał soczystego rozdziału. Do pracy! ;)
  • awatar Lisa Angels: Serio zmiana o sto osiemdziesiąt stopni u naszej królowej. Jakby nie patrzeć skoro dzieci od niej uciekły, to chyba należałoby się zastanowić nad swoim zachowaniem. Zaintrygowałaś mnie tym nowym demonem i coś czuje, że narobi naszej słodkiej parce sporo kłopotów. Podobał mi się ten tekst: " Wydziedziczyła cię i Haydena, ale o tym już wiesz. Marco wywaliła na zbity pysk i zakazała powrotu do Królestwa pod groźbą śmierci. To chyba też już wiesz." Serio, gdyby Holly usłyszała, jak wygląda "wydziedziczenie" w wykonaniu jej matki zdecydowanie nabrałoby to całkowici innego wyrazu XD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Szalone wyzwanie roku 2016 *przeczytam 52 książki*, ale azjatyckie Oczywiście postaram się liznąć każdy gatunek, jeśli się da i te najciekawsze będę recenzować. Może znajdę jakiegoś pisarza, który mnie zauroczy jak King, czy pani Christie.
Mam nadzieję, że się uda
  • awatar Seiti: @Zakira Luna: Akurat ją to zjechałam. Nie podobała mi się jej twórczość, jedynie w Mezopotamii coś tam, zdzierżyłam.
  • awatar Kowalski, opcje!: @Zakira Luna: No, mnie też. Akurat za nią nie przepadam.
  • awatar Kowalski, opcje!: azjatyckich to ja posiadam dziewięć. Dać ci? :p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
To miała być Mei, a wyszło jak zawsze Wyobraźnia nigdy nie chce przełożyć się na papier czy to w rysunkach, czy słowach.
  • awatar zamek1989: cudne oczęta :)
  • awatar Asumi10: Przepięknie ci wyszła. Ślicznie cieniujesz. :)
  • awatar Kowalski, opcje!: Wow! Że z amerykańska powiem. Cudne to to, takie piękne i... Blond. Thats is amazing! So cute and blond. And beautiful. Sorry, ale równocześnie zakuwam słówka na angielski. A to jest naprawdę beautiful.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Kajam się w pokorze, za to co napisałam. Nie jestem ostatnio w formie i wymyślenie czegoś porządnego, graniczy z cudem. Postaram się by od następnego rozdziału było mniej nudno I postaram się odnaleźć moją zagubioną wenę, bo nawet ona uciekła ode mnie z krzykiem.

Rozdział X

Dni mijały monotonnie i bez żadnych sensacji. Błogosławieni, którzy przybyli do miasta, byli spokojni i nie robili żadnych kłopotów, co oszczędziło księciu zmartwień, a Tadakiemu i reszcie Czarnej Róży dało więcej swobody. Nie dotyczyło to Mei, która musiała wciąż pracować nad swoimi umiejętnościami. Szło jej dość opornie, ale w miarę upływu czasu zaczęła zauważać, że walka wręcz i bronią idzie jej coraz lepiej, a ciało powoli przystosowuje się do zwiększanego wysiłku. Ruch na świeżym powietrzu miał dużo zalet, a chyba najkorzystniejszą było to, że przez trening nie miała czasu na zastanawianie się, czy Leon jest cały czas zły i czy Akihiro zechce współpracować z jej dziadkiem.
Któregoś dnia, gdy spacerowała po dziedzińcu, ku swojemu zaskoczeniu zobaczyła roześmiane oblicze Akiego, który machał do niej ręką.
Nie wiedziała co zrobić. Tadaki nie powiedział jej, że go wypuścili, więc mógł to być podstęp. Z drugiej strony zauważyła, że strażnicy dyskretnie pilnujący włości swego pana nic sobie nie robią z jego obecności. Uznała, że carewicz nie jest aż tak głupi by knuć postęp.
- Jakim cudem dziadek ci pozwolił wyjść? - spytała podchodząc do niego.
- Wiesz, ktoś pewnie niedługo by zauważył, że nie pojawiam się w okolicy i pan Northen zaraz by zaczął węszyć - odparł przekrzywiając głowę.
- W porządku - dziewczyna podejrzewała, że Tadaki może tak zrobić - Czegoś sobie życzysz wasza wysokość? - nie mogła się oprzeć, by nie wcisnąć w te słowa całej dawki jadu. Sprawiało jej to przyjemność.
- Właściwie to tak, panno Mishimori - Aki zmrużył oczy, ale nie wydawał się być zbytnio urażony - Mam ochotę porozmawiać z Linem.
- Księciem Linem -poprawiła go ostro Mei zanim załapała, że zaczyna mówić jak dziadek - Nie rozumiem tylko dlaczego przychodzisz do mnie. Decyzja zależy od rady i księcia, a nie "psa władcy".
- Daj spokój, przecież on cię lubi. W końcu inaczej sam by nie zareagował, kiedy Shi-ne zaczepiał cię.
- A skąd ty w ogóle o tym wiesz? Jakoś nie widziałam cię wtedy wśród gości - syknęła dziewczyna rozglądając się.
- Daj spokój mnóstwo ludzi uwielbia plotkować. Gdybyś nadstawiła ucho usłyszałabyś o sobie rzeczy, o których nie miałaś pojęcia.
- Jak moje rzekome narzeczeństwo - mruknęła ponuro Przeklęta - Słuchaj, równie dobrze możesz iść z tą prośbą do dziadka, który w przeciwieństwie do mnie widuje księcia często.
- Prosić twojego dziadka o pomoc to jak wkładać rękę do pyska tygrysa. Błagam ulituj się nade mną.
Mei poczuła zażenowanie. Powinna była odejść od razu ignorując carewicza, a jak ostatnia idiotka wdała się w dyskusję z nim, choć przeczuwała, że coś kombinuje. Cholerny manipulant zmuszał ją do tego by współczuła mu, jak nad jakiemuś nieszczęśnikowi dotkniętemu tragedią.
- Nie wiem czy się uda - westchnęła zrezygnowana.
Aki uśmiechnął się szeroko.
- Jestem dozgonnie wdzięczny - pochylił lekko głowę.
- Zapłacisz mi za to - burknęła dziewczyna - Nie żartuję. Chcę pieniędzy.
- Oj Mei - Akihiro potargał jej włosy jak małemu dziecku zanim zdążyła odskoczyć - Udawanie wrednej ci nie wychodzi, jak na potwora jesteś strasznie miła.
- Dziękuję - odparła krótko próbując zapanować nad chaosem na głowie. Zastanawiała się czy carewicz naprawdę tak myśli, czy to tylko zawoalowana kpina.

- Wiesz co Olivio, czasami czuję do pewnych ludzi taką nienawiść, że mam wielką chęć zadać im ból - stwierdziła Mei drżącymi palcami poprawiając włosy. Czyste ubrania, które przyniosła służąca wisiały niedbale na oparciu fotela.
- Panienka za dużo czasu przebywa z tymi gburami spod ciemnej gwiazdy. Powinnaś mieć więcej empatii, w końcu panicz Leon bardzo cierpi.
Mei spojrzała krzywo na kobietę, która wygładzała niewidzialne fałdki na ubraniach.
- Nie mówię o nim. Chociaż tak przy okazji on też ostatnio mnie denerwuje. Ale wracając to tematu. Czy naprawdę wszyscy muszą traktować nas jak potworne pieski księcia. Co rusz trafia się inteligent który myśli, że będę grać jak on rozkaże.
- To dlatego, że wyglądasz z daleka na delikatną i nieśmiałą osóbkę, którą łatwo zmanipulować. Dopiero po jakimś czasie wychodzą z ciebie geny Tadakiego i wszyscy są przerażeni.
- A wspaniale - dziewczyna weszła do łaźni, by jak najszybciej zmyć z siebie cały ten kurz, który przylepił się do skóry. Zimna woda działała bardzo otrzeźwiająco, ale nie pomagała jej uspokoić się.
To, że jakimś cudem książę zaprosił Błogosławionego na kolację było podejrzane. Owszem wiedziała, że w grę wchodzą jakieś geny i obaj są ze sobą spokrewnieni, ale i tak miała wrażenie, że carewicz mógł lekko omamić Lina swoim talentem tak jak to zrobił z nią samą. Tak czy inaczej, jej obowiązkiem było przypilnować tego nieobliczalnego szaleńca, by czegoś nie wymyślił.
Gdy w końcu ubrała się i lekko rozgrzała, odetchnęła głęboko jak człowiek, który idzie na śmierć. W sumie nie wiedziała co ją czeka tego wieczoru, równie dobrze mogła zginąć…
Całe szczęście nie musiała przywdziewać tych śmiesznych, acz ślicznych sukni jak ta, którą miała na przyjęciu. W zwykłych luźnych spodniach i tunice czuła się najlepiej. Tylko, że…
- Olivio, co to właściwie jest? - podniosła niezbyt duży kawałek materiału w kolorze burgundu.
- To choli. Tak się noszą eleganckie młode damy…
- Przecież to pół ciała odsłania. Jak mam się pokazać władcy w czymś tak skąpym?
- Suknię na przyjęciu przebolałaś, to też włożysz.
- Ale zetną mnie za brak przyzwoitości - jęknęła zrozpaczona - Na pewno jest coś normalnego co mogę założyć.
- Dla twojej wiadomości to co tak cię odstręcza to prezent od lady Caroline i jej narzeczonego. Powinnaś docenić, że dali ci coś tak pięknego, a nie marudzić. No już wkładaj to.
Na szczęście chociaż spodnie były normalnej długości, choć i tak miała obawy wkładać tak piękne rzeczy. Już widziała jak zniszczy je przypadkiem…
- Dobra - westchnęła Mei i wstała - Raz się żyje.
Otworzyła drzwi i niemal uderzyła nimi kogoś, kto najwidoczniej miał zamiar wejść do środka.
- Przepraszam - zawołała przerażona zanim zauważyła, że ów osobnik podnosi z ziemi okulary, które musiały mu spaść z nosa. - Leon co ty tu robisz? - spytała zaskoczona.
Młody mężczyzna podniósł wzrok.
- Szukałem Olivii, nie wiedziałem, że jesteś w środku - odparł chłodno - Mogę wejść?
- Oczywiście - odsunęła się by zrobić mu przejście - I tak już wychodzę.
Leon spojrzał na jej strój unosząc lekko brew, ale nie skomentował tego co widział.
- Mei! - znikąd zaraz po Leonie pojawił się drugi osobnik, którego dziewczyna nie miała ochoty widzieć. Akihiro uśmiechnął się wesoło.
- Ładny kolor - mruknął pod nosem zerkając na lśniący materiał, który odsłaniał zbyt dużo - Chodź szybko zanim Lin zmieni zdanie - spojrzał ukosem na Leona, który wyglądał jakby skamieniał ze złości.
- O mój kolega, który mnie tak mile potraktował w celi. Z przyjemnością bym uciął "miłą" pogawędkę, ale śpieszymy się. Pa! - uśmiechnął się najbardziej niewinnie jak tylko mógł i wyszedł ciągnąc za sobą Mei.
- To było wredne - zauważyła dziewczyna, gdy oddalili się na odpowiednią odległość.
- Nie myśl, że będę traktował go jak dziecko, które może robić co chce bez konsekwencji. Miał czelność mnie uderzyć. Jeszcze raz mnie zirytuje i zażądam satysfakcji. A wtedy żywy się nie uchowa - spojrzenie srebrno błękitnych oczu nabrało lodowatego wyrazu.
- Carewiczu, dałbyś sobie spokój - westchnęła Mei - Leon to głupek, ale zwykle bywa miły. I lubię go nawet. Za mało ludzi mnie lubi, abyś wszystkich pozabijał.
- Zastanowię się - mruknął w odpowiedzi jej towarzysz, ale niebezpieczny błysk zniknął z jego oczu.
- Wiesz co jak wolę jak udajesz wesołego idiotę niż chłodnego wariata. Nie lubię się cały czas zastanawiać nad tym, czy będziesz chciał mi skręcić kark, czy nie. Wolałabym pozostać w niewiedzy.
- Nie żartuj. Nie zabiję cię dopóki jesteś mi potrzebna.
- Co? - jęknęła zrozpaczona dziewczyna - I za taką postawę nie lubię Błogosławionych. Nie traktuj mnie jak rzeczy, którą można wyrzucić.
- Oj nie masz poczuci humoru. Tylko tak sobie mówię - odparł lekko Aki, nie robiąc sobie nic z jej przerażenia.
- Jesteś okropny. Mówił ci to ktoś? - syknęła cicho, gdy natknęli się po drodze na strażników.
- Nie. Przyszły cesarz nie może sobie pozwolić na to, aby obrażali go zwykli ludzie. Wierz mi, jesteś całkiem fajna, ale dawno bym ci wyciął język za to ile razy mnie obraziłaś.
- Ja? Obraziłam? - prychnęła Mei - No nieważne. Nie chce zaczynać tego tematu. Byłbyś wdzięczny chociaż za to, że idę z tobą na kolację ubrana jak prostytutka.
- No chyba nigdy nie widziałaś prawdziwej dziwki. Choć w sumie patrząc na to jak strasznie wyglądają ludzie na Zachodzie w tych sztywnych, zakrywających od stóp do głów strojach, to mogę zrozumieć twoje zniesmaczenie.
Aby dotrzeć do właściwego pałacu księcia musieli przejść przez ogród. Na szczęście większość ludzi skończyła swą pracę i tylko strażnicy mogli zobaczyć parę przemykających się w ciemnościach postaci. Jednak mimo obaw Mei żaden nie zwracał na nią zbytniej uwagi. Najwidoczniej taki ubiór faktycznie był tu czymś normalnym.
Drzwi do komnat księcia pilnowali strażnicy ubrani w czarno czerwone uniformy. Każdy był przynajmniej o głowę wyższy i dwa razy szerszy niż potworzyca. Na szczęście nie zatrzymywali ich, tylko dwóch otworzyło ciężkie mahoniowe drzwi.
Aki wszedł pierwszy niemal wlokąc za sobą Przeklętą.
Oczom Mei ukazało się pyszne pomieszczenie, które niewątpliwie pełniło rolę bawialni. Na miękkim dywanie przy niskim stoliku siedział książę Lin i Caroline. Plecami do wejścia siedział również inny gość, którego w pierwszej chwili dziewczyna nie rozpoznała.
- Dobrze, że już jesteście - Lin skinął głowa na powitanie, kiedy oboje pochylili się w ukłonie - Usiądźcie proszę - mówił z wyraźną niechęcią jakby nie miał najmniejszej ochoty tu siedzieć. Caroline uśmiechnęła się blado do przyjaciółki, jakby była bardziej przerażona niż ona sama.
Mei poczuła się jeszcze gorzej niż wcześniej. Lin wyglądał naprawdę przerażająco z ponurym grymasem na twarzy.
- Usiądź koło mnie, Mei - Caroline spojrzała na potworzycę błagalnie - Dawno nie rozmawiałyśmy. Chciałabym nadrobić stracony czas.
Przeklęta opadła miękko na podłogę, a obok niej usiadł jej irytujący towarzysz. Ku jej zaskoczeniu jego dłoń zacisnęła się na chwilę na jej nadgarstku, jakby chciał by krzyknęła z bólu. Puścił jej rękę tak szybko jak złapał, zupełnie jakby chciał dać jej jakiś znak. Spojrzała na niego, ale on zignorował ją w milczeniu patrząc na siedzącego naprzeciwko młodego mężczyznę.
Podniosła wzrok lustrując osobnika wzrokiem. Kotara kasztanowych włosów zasłaniała oczy, ale ten uśmiech pamiętała doskonale. Gdy podniósł głowę rozbłysło pomarańczowe oko.
W jednej chwili wybaczyła Akihiro to, że prawie zmiażdżył jej nadgarstek. Jego ostrzeżenie sprawiło, że nie zerwała się na równe nogi i nie uciekła jak najdalej od tego człowieka.
Shi-ne uśmiechnął się kpiąco.
- Jak miło cię widzieć, Mei - syknął.
  • awatar Seiti: Marudzisz. Serio marudzisz.
  • awatar Beautiful Fetish: Świetnie piszesz i rysujesz <3 sama próbuję obu tych rzeczy, ale idzie mi na razie miernie. :/ Powodzenia w dalszym Pisaniu :D + zapraszam do mnie, dopiero zaczynam i każda osoba na blogu jest dla mnie motywacja <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Pierwszy w tym roku rysunek. Pogodziłam się z ołówkami, choć ciężko się do nich przyzwyczaić

To miał być Wolverine, a wyszło jak wyszło, takie nie wiadomo co ( ale i tak jestem zadowolona ).


Teraz może spróbuję nauczyć się rysować bardziej realistyczne postacie, ot takie postanowienie noworoczne

A Wy macie jakieś plany czy postanowienia na ten rok?
  • awatar Seiti: Piękny. Cudowny. Kurde, rozwinęłaś się strasznie. Tylko pozazdrościć.
  • awatar Kowalski, opcje!: Rysunek jest fantastyczny i wcale nie wyszło z tego nie wiadomo co. Pomińmy może fakt, że zupełnie gościa nie kojarzę.
  • awatar Asumi10: Jednym słowem P-I-Ę-K-N-E ! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Aby ten zbliżający się nowy roczek był dla Was wszystkich jak najlepszy, aby wena stała się nieodzowną towarzyszką życia ( a nie jak kot przychodziła i wychodziła kiedy chce ) i aby wszyscy mieli zapał do tworzenia ciekawych wpisów ( zwłaszcza moje ulubione autorki ukochanych opowiadań ). Kiepska jestem w życzeniach, więc po prostu niech wszystkie Wasze marzenia się spełnią ^_^
 

 
Nadeszła kolej na mój prezent, choć jest już bardziej poświąteczny Od wieków nie dodawałam żadnych rozdziałów tego opowiadania, więc mam nadzieję, że nie zabijecie mnie za tą kiepściznę, którą wycisnęłam z siebie. Musze na nowo się wkręcić w pisanie.
Miłego ( mam nadzieję) czytania

Rozdział IX

Wykończony umysł Mei szybko popadł w senne odrętwienie i przez kilka godzin spowijała go ciemność. Dopiero, gdy zmęczony organizm nieco zregenerował się, pojawiły się senne mary i wizje, które ukazywały się i znikały zanim zdążyła się im przyjrzeć. Jednak drażniło to dziewczynę i zakłócało spokojny sen do tego stopnia, że gdy w końcu rozbudziła się czuła się tak samo zmęczona jak wieczorem.
Pierwszym co zrobiła, gdy tylko jej umysł się rozjaśnił, był poczłapanie do piwnic, gdzie chwilowo przetrzymywany był Akihiro. Niemal zderzyła się z Leonem, który pojawił się znikąd przed jej oczami. Skinęła mu głową na powitanie i ominęła bez słowa. Musiała spytać o coś carewicza, zanim to jej się ulotni z głowy.
Pomieszczenia w którym więziono Akiego pilnowało dwóch mężczyzn, którzy spojrzeli na nią jak na wariatkę, gdy poprosiła by ją wpuścili.
- Muszę go o coś spytać - wymamrotała powstrzymując się od ziewnięcia. Musiała przedstawiać obraz nędzy i rozpaczy, ale miała to gdzieś - Jestem Mei…
- Wiem, kim jesteś - starszy z nich przerwał jej - Wnuczka Tadakiego. Panicz Leonard powiedział byśmy nie wpuszczali cię tutaj, aż nie pomówi z twoim dziadkiem.
Dziewczyna skrzywiła się. Mógł jej łaskawie o tym powiedzieć, kiedy go mijała.
- Nie jestem służącą Leona, więc nie może mi niczego zakazywać - odparła hardo - Ale jeśli mój dziadek potwierdził ten zakaz to wyjdę stąd.
Młodszy strażnik westchnął i otworzył drzwi.
- Miej dla niego litość - mruknął tajemniczo zanim weszła do pomieszczenia. Mei podziękowała skinieniem głowy i weszła do środka.
W ponurym wnętrzu mimo wczesnej pory paliły się dwie pochodnie. Carewicz siedział na swoim posłaniu z nogami podciągniętymi do brody jak dziecko. Głowę oparł na splecionych dłoniach tak, że włosy zasłoniły jego twarz. Wyglądał jakby się załamał.
- Carewiczowi nie odpowiadają warunki panujące u nas? - spytała nie mogąc powstrzymać się od odrobiny złośliwości.
- Warunki w porządku, tylko służba coś nie taka - podniósł głowę i spojrzał na nią gniewnie - Mówiłaś coś o zapewnieniu mi nietykalności.
Mei w milczeniu przyjrzała się jego twarzy, która teraz była z jednej strony zaczerwieniona. Z ust i nosa Akiego sączyła się krew, której carewiczowi nawet nie chciało się zetrzeć. Choć w duchu cieszyła się z tego, że oberwał, nie mogła znieść przerażającej myśli, że teraz carewicz, jak tylko go wypuszczą, wszystko wyśpiewa władcy Northen.
- Kto ci to zrobił? - spytała cicho, nie chcąc zdradzić, że głos jej drży.
- Twój narzeczony, który był tu przed tobą. Odważny wielce, kopać kogoś skutego - odparł młodzieniec, choć już spokojniej.
- Narzeczony? - wykrzywiła się dziewczyna - Chyba nie mówisz o Leonie?
- Nie wiem jak miał na imię - Aki wzruszył ramionami - Jasnobrązowe włosy związane w warkocz i okulary.
- To on - mruknęła zdziwiona Mei - Dlaczego nazwałeś o tak? Czy wyglądam na osobę zaręczoną z kimś?
- Nie wiem nic. Ale ten gość zaczął strasznie się ciskać i krzyczeć, zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć. Wrzeszczał, że jak na Błogosławionego jestem okropnym prostki i chamem, który włazi do pokoi młodych dam, bez cienia przyzwoitości. Uznałem, że chodzi mu o ciebie.
- Co za idiota - westchnęła głośno - Wybacz mi za to, że nie dotrzymałam danego słowa. Byłam pewna, że wszyscy są poinformowani o naszym stanie rzeczy.
Aki wydawał się być zszokowany jej słowami.
- Przecież mówiłem już, że nie obchodzi mnie co ta podła gadzina, której muszę służyć, zamierza robić. Gdyby nie to, że potrzebuję pomocy twojego dziadka i reszty rady już by mnie tu nie było. Ja po prostu chcę wrócić do swojego kraju i wesprzeć ojca.
- W porządku. Jednak muszę przeprosić za swoje zachowanie. Po prostu…
- Brzydzisz się nami, tak jak my Przeklętymi - dokończył Aki pocierając policzek, który już zaczął puchnąć. Skrzywił się przy tym - Cholera twardą ma podeszwę w bucie - syknął.
- Poproszę kogoś by cię opatrzył - podeszła do drzwi i już miała wychodzić, gdy przypomniała sobie o tym, po co tu w ogóle przyszła - Masz młodszą siostrę o imieniu Corry?
Aki skinął głową.
- Tak, a czemu pytasz?
- Ciekawość - odparła szybko i wybiegła.
Musiała teraz znaleźć dziadka….

Nie było to trudne, gdyż słyszała jego podniesiony głos na dziedzińcu. Szybko zbiegła po schodach ciekawa na kim staruszek się wyżywa.
Nie była wcale zdziwiona, gdy tym kimś okazał się być Leon.
- Ty kretynie - wrzasnęła przerywając dziadkowi - Prawie zepsułeś wszystko - podniosła rękę gotowa uderzyć Leona, ale Tadaki złapał ją za nadgarstek nim pięść dosięgła twarzy młodego mężczyzny.
- Nie unoś się tak, Mei - upomniał ją surowo dziadek - Dostał już reprymendę.
- Więc wiesz? To dobrze… A teraz zostawiłbyś mnie z tym imbecylem na chwilkę? Chciałam porozmawiać w spokoju.
- Oby to się obyło bez rękoczynów - odparł Przeklęty.
- Nie mogę obiecać - syknęła dziewczyna czując jak wściekłość w niej płonie żywym ogniem - Chodź Leonardzie, chciałabym sobie coś z tobą wyjaśnić.
-Zawlokła go na plac treningowy, gdzie aktualnie nikogo nie było.
- Coś się stało, Mei? - Leon wyglądał na zmartwionego - Czemu jesteś taka zła?
- Pobiłeś więźnia - syknęła rozeźlona - Nie słyszałeś o tym, że tak nie wolno?
- Już twój dziadek nawrzeszczał na mnie. Nie musisz się powtarzać.
- Wiem. Ale nie o to chodzi. Mógłbyś przestać traktować mnie jak własność? - warknęła.
- Co? Kiedy cię tak traktuję?
- Ostatnio bardzo często. Warczysz na każdego, kto powie o mnie coś złego i na każdym kroku pilnujesz.
- Nic złego nie robię. To źle, że staram się by ludzie nie złorzeczyli ci.
- Tak. To nie jest twój interes, Leon. Tak samo jak to, że walnąłeś Akiego. To ja powinnam to zrobić, a nie ty. Nie jestem nadobną panną, która potrzebuje ochrony przed każdym.
- A co by było gdyby Kimura cię zaatakował?
- To ty być mi na pewno nie pomógł, bo cię nie było. Jeśli wróciłeś tu tylko dlatego, że mam mały problem to jesteś idiotą. Nie potrzebuję opieki żadnego mężczyzny, żadnego kretyna, który nie rozumie tego, że potrzebuję swobody…- urwała widząc jak twarz Leona blednie, a oczy zza szkieł lśnią nienaturalnie.
- Co jest złego w tym, że ktoś się o ciebie troszczy? Jeśli kogoś kochasz poświęcisz mu całe życie. - wyszeptał i zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć odwrócił się i odszedł.
Mei przycisnęła dłoń do policzka, nie wiedząc co zrobić. Ze zmęczenia, strachu i złości na Błogosławionych wyżyła się na Leonardzie, który po prostu chciał jej pomóc.
Wróciła do dziadka, który wciąż stał tam gdzie wcześniej.
- Wyglądasz na wzburzoną. Coś ci naopowiadał? - spytał Tadaki.
- Nie to raczej ja sobie pokrzyczałam. Zresztą nieważne, zaczynam powoli wariować. A i chciałam ci przekazać wiadomość, siostra carewicza to służka mojej mamy.
- Coś ty powiedziała? - dziadek uniósł głowę zaskoczony.
- Twarz Kimury wydawała mi się dziwnie znajoma, ale nie wiedziałam skąd go kojarzę. Jest bardzo podobny do Corry Sun, która pracuje u nas. Akihiro ma siostrę o tym samym imieniu.
- To nonsens. Co carska córka mogłaby robić na Zachodzie? Zresztą na pewno ani ojciec, ani brat by jej tam nie puścili samej. I na pewno nie pracowałaby dla nikogo, mając do dyspozycji takie bogactwo jak majątek cesarza.
- Może to zbieg okoliczności - dziewczyna wzruszyła ramionami - Ale gdyby nie to, to co to mogłoby być?
- Jeśli to naprawdę Corry Kimura, to mógłbym podejrzewać cesarza Sint o szpiegowanie Trias. A to niemal od razu świadczyłoby o tym, że albo pilnują każdego członka naszego klanu, albo to ma związek z Wielkim Księciem i jego córką.
- Caroline - przytaknęła Mei - Zaczynam się bać.
- Ten Aki sprawia na coraz większe kłopoty. Muszę pomówić z Czarną Różą. Znowu… - westchnął ciężko - A tobie radzę zjeść śniadanie i przestać zamartwiać się drobnostkami. Coś wisi w powietrzu. Powinniśmy być gotowi na wszystko.
- Rozumiem. Do zobaczenia później dziadku.

- Panienka mówi poważnie? Panicz Leon, powiedział coś takiego? - Olivia szarpnęła mocniej grzebieniem, gdy napotkała kołtun.
Mei jęknęła modląc się by ta tortura się szybko skończyła.
- Powiedział, że gdy się kogoś kocha, to poświęca się mu życie, czy jakoś tak.
- To takie piękne. Panicz ma naprawdę poetycką duszę. Piękne wyznanie miłości - westchnęła służąca - I co panienka odpowiedziała na takie wyznanie?
- Co? Nic nie odpowiedziałam, bo powiedział to dopiero wtedy, gdy wyzywałam go i powiedziałam, że nie jest mi potrzebny ani on, ani żaden inny facet. Auć, cholera jasna, Olivio! To boli!
- Przepraszam najmocniej, to niechcący. Ale swoją drogą, to okropne, że tak powiedziałaś temu biedakowi. Przecież widać, że jest zakochany. Mówiłam już kiedyś o tym panience.
- Ale ślubnego kobierca nie będzie - mruknęła Mei przypominając sobie słowa Olivii - Chyba Leon nie odezwie się do mnie już więcej. Ale co mam poradzić na to, że jestem żałośnie płytka i jeszcze nigdy się na porządnie nie zakochałam. Dlaczego czuje się winna temu, ze nie kocham go?
- Nie martw się. Wszystko się poukłada.
Mei pokręciła głową. Patrząc jak wszystko wokół coraz bardziej się plącze miała wrażenie, że może tylko jeszcze głębiej zatonąć w tym chaosie.
 

 

Wszystkim cudownym, twórczy duszom z pingera życzę wspaniałych świąt. Aby spełniały się Wasze marzenia i zdrowie zawsze dopisywało. By szczęście i miłość zawsze były wśród Was

  • awatar Kowalski, opcje!: Tobie też wesołych, z lekkim opóźnieniem, ale lepiej późno niż wcale.
  • awatar Zakira Luna: Wolałabym prezent w postaci rozdziałów :D
  • awatar Asumi10: Wzajemnie, życzę Ci mnóstwo pomysłów na nowe posty. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Przepraszam, że tak zwlekam z rozdziałami, ale ostatnio nie mam zbyt wiele czasu, ani weny by tworzyć coś sensownego. Mam nadzieję, że mi wybaczycie
Postaram się po świętach wrócić do pisania nie tylko "Samotnej duszy", ale i "Niepokonanych" i "Czarnej Róży". Nie wiem jak ja to wszystko ogarnę, ale chociaż spróbuję
To tyle z mojego kiepskiego tłumaczenia. W ramach przeprosin łapcie ten cudny kawałek.
 

 
Południowo-Wschodnia Azja nigdy nie była miejscem bezpiecznym, a gorączka "rewolucji" trwała tam od zawsze. To tam leży fikcyjne miasto Roanapur, będące miejscem, gdzie toczy się akcja.

Młody japoński biznesmen Rokuro Okajima, podczas służbowego rejsu ma okazję ( o ile to można tak nazwać ) spotkać się z prawdziwą władzą wód Morza Południowochińskiego. Są to współcześni piraci, który korzystając z bezsilności władz dorabiają się na lewych interesach. Suma sumarum bohater kończy na pokładzie łodzi torpedowej należącej do Black Lagoon Company ( innymi słowy grupy najemników ) jako zakładnik. Gdy okazuje się, że nikt nie ma zamiaru zapłacić za niego okupu, piraci mają zamiar go porzucić. Jednak zawiedziony na służbach porządkowych i pozbawiony jakichkolwiek perspektyw Rokuro postanawia się dołączyć do załogi. A ta to najbardziej oryginalna banda na morzach.


Olbrzymi Afroamerykanin imieniem Dutch, to zdecydowany, milczący typ, który potrafi zapanować nad każdym. Geniusz komputerowy Benny o żydowskich korzeniach, pomimo łagodnej osobowości, jest zahartowany w trudnych warunkach życia na Roanapur. Ale chyba najbardziej wyróżnia się Revy, agresywna i wulgarna dziewczyna ze slumsów, która przydomek "Dwurękiej", zyskała dzięki morderczej precyzji w użyciu broni palnej. Pozornie nieśmiały i przerażony Rokuro, nazwany przez nowych towarzyszy "Rock", szybko znajduje swoje miejsce w tym zepsutym i okrutnym świecie.
Nie można zapomnieć o drugoplanowych postaciach, które są również pomysłowo stworzone, jak chociażby neonaziści, czy rosyjska mafia rządzona przez charyzmatyczną Bałałajkę.



I tak oto prezentuje się akcja tego anime. Dwa sezony po dwanaście odcinków to nieustanne napięcie, walka i ukazanie ciemnej strony ludzkości. Zepsute, zdemoralizowane miasto pełne złodziei, handlarzy niewolników, najemników i najróżniejszych karteli, to skumulowany obraz realistycznej rzeczywistości, którą często się ukrywa pod płaszczykiem łagodności. Anime brutalnie wywleka na powierzchnię najgorsze cechy ludzkości i ukazuje do czego może być zdolny.

Mogę szczerze przyznać, że to chyba moje pierwsze udane zetknięcie się z anime typowo sensacyjnym. I jestem pozytywnie zaskoczona. Oba sezony są naprawdę dobrze zrobione, kreska idealnie odzwierciedla ponury klimat Roanapur, podobnie jak ścieżka dźwiękowa, która wyjątkowo przypadła mi do gustu. Nie lubię zbytnio wychwalać jakichkolwiek anime, gdyż żadne nie jest bez wad, ale akurat ten tytuł zajął u mnie wysokie miejsce. Warto obejrzeć, chociażby ze względu na postać Revy, która dała mi nadzieję, że nie wszystkie żeńskie bohaterki są tylko ozdobnikami dla głównych bohaterów ( a niestety coraz częściej to widuję ).
  • awatar Seiti: Są trzy sezony, nie? Czekam na opko o Nicku. :D
  • awatar Zakira Luna: Halo, dziś sobota, czekam na rozdział!!!! :D Recencza fajna, ale zdecydowanie wolę czytać Twoje opko ;)
  • awatar Seiti: Rozważałam obczajenie i dzięki tej recenzji zdecydowałam się zobaczyć.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Annie Leonhardt - "Shingeki no Kyojin"


Jutro, jeśli czas pozwoli, wstawię recenzję "Black Lagoon" i "High School of the Dead", które ostatnio udało mi się obejrzeć
 

 
Rozdział XII

Prawdziwe oblicze nieprzyjemnego wężowatego człowieka Megumi poznała kilka dni po spotkaniu z nim. Od początku widać było, że jest mrukliwym typem, który w najlepszym przypadku zachowuje się oschle, w najgorszym jest jadowity niczym żmija. Nie był skory do rozmowy, zresztą właściwie nie musiał się tak wysilać. Zawczasu rozpoznawał jej niewerbalne pytania i odpowiadał lakonicznie. Mimo to nie był najgorszym towarzystwem. I chociaż traktował dziewczynę bardziej jak przedmiot, którym miał się posłużyć do swoich planów, starał się zadbać o nową towarzyszkę.
Dziwnym typem był Alex, jednak Megumi musiała w duchu przyznać, że lepszego towarzystwa znaleźć nie mogła. Sprawiał dość nieprzyjemne wrażenie dzięki czemu inni mijani wędrowcy usuwali się z drogi przemykając chyłkiem z opuszczonymi głowami. Dziewczyna czuła się zażenowana tym całym cyrkiem, było jej głupio, że ludzie traktują ich niemal jak smoki.
Szarpnęła wodze swojego wierzchowca i zmusiła do szybszego marszu, aż zrównała się z Alexem.
- Słuchaj, czy aby nie za bardzo się wyróżniamy? - spytała, starając się by zabrzmiało to w miarę uprzejmie.
- Hm? - jej towarzysz spojrzał na nią z ukosa - Skąd taka myśl?
- Zachowujesz się jakbyś było co najmniej królem. To zwraca uwagę.
- O, królowa mnie poczuła - odparł znudzonym głosem mężczyzna.
- Król….owa? Ja się nie zachowuję tak! - odparła nieco niepewnym tonem, nie wiedząc do czego zmierza.
- Nie ważne - mruknął Alex - Może i masz rację. Powinniśmy bardziej uważać.
- W porządku… - uniosła brew nie rozumiejąc co się z nim dzieje. Czy tak zachowywał się każdy psychopata, czy tylko on?
- A może przestań tak głośno myśleć i przyjmij do wiadomości, że niektórzy nie mieli czasu na sen przez kilka ostatnich nocy - warknął, a bursztynowe oko błysnęło niebezpiecznym światłem.
- W porządku - powtórzyła spokojnie nie chcąc drażnić tego wilka w owczej skórze. Chociaż bardziej wyglądał jak wilk przebrany za sowę…
- Do cholerny, mogłabyś przestać? Masz naprawdę barwne porównania, ale nie obchodzi mnie co o mnie myślisz.
- Trzeba było nie słuchać - powiedziała spokojnie, choć faktycznie musiała mu przyznać rację. Zbyt dużo nad nim filozofowała. Postanowiła od teraz skupić się na krajobrazie.
Kierunek jej wędrówki nie zmienił się, wciąż podążali na północ. Ich drogę przecinał łańcuch górki, który był właściwie najgorszą przeszkodą na drodze.
Na szczęście dziewczyna musiała przyznać, że jej burkliwy towarzysz, potrafi sobie radzić w górach lepiej niż ona i z zadowoleniem stwierdziła iż czuje się bezpieczniej mając kogoś, kto odstrasza innych spojrzeniem. Aczkolwiek musiała przyznać, że Alex był podejrzanym typem, któremu ufać do końca nie mogła, choć wydawał się być nieszkodliwym dla niej. Nie był żadnym obleśnym typem i raczej ignorował ją chyba, że chciał od niej czegoś. Taki układ pasował Megumi, chociaż miała wrażenie, że traktuje ją na równi z wierzchowcami…
Jednooki był zaskakująco podobny do smoków, co zwracało uwagę na każdym kroku, a jednocześnie zaskakująco różny. Ani lodowaty wiatr, ani tumany śniegu nie robiły na nim wrażenia chociaż jego jedyną ochroną przed pogoda był lekki płaszcz. Jak sam stwierdził właściwie go nie potrzebował, ale był przywiązany ponieważ dostał go od byłej dziewczyny. Megumi dygocąc z zimna w grubym kożuchu i płaszczu nawet nie skomentowała jego wywodu.
Ale mimo typowej gadziej zimnokrwistości brakowało mu tej zwinności i gibkości i chociaż był bardzo wytrzymały nie posiadał siły smoków. I przynajmniej jak na razie, nie okazywał zdolności manipulacji ludźmi.
Ten ostatni pogląd Megumi musiała zweryfikować na skutek wydarzeń, które rozegrały się ósmego dnia podróży.
Ubita w śniegu ścieżka, którą podróżowali była szlakiem często używanym przez łowców i kupców, więc nie zalegało na niej zbyt wiele śniegu. Dzięki temu wierzchowce poruszały się w miarę sprawnie nadrabiając czas, który stracili przedzierając się dwa dni wcześniej przez leśną gęstwinę.
Megumi wcale nie była zaskoczona, że zaczął padać śnieg. Ta pogoda nie była normalna, więc nie zdziwiłaby się, gdyby jeszcze dziś była burza. Otuliła się szczelniej płaszczem, chowając pod futro zdrętwiałe z zimna palce.
Alex odwrócił się do niej z zadowoloną miną.
- Jeśli pogoda się nie pogorszy dziś będziemy nocować w ciepłym i bezpiecznym miejscu.
- Co? - zdziwiła się Megumi - Przecież nawet nie przekroczyliśmy gór… - do najbliższego miasta wciąż pozostawało przynajmniej tydzień drogi.
- Niedaleko są tereny myśliwskie, więc pewnie znajdzie się jakaś chata, która służy kłusownikom za schronienie.
Dziewczyna odetchnęła na myśl o odpoczynku w suchym i ogrzewanym pomieszczeniu.
- Wspaniale - odparła, a Alex wysilił się na coś na kształt uśmiechu. Chyba i on chciał nareszcie odpocząć.
Nagle z gęstwiny drzew wybiegła jakaś postać i upadła na ziemię. Po chwili się podniosła i zauważywszy Megumi i Alexa rzuciła w ich stronę.
- Pomocy! - słaby krzyk dobiegł ich mimo sporej odległości.
- Co do diabła? - dziewczyna szarpnęła wodze i zmusiła konia do kłusu, ominęła swojego towarzysza, który warknął by się zatrzymała i podjechała w stronę potykającej się postaci.
Okazała się nią być elegancko ubrana kobieta, której zaczerwieniona z wysiłku twarz wykrzywiona była w przerażeniu.
- Panienko, pomocy! - zamachała na Megumi i dopadła jej wierzchowca w panice ściskając uzdę. Koń spłoszony odskoczył w bok i parsknął szczerząc zęby, więc dziewczyna zeskoczyła z jego grzbietu i puściła wodze wiedząc, że nie oddali się zbytnio.
- Co się pani stało? - spytała siląc się na spokój, bo kobieta rozpaczliwie chwyciła ją za ubranie niemal dusząc.
- Smoki! Zaatakowały moich ludzi…. - wydyszała ciężko - Mój mąż został… zabity…. Pomóż proszę.
W tej chwili koło nich pojawił się Alex.
- Na piekielne czeluście, słuchaj jak coś mówię, idiotko - huknął na Megumi.
- Panie łaskawy - kobieta teraz dla odmiany dopadła do mężczyzny - Litości, pomóż mi. Smoki! One…
- Odsuń się, babo! - warknął na nią i odtrącił.
W oczach kobiety pojawiły się łzy rozpaczy. Padła na kolana splatając dłonie w błagalnym geście.
- Błagam was!. One mnie znajdą.
Megumi uklękła obok kobiety.
- Pomożemy pani - uśmiechnęła się, choć była tak samo przerażona jak ona. Nie chciała się spotykać z tymi potworami, była jeszcze zbyt słaba i fizycznie, i psychicznie. Ale chyba nie potrafiłaby zostawić tej biedaczko samej w nieprzyjaznej krainie.
- Megumi, wstawaj. Nie mamy czasu na teatrzyk - cichy głos, wyzuty z emocji zmusił by spojrzała na niego. Patrzył na nią z dezaprobatą, jakby nie spodziewał się po niej takiej reakcji.
Zacisnęła zęby, ale wstała.
- Jesteś okrutny - syknęła.
- To nie okrucieństwo, tylko sposób na przeżycie. Słabi umierają - zerknął na kobietę, która skuliła się w sobie i zaszlochała gorzko.
- Święte słowa - głośne zawołanie zaskoczyło Megumi. Odwróciła się w stronę nowego głosu i niemal jęknęła z trwogi.
Potężne, opancerzone cielsko wlekło się w ich stronę niespiesznie, a rubinowoczerwone łuski kontrastowały ze śniegiem.
- Hrabino, nie wolno uciekać - smok pokiwał karcąco palcem, z którego na śnieg spadła kropla czerwieni. Krew. - Chyba nie szukasz nowych przyjaciół, prawda? - zaśmiał się ochryple, a złote oczy zamigotały jak gwiazdy. Omiótł wzrokiem ich wszystkich i wykrzywił się pogardliwie. Mimowolnie dłoń Megumi sięgnęła po sztylet. Wyjęła go powoli, choć miała wrażenie, że nie uda się jej obronić.
Jego spojrzenie spoczęło na Aleksie.
- No proszę, a co to za cholerstwo? Czym ty jesteś?
- Pewnie mnie znasz, kuzynie - mężczyzna w jednej chwili wyglądając niemal jak zaciekawione dziecko - Spotkaliśmy się już kiedyś, Trastil.
- Skąd ty znasz moje imię? - potwór wydawał się być zaciekawiony, choć mowa jego ciała zdradzała, że jest zdolny w każdej chwili zaatakować.
- Znam imiona was wszystkich - odparł Alex, a jego twarz wykrzywiła się w sadystycznym grymasie - Pożeracz Dusz, zna imiona wszystkich swoich ofiar.
Smok zadrżał jakby te słowa go przeraziły. Czyżby Alex nie kłamał i faktycznie te stworzenia bały się go?
- Niemożliwe - odparł, a jego spojrzenie spoczęło na Megumi - Zabiję ją, a ty nawet nie zdążysz się ruszyć.
Szybciej niż mogłaby się spodziewać rzucił się w jej kierunku wyciągając przed siebie szpony.
Hrabina wrzasnęła, a Megumi instynktownie podniosła broń i skoczyła naprzód na oślep dźgając sztyletem. Poczuła jak ciężkie ciało uderza w nią, ale tak jak na treningach przyklękła i przerzuciła go przez siebie.
Dopiero wtedy otworzyła oczy i powoli odwróciła się.
Alex wyszarpnął broń z gardła oszołomionego smoka i rzucił jej zakrwawiony sztylet. Pozwolił potworowi dojść do siebie i wstać .
Trastil splunął krwią i odłamkami zębów, które siła uderzenia wybiła.
- Co.. do..? - zaczął mierząc ją zaskoczonym spojrzeniem.
- Masz wyjątkowe szczęście, przyjacielu - odparł wesoło Alex - Trafiłeś na wyjątkowo wkurzającego człowieka.
Czerwone łuski zamigotały, gdy smok rzucił się w ich stronę. Megumi cofnęła się unosząc sztylet. Drugi raz chyba szczęścia mieć nie będzie i nie uda jej się ten manewr.
Dłoń Alexa zatrzymała smoka tuż przed nią.
- Dość tej zabawy. Rzucanie się na moich ludzi to poważny błąd - zacisnął palce na gardle bestii z taką siłą, że twarde łuski zaczęły pękać i opadać. Cisnął cielskiem w ziemię, aż oblodzony grunt popękał z trzaskiem.
Megumi patrzyła zaskoczona. Nie sądziła, że może być aż tak silny. W czyje łapy się wpakowała…?
- Nie mam dziś ochoty na walkę - mruknął Alex, a w jego głosie zabrzmiało znudzenie. Pochylił się nad ofiarą i z impetem wbił rękę w jego pierś. Smok ryknął przeraźliwie, ale zaraz krzyk zamarł, gdy mężczyzna wyszarpnął wciąż bijące serce.
Dziewczyna osunęła się na ziemię, czując, że nie ustoi dłużej. Wiedziała, że powinna się odwrócić i zasłonić oczy jak hrabina, ale nie mogła. Szeroko otwartymi oczami patrzyła jak mężczyzna wbija ostre zęby w parujący organ i odgryza kęs.
Więc to było prawdziwe oblicze Alexa. Zniknął teraz złośliwy i cyniczny typ, zastąpiony Pożeraczem Dusz.

Nie wiedziała ile czasu minęło do kiedy smok skonał. Choć miała otwarte oczy, nie widziała nic. Nie mogła drgnąć. Słyszała tylko za sobą zawodzenie kobiet, ale ignorowała ją. Miała wrażenie, że zaraz umrze z zimna, ale nie mogła wstać. Jakby ten obraz, który zobaczyła rzucił ją w wir nieświadomości. Miała wrażenie, że jest na ziemi, a jednocześnie unosi się w powietrzu. Czyżby Alex chciał pożreć jej duszę?
Ciepła dłoń na jej policzku przywróciła jej zmysły. Uniosła głowę spoglądając na Aleksa, który oblizywał szkarłatne kąciki ust.
- Wstawaj - zimny ton kontrastował z ciepłem jakie biło od jego ciała.
Pozwoliła by pomógł jej wstać i odwróciła się nie chcąc patrzeć na zwłoki smoka.
- Jeśli masz jakieś uwagi to powiedz teraz - Alex gwizdnął na swojego wierzchowca, który podbiegł do niego szerokim łukiem obiegając stygnącego trupa.
- Jest zimno, jedźmy już - wetknęła nos pod kołnierz i przywołała swojego konia - Proszę pani… - odwróciła się tępym wzrokiem szukając hrabiny.
Kobieta stała kilka metrów dalej trzymając się a serce. Jej ramiona unosiły się gwałtownie przy każdym oddechu, a w oczach widać było strach.
Chciała podejść do niej, ale jej towarzysz zacisnął dłoń na jej ramieniu.
- Zostaw ją, jest zbyt przerażona by jej przemówić do rozsądku, zresztą nie potrzebny mi kolejny problem na głowie.
- Chcesz ją zostawić tu na śmierć? - spytała szeptem, nie chcąc by kobieta ją usłyszała.
- Była głupia skoro wybrała się na wycieczkę bez odpowiedniej eskorty. Musi sama płacić za swoje błędy. Nie przeżyłaby zresztą w takich warunkach zbyt długo, tak czy owak czeka ją śmierć. Ja mogę ją co najwyżej przyspieszyć.
Megumi była już zbyt wykończona psychicznie, by te słowa zrobiły na niej jakiekolwiek wrażenie. A może w duchu faktycznie przyznała mu rację? Ten świat był okrutny i zmuszał ją do czynienia okropnych rzeczy. Żyła wśród potworów, ale czy naprawdę musiała zachowywać się tak jak one?
- Masz rację - skinęła głową - Powinniśmy się pospieszyć.
Wskoczyła na grzbiet konia i ruszyła miejsca galopem. Chciała oddalić się jak najszybciej od tego miejsca i od palących ją wyrzutów sumienia. I chociaż kobieta zniknęła już z jej oczu, poczucie żalu i bezsilności nie chciało jej opuścić.
Alex patrzył na nią z mieszaniną złości i czegoś jeszcze. Musiał słyszeć jej myśli doskonale, ponieważ nawet nie chciała ich uciszyć.
- Przestań się rozczulać - odezwał się po dłuższej chwili jazdy w milczeniu - Chcąc zabijać smoki musisz odrzucić ludzkie uczucia. Zapomniałaś o tym co chcesz osiągnąć?
- Ale ona była człowiekiem. Dlaczego kazałeś mi zabić człowieka? - niemal jęknęła uświadamiając sobie to co zrobiła. Była jak morderca.
- Czasami trzeba coś poświęcić, by móc osiągnąć coś w zamian. Każdy tak robi, jeśli chce osiągnąć zamierzony cel.
- A ty co poświęciłeś?
- Swoją duszę. Podpisałem pakt z diabłem i teraz chcę sięgnąć po swój laur zwycięstwa. Jeśli mi pomożesz, smoki znikną, a ludzie będą żyć bez obawy.
Odwrócił się do niej, a brązowozłote oko patrzyło na nią wyczekująco.
- Oddaj mi swe serce i wspomnienia, a zdobędę świat, w którym nie będzie więcej smutku i cierpienia. Zwrócę ci rodziców i spokojne życie.
Wyciągnął do niej rękę, a ona po chwili wahania ujęła ją, ściskając mocno.
Miała wrażenie jakby podpisała swój własny pakt z diabłem, nawet jeśli on zarzekał, że jest od niego potężniejszy.
Ale nie żałowała swojej decyzji. W tym zimnym świecie, te słowa pełne nadziei, były jedynym co kazało jej iść naprzód.
 

 


- Panie Marco!
Odwrócił się w stronę cienkiego głosiku. Srebrnowłosy może sześcioletni chłopiec spoglądał na niego z dołu z szczerym uśmiechem. Jego jasne włosy pozlepiane były ciemnoczerwoną cieczą, która również skapywała z dłoni zaciśniętych w pięści.
- Czego chcesz? - warknął, a uśmiech dziecka zbladł.
- Ja chciałem, by pan pomógł nam. To głupie zwierze cały czas ucieka - nadąsany ton malca sprawił, że kąciki ust Marca drgnęły lekko.
- Radźcie sobie sami - machnął ręką odprawiając dzieciaka.
W tej chwili mrożący krew w żyłach wrzask sprawił, że drgnął nieznacznie, a pełen uśmiech wykwitł na jego zimnym obliczu.
- Słyszę, że Holly sama sobie dobrze radzi - mruknął wstając i skierował się w stronę dźwięku.
Podziemia w Mieście Grzechu były doskonałym miejscem dla bliźniąt. Blade światło bezskutecznie odganiało mrok, który zalegał w każdym kącie zawilgoconych ścian. Mało kto wiedział, że to pozostałości po ludzkich siedzibach, sprzed kilkuset lat. Miasto , które kiedyś było olbrzymią ludzką metropolią zapadło się w ziemię w ciągu jednej chwili stając się grobowcem dla milionów ludzi. Bezpańskim demonom podobało się to miejsce przesiąknięte wonią strachu i rozpaczy ofiar sprzed lat. Woń rozkładu i śmierci sprawiała, że czuły się jak w domu.
To taki był teraz dom Holly i Haydena, których los był w jego rękach. Bezdomne potworne dzieci, były marionetkami w rękach demonicznego lalkarza.
Marco musiał przyznać, że niejako czuł do tych kukiełek sympatię. A przynajmniej coś do niej zbliżonego, gdyż nigdy nie przyznałby się do posiadania ludzkich uczuć. Był z nich dumny jako właściciel.
Zardzewiałe drzwi zgrzytnęły, gdy otworzył je na oścież. Ukazała mu się scena niczym na obrazie psychopatycznego malarza. Spojrzał na zakrwawionego człowieka, który klęczał na zimnym betonie, szlochając spazmatycznie. Przyciskał do piersi dłoń, a na koszuli wokół niej rozrastała się plama krwi. Oszołomiony z bólu nawet nie zauważył, nadejścia Marco i chłopca. Zwierzęcym wzrokiem spoglądał na drobną postać przed sobą. Długie włosy opadał na twarz dziewczynki zasłaniając jej oblicze. Biała nieco zniszczona koszula ciągnęła się po ziemi niczym suknia. W pomieszczeniu pełnym krwi i brudu była zaskakująco czysta, wręcz wydawała się być niepasującym elementem.
Dopiero, na wołania Marco uniosła głowę odsłaniając upiorne oblicze. Szkarłatno-czarne oko płonęło otoczone pajęczyną ciemnych żył, a szkliste zielone oko było pozbawione wyrazu jak u zmarłego. Szkarłatne usta drgnęły w wściekłym grymasie ukazując ostre zęby pomiędzy którymi wciąż tkwiły różowoczerwone tkanki.
- Głupi brat - z wilczym warkotem rzuciła się na swojego bliźniak powalając go na ziemie - Mówiłam, żebyś nie szedł po niego!
Hayden stęknął ciężko, ale po chwili uderzył Holly pięścią w twarz.
- Sama jesteś głupia. Dopiero co bałaś się podejść do niego, a teraz jesteś taka odważna?
Wzrok dzieci skierował się na zesztywniałego ze strachu mężczyznę.
- Jest smaczny - szepnęła Holly uśmiechając się tak radośnie, że wyglądała jak normalne dziecko. Tylko czy normalne dziecko potrafiłoby z taką sadystyczną radością dręczyć człowieka?
- Siostra! - Hayden wyszczerzył się i oblizał wargi - Jestem głodny - odepchnął bliźniaczkę i rzucił się na mężczyznę. Przesiąknięte wonią krwi powietrze rozdarł wrzask.
Marco nawet nie spojrzał na chłopca, ponieważ jego wzrok spoczął na czarnowłosej podopiecznej. Patrzyła na niego w milczeniu jakby czekała na jego ruch. Nawet nie odwróciła się w stronę brata, choć zapewne była tak samo głodna jak on.
Przyklęknął by nie musiała zadzierać tak wysoko głowy.
- Czego chcesz?
Mała zimna rączka dotknęła jego twarzy. Holly spojrzała na niego poważnym wzrokiem.
- Panie Marco, co to znaczy litość? Ten człowiek wypowiedział to słowo…
Demon uśmiechnął się wesoło.
- Nie musisz znać znaczenia tego słowa. Jest ono bezużyteczna. A litość jest dla słabych.
Dziewczynka rozpromieniła się.
- Cudownie! - zawołała radośnie - Jak cię zabije, nie będę słaba, panie Marco - szepnęła przytykając palec do jego wargi. Potem odwróciła się i rzuciła na swoją ofiarę wbijając głęboko zęby w szyję.
Bezpański powoli wstał i wykrzywił się w dziwacznym uśmiechu.
- Stworzyłem potwora - mruknął pod nosem z dumą.
Tylko dlaczego obok niej pojawiło się tak bolesne uczucie zawodu?
  • awatar Kowalski, opcje!: Jak dojechałam do obrazka to przez chwilę myślałam, że straciłam mózg.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›